Kliknij odcisk palca, by rozpoczać
KATECHEZA
wydanie specialne
09 września
Red.: Witaj. Jesteś młodym człowiekiem. Ile lat potrzebowałeś, by zostać błogosławionym? Pier Giorgio Frassati: Żyłem krótko, zaledwie 24 lata, ale to wystarczyło, aby dojść do świętości. Zresztą to nie wiek jest najważniejszy, ale życie w bliskości Boga. Red.: Urodziłeś się w Turynie we Włoszech w 1901 r. i tam też zmarłeś 4 lipca 1925 r. Jakim byłeś człowiekiem? PGF: Wydaje mi się, że byłem pogodnego usposobienia. Radość i siłę dawał mi Chrystus. Codziennie przyjmowałem Go w Eucharystii. Red.: Pochodziłeś z bogatej rodziny, ale jednak nie miałeś zbyt wielu drogich rzeczy. Dlaczego tak było?
PGF: Rzeczywiście w domu nie brakowało mi niczego. Mój ojciec był założycielem i właścicielem dziennika La Stampa, a nawet senatorem, a moja matka była malarką. Troszczyli się o mnie, ale wobec wiary i Boga byli obojętni. Z tego powodu było między nami trochę nieporozumień. Nie dostrzegali tego, że wokół są biedni, którym brakuje podstawowych rzeczy, a dla mnie były one zbędne. W Turynie było wielu biedaków, więc uważałem, że moim chrześcijańskim obowiązkiem jest im pomóc. Dla mnie pomaganie im było spotkaniem z samym Chrystusem. Red.: Często widziano cię z paczkami, w których niosłeś odzież, lekarstwa, żywność, zabawki i książki dla ludzi potrzebujących. Nie bałeś się opiekować ludźmi chorymi na zaraźliwe i śmiertelne choroby?
PGF: Uważam, że nasze zdrowie jest ważne, ale myślę, że powinniśmy je oddać na służbę tym, którzy go nie mają. Dlatego nauczyłem się robić zastrzyki, podawać leki i zajmować się chorymi. Nawiedzanie biednych jest nawiedzaniem samego Jezusa.
KATECHEZA
wydanie specialne
09 września
Red.: W jaki sposób zdobywałeś pieniądze?PGF: Przede wszystkim oszczędzałem. Mając auto, często chodziłem pieszo, jeździłem tramwajami lub rowerem, a w pociągu wybierałem trzecią klasę, by zaoszczędzić. Red.: Jak to się działo, że wracałeś do domu bez części garderoby? PGF: Gdy spotyka się biednego człowieka, który marznie, to trudno mu powiedzieć: przyjdę jutro i ci pomogę. Wiedziałem, że wracam do ciepłego domu, więc mogę oddać swoją marynarkę lub płaszcz. Mnie nic nie groziło, a dla nich to była sprawa życia. Red.: Oprócz troski o biednych i chorych miałeś też inne pasje życiowe. Co lubiłeś? PGF: Lubiłem pływać, jeździć na rowerze, na nartach i konno. Jednak moją największą pasją była alpinistyka. Z przyjaciółmi chodziliśmy na wyprawy w Alpy. Kochałem
chodzenie po szlakach, wspinaczkę na ściany i lodowce. Góry były dla mnie miejscem, gdzie mogłem kontemplować wielkość Stwórcy.Red.: Twoi przyjaciele mówili, że nie wstydziłeś się wiary. Jak na to reagowali inni? PGF: Często zdarzało się, że na górskim szlaku lub w pociągu zaczynałem głośno odmawiać różaniec. Pozostali dołączali do mojej modlitwy, choć towarzysze podróży w pociągach byli mi zupełnie obcy. Red. Dziękuję ci za rozmowę. – Jak Państwo widzą, we Frassatim było coś, co pociągało ludzi. Najlepszym podsumowaniem jego życia niech będzie przypomnienie, że został nazwany przez przyjaciół Valanga di Vita – Lawina Życia.
(oprac. na podst.: M. Rabczak, Patron całkiem nowoczesny,grafika: domena publiczna)
wywiad z Piotrem Freassatim 8.4
Woyt Es
Created on September 9, 2024
Start designing with a free template
Discover more than 1500 professional designs like these:
View
Fill in Blanks
View
Countdown
View
Stopwatch
View
Unpixelator
View
Break the Piñata
View
Bingo
View
Create a Secret Code
Explore all templates
Transcript
Kliknij odcisk palca, by rozpoczać
KATECHEZA
wydanie specialne
09 września
Red.: Witaj. Jesteś młodym człowiekiem. Ile lat potrzebowałeś, by zostać błogosławionym? Pier Giorgio Frassati: Żyłem krótko, zaledwie 24 lata, ale to wystarczyło, aby dojść do świętości. Zresztą to nie wiek jest najważniejszy, ale życie w bliskości Boga. Red.: Urodziłeś się w Turynie we Włoszech w 1901 r. i tam też zmarłeś 4 lipca 1925 r. Jakim byłeś człowiekiem? PGF: Wydaje mi się, że byłem pogodnego usposobienia. Radość i siłę dawał mi Chrystus. Codziennie przyjmowałem Go w Eucharystii. Red.: Pochodziłeś z bogatej rodziny, ale jednak nie miałeś zbyt wielu drogich rzeczy. Dlaczego tak było?
PGF: Rzeczywiście w domu nie brakowało mi niczego. Mój ojciec był założycielem i właścicielem dziennika La Stampa, a nawet senatorem, a moja matka była malarką. Troszczyli się o mnie, ale wobec wiary i Boga byli obojętni. Z tego powodu było między nami trochę nieporozumień. Nie dostrzegali tego, że wokół są biedni, którym brakuje podstawowych rzeczy, a dla mnie były one zbędne. W Turynie było wielu biedaków, więc uważałem, że moim chrześcijańskim obowiązkiem jest im pomóc. Dla mnie pomaganie im było spotkaniem z samym Chrystusem. Red.: Często widziano cię z paczkami, w których niosłeś odzież, lekarstwa, żywność, zabawki i książki dla ludzi potrzebujących. Nie bałeś się opiekować ludźmi chorymi na zaraźliwe i śmiertelne choroby?
PGF: Uważam, że nasze zdrowie jest ważne, ale myślę, że powinniśmy je oddać na służbę tym, którzy go nie mają. Dlatego nauczyłem się robić zastrzyki, podawać leki i zajmować się chorymi. Nawiedzanie biednych jest nawiedzaniem samego Jezusa.
KATECHEZA
wydanie specialne
09 września
Red.: W jaki sposób zdobywałeś pieniądze?PGF: Przede wszystkim oszczędzałem. Mając auto, często chodziłem pieszo, jeździłem tramwajami lub rowerem, a w pociągu wybierałem trzecią klasę, by zaoszczędzić. Red.: Jak to się działo, że wracałeś do domu bez części garderoby? PGF: Gdy spotyka się biednego człowieka, który marznie, to trudno mu powiedzieć: przyjdę jutro i ci pomogę. Wiedziałem, że wracam do ciepłego domu, więc mogę oddać swoją marynarkę lub płaszcz. Mnie nic nie groziło, a dla nich to była sprawa życia. Red.: Oprócz troski o biednych i chorych miałeś też inne pasje życiowe. Co lubiłeś? PGF: Lubiłem pływać, jeździć na rowerze, na nartach i konno. Jednak moją największą pasją była alpinistyka. Z przyjaciółmi chodziliśmy na wyprawy w Alpy. Kochałem
chodzenie po szlakach, wspinaczkę na ściany i lodowce. Góry były dla mnie miejscem, gdzie mogłem kontemplować wielkość Stwórcy.Red.: Twoi przyjaciele mówili, że nie wstydziłeś się wiary. Jak na to reagowali inni? PGF: Często zdarzało się, że na górskim szlaku lub w pociągu zaczynałem głośno odmawiać różaniec. Pozostali dołączali do mojej modlitwy, choć towarzysze podróży w pociągach byli mi zupełnie obcy. Red. Dziękuję ci za rozmowę. – Jak Państwo widzą, we Frassatim było coś, co pociągało ludzi. Najlepszym podsumowaniem jego życia niech będzie przypomnienie, że został nazwany przez przyjaciół Valanga di Vita – Lawina Życia.
(oprac. na podst.: M. Rabczak, Patron całkiem nowoczesny,grafika: domena publiczna)