Dofinansowano ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach Programu „Patriotyzm Jutra”
Nazywam się Balbina Świtycz-Widacka. Zapraszam do obejrzenia multimedialnej prezentacji „Wyrzeźbiona historia”. Opowiem Wam o moich losach i rzeźbach.
1901
1972
Beata Brokowska
WYRZEŹBIONA HISTORIA
Dofinansowano ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach Programu „Patriotyzm Jutra”
Quiz
losy Balbiny Świtycz-Widackiej
(1901-1972)
17. Patroni szkół
14. Twarze znanych Polaków
1. Dzieciństwo w cieniu epidemii
9. Od Rodziewiczówny do Kościuszki
5. Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie
2. Bajka w harcerstwie
8. Ziemianin i artystka
18. Rodzinne historie
15. Kajka w kamieniu
13. Olsztyn: Warmiacy i Mazurzy
10. Wojna!
3. Skąd ten talent?
20. Pamiętajmy o Bajce!
7. Wnuczka o profesorze Laszczce
6. Mistrz i uczennica
19. Współcześni o rzeźbiarce
12. Powojenna tułaczka
11. Stracony dorobek
16. Rzeźby parkowe
4. Trzy razy Piłsudski
21. Wystawa
1901
1972
Olsztyn, 2023 r.
Źródła
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
1. Dzieciństwo w cieniu epidemii
Szkarlatyna (płonica) jest ostrą chorobą zakaźną. Większość zachorowań notuje się w okresie jesienno-zimowym. Na szkarlatynę częściej chorują dzieci niż dorośli. Na początku XX wieku była jedną z cięższych chorób wieku dziecięcego, z bardzo wysoką śmiertelnością.
Bajka Śwityczówna w wieku dwóch lat, ok. 1904 r.
Mapa Polski w okresie międzywojennym
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
2. Bajka w harcerstwie
W dwudziestoleciu międzywojennym przez organizacje harcerskie w II RP przeszły setki tysięcy młodych Polek i Polaków, a najwyższą jakość harcerskiego wychowania członkowie ZHP okazali ojczyźnie w tragicznych czasach II wojny światowej.
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
Z Kobrynia wyjechała na studia w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Był rok 1924. Krakowska Akademia przyjmowała kobiety studentki dopiero od 1918 roku.
(1901-1972)
3. Skąd ten talent?
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
.
.
(1901-1972)
4. Trzy razy Piłsudski
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
5. W Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie
Nie smuć się nigdy, gdy cię spotka jakie niepowodzenie, bo osłabisz siły do pracy, która może utrwalić twoją przyszłość. Konstanty Laszczka "Gawędy z uczniami" 1927 r.
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
Gdy była studentką, prof. Konstanty Laszczka wyrzeźbił w drewnie lipowym jej piękny portret pt. „Bajka”. Ona dwa lata przed śmiercią profesora odwiedziła go w Krakowie i wykonała jego popiersie, na którym złożył swój autograf.
W grudniu 1945 roku, gdy dowiedziała się, że przeżył wojnę, napisała do niego pełen emocji list: „Psoreńko moja! Słowa są za ubogie, ażebym mogła wyrazić, co się ze mną działo, gdy zdobyłam konkretne wiadomości, że jesteś, że żyjesz, że przetrwałeś, i że, niestrudzony Rzeźbiarzu mój, tworzysz w dalszym ciągu, z radości złapał mię płacz i śmiech razem. Wionęło na mnie zapachem młodości, siły i uczuć gorących – bo w tem wszystkim właśnie byłeś Ty! Ty, mój mistrz i nauczyciel, Ty moja młodość i uczucie. Właśnie z perspektywy czasu, przez pryzmat tęsknoty i cierpienia widzi się rzeczywistą istotę tego, co przeszłością być zaczęło.”
(1901-1972)
6. Mistrz i uczennica
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
7. Wnuczka o profesorze Laszczce
Teresa Janota: Dziadek, a potem moja mama, zachowali listy, jakie Bajka pisała do niego. Od czasu ukończenia przez nią studiów pisali do siebie, gdy rzeźbiarka wróciła w rodzinne strony na Polesie. W listach niekiedy nazywała go Jowiszem, w mitologii rzymskiej to bóg nieba, burzy i deszczu. Bajka chciała tak nazwać swojego syna. Urodziła się córka, więc dostała na imię Jowita.
Jedna z najbardziej znanych rzeźb Konstantego Laszczki "Smutna"
Rozmowa z Teresą Janotą, wnuczką prof. Konstantego Laszczki, cz.1
Rozmowa z Teresą Janotą, wnuczką prof. Konstantego Laszczki, cz.2
Muzeum Konstantego Laszczki w Dobrem k. Mińska Maz. Obejrzyj jego rzeźby
Muzeum Ziemi Mińskiej w Mińsku Mazowieckim.
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
8. Ziemianin i artystka
prof Jan Widacki o Bajce
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
9. Od Rodziewiczówny do Kościuszki
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
ŻEGNAJ, KOBRYNIU, NA ZAWSZE Opuszczenie rodzinnego domu, kochanego miasta na Polesiu, krajobrazów pełnych mgieł, mokradeł, łąk, śmierć wielu przyjaciół, znajomych, zamordowanie Karola Widackiego, zostawienie dorobku rzeźbiarskiego było tak bardzo bolesne dla rzeźbiarki, że nigdy nie wracała do tego tematu. Nigdy też nie odwiedziła Kobrynia. To, co się dało, ona i mąż spakowali, trochę mebli, pianino przybranej mamy, zdjęcia i pojechali w nieznane. Zaczęła się trudna powojenna tułaczka.
WIERSZ DLA CÓRKI
Nie proś, dziecino, dzisiaj o bajki,
Gdzie śpią królewny, rycerze, ptaki,
Gdzie gnomy kują skarb swój bogaty,
Gdzie krasnoludków zaklęty świat.
(…)
Oczęta otwórz, rączki na serce, uszki na wiatr.
Wsłuchaj się w poszum zaklętych Tatr.
Patrz – w tęczy opali powstaje jaśń.
To upragniona, promienna, własna
W szumie sztandarów i szczęku stali
Idzie ku Tobie- polska baśń.
1943 r. dla Karyny
10. Wojna!
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
11. Stracony dorobek
Większość przedwojennych rzeźb Balbiny Świtycz-Widackiej przepadła. Te, które wyrzeźbiła w Kobryniu, zostawiła, opuszczając Polesie. Rzeźby wykonane w Warszawie zostały w większości zniszczone w czasie wojny. Oto niektóre z nich:
- Popiersie ks. biskupa Kazimierza Bukraby
- Poleszuczka ze stępą, czyli moździerzem do obłuskiwania i kruszenia ziarna na kaszę
- Grupa brydżystów
- Grupa radiosłuchaczy
- Jamniki Marii Rodziewiczówny
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
12. Powojenna tułaczka
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
„Tu należę do związku plastyków olsztyńskich, biorę udział w wystawach — kocham tę ziemię i dlatego będę miała wystawę zasłużonych dla Warmii i Mazur”.
13. Olsztyn: Warmiacy i Mazurzy
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
W latach 60. XX w. Balbina Świtycz-Widacka jeździła do Warszawy, by wykonać popiersia znanych aktorów, naukowców, pisarzy. Twarze Ćwiklińskiej, Barszczewskiej, Tatarkiewicza, Kotarbińskiego, Wiecha, Iwaszkiewicza, Lorentza były prezentowane na wystawach w Warszawie i Olsztynie.
(1901-1972)
14. Twarze znanych Polaków
Stanisław Lorentz
Jarosław Iwaszkiewicz
Stefan Wiechecki Wiech
Władysław Tatarkiewicz
Mieczysława Ćwiklińska
Elżbieta Barszczewska
Stanisław Kulczyński
Tadeusz Kotarbiński
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
Michał Kajka ( Kayka), ur. 27 września 1858 w Skomacku Wielkim, zm. 22 września 1940 w Orzyszu – mazurski poeta ludowy, artysta, działacz na rzecz polskości Mazur.
15. Kajka w kamieniu
Po ogłoszeniu, kto będzie twórcą pomnika Michała Kajki, rzeźbiarką zainteresowała się prasa. W „Gazecie Białostockiej” w artykule pt. ”Kobieta – twórca piękna” artystka mówiła: "— Pracę nad pomnikiem rozpocznę dopiero wiosną. Rodzi się jednak nowe zagadnienie — gdzie mam to robić? Nie mam pracowni, w tym jednym pokoju?
— A może w łazience — podpowiedziałem — blisko woda…
— Cóż z tego, kiedy łazienka wspólna…
Zdaje mi się, że władze powinny dołożyć swoją cegiełkę do budowy pomnika Kajki, udostępniając p. Świtycz-Widackiej jakieś pomieszczenie, dobrze oświetlone, gdzie mogłaby pomnik wykonać."
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
Najbardziej znane rzeźby: Wiosna, fontanna Ryba z dzieckiem i Amor na czatach w parku Podzamcze w Olsztynie.
(1901-1972)
16. Rzeźby parkowe
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
17. Patroni szkół
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
Balbina Świtycz-Widacka szukała tematów wszędzie, także w najbliższym otoczeniu. I tak jak malarze portretują swoich bliskich, tak ona wyrzeźbiła swoją rodzinę. Utrwaliła swoją historię rodzinną.
(1901-1972)
18. Rodzinne historie
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
19. Współcześni o rzeźbiarce
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
20. Pamiętajmy o Bajce!
Czy Olsztyn pamięta o swojej rzeźbiarce? – pytała kilka lat po śmierci Balbiny Świtycz-Widackiej jej przyjaciółka Maria Kulczyńska. Dziś, po ponad 50 latach, nadal nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie.
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
21. Zapomniane rzeźby Balbiny Świtycz-Widackiej w fotografii
Na wystawę Beaty Brokowskiej i Sławomira Ostrowskiego (27 XI-11 XII 2024) w Galerii Stary Ratusz Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie złożyło się ponad 30 fotografii zapomnianych portretów rzeźbiarskich Balbiny Świtycz-Widackiej.
Podczas wernisażu studentka rzeźby na Wydziale Sztuki UWM Luise Szczepanski w obecności publiczności wykonała w glinie popiersie Balbiny Świtycz-Widackiej. Opiekunem artystycznym wydarzenia był dr Izydor Borys z UWM. Fot. Sławomir Ostrowski
Ekspozycję współfinansował Samorząd Olsztyna. Współpraca: Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne „Pojezierze” w Olsztynie.
1901
1972
quiz o Balbinie Świtycz-Widackiej
wyrzeźbiona historia
START
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
Powodzenia!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Gdzie urodziła się Balbina Świtycz-Widacka?
W Mohylewie
W Brodnicy
We Lwowie
W Krakowie
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
Upss!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
DOBRAODPOWIEDŹ!
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
3 400 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
Która z wymienionych osób pozowała rzeźbiarce w okresie międzywojennym?
Jadwiga Smosarska
Jan Kiepura
Maria Dąbrowska
Aleksandra Piłsudska
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
ŹLE!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
SUPER!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Który profesor ASP w Krakowie uczył rzeźby Balbinę Śwityczównę?
Xawery Dunikowski
Leon Wyczółkowski
Konstanty Laszczka
Henryk Kuna
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
ZŁA ODPOWIEDŹ!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
ŚWIETNIE!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Którą z rzeźb Balbiny Świtycz-Widackiej ofiarowano marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu?
Wiosnę
Brydżystów
Poleszuczkę z dzieckiem
Tadeusza Kościuszko
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
BŁĄD!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
CORAZ LEPIEJ!
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Wskaż nazwisko aktorki, której popiersie wykonała rzeźbiarka.
Elżbieta Barszczewska
Nina Andrycz
Krystyna Feldman
Danuta Szaflarska
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
NIEPOPRAWNIE!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
DAJESZ RADĘ!
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Czym, poza rzeźbiarstwem, zajmowała się Balbina Świtycz-Widacka?
Malowała obrazy
Pisała wiersze
Aktorstwem amatorskim
Grała na fortepianie
1 100 POINTS
6 3.200 POINTS
2 200 POINTS
7 6.400 POINTS
BŁĄD!
3 400 POINTS
8 12.800 POINTS
4 800 POINTS
9 25.600 POINTS
5 1.600 POINTS
10 50.000 POINTS
GRASZ OD POCZĄTKU?
DOBRA PASSA!
1 100 POINTS
6 3.200 POINTS
2 200 POINTS
7 6.400 POINTS
3 400 POINTS
8 12.800 POINTS
4 800 POINTS
9 25.600 POINTS
5 1.600 POINTS
10 50.000 POINTS
Jakich przedmiotów uczyła w gimnazjum w Kobryniu?
Języka polskiego
Rysunków
Matematyki
Geografii
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
ŹLE!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
JESTEŚ BLISKO!
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
W jakim mieście znajduje się grób rzeźbiarki?
W Brodnicy
W Kobryniu
W Olsztynie
W Krakowie
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
ZŁA ODPOWIEDŹ!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
PRAWIE KONIEC!
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Czyje popiersie, dłuta rzeźbiarki, stoi przed I LO w Olsztynie?
Wojciecha Kętrzyńskiego
Seweryna Pieniężnego
Marii Konopnickiej
Adama Mickiewicza
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
JESZCZE RAZ!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
A TERAZ FINAŁ!
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
3 400 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Jak znajomi i rodzina nazywali rzeźbiarkę?
Balbinka
Bajka
10
Balba
Balbina
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
O ŻESZ TY!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
BRAWO!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
JESTEŚ EKSPERTEM!
50.000 PUNKTÓW
POWRÓT NA START
W XIX wieku rzeźbiarstwo, jako sztuka „brudna” i wymagająca wysiłku fizycznego, stanowiło dziedzinę przeznaczoną dla mężczyzn, więc przetarcie szlaku przez kobiety dla kobiet było pionierską drogą. Krytyka artystyczna tamtych czasów nie mogła sobie poradzić z faktem, że kobiety wzięły do ręki dłuto. Krytycy docenili, że panie rzeźbią, ale nie wykształcili odpowiedniego języka i recenzje były oparte na opozycji męsko-damskiej. „Gdybym nie wiedział, że jest to dzieło delikatnej, damskiej rączki, myślałbym, że jest to dzieło silnej męskiej ręki” - to jeden z cytatów z „Tygodnika Ilustrowanego”. To tendencja, która utrzymywała się przez cały XIX wiek. Dr Ewa Ziembińska, kuratorka wystawy „Bez gorsetu. Camille Claudel i polskie rzeźbiarki XIX wieku” w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Pomnik dłuta Balbiny Świtycz-Widackiej przetrwał II wojnę światową. Gdy Kobryń przestał być polskim miastem, stał się częścią Białorusi, Kościuszko trafił do magazynów twierdzy w Brześciu.
Jak podaje Lachowicz, dopiero w 1988 roku pomnik znalazł swoje miejsce w Siechnowiczach, gdzie powstała szkoła im. Tadeusza Kościuszki. Właścicielami majątku Siechnowicze w XVIII wieku była rodzina Kościuszków. Z informacji uzyskanych przez autorkę tekstu, popiersie znajduje się obecnie w zupełnie innym miejscu, jest zapomniane.
— W latach 50. w Brodnicy rodzina Widackich wynajmowała mieszkanie w kamienicy przy ulicy Kolejowej 26, tam też Balbina miała pracownię. Po budynku nie ma śladu, został wyburzony około roku 2002-2003 przy budowie ronda — opowiada Piotr Stanny, dziennikarz, dyrektor Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej w Brodnicy. — Trochę pamiątek po rzeźbiarce w Brodnicy zostało, m.in. na fasadzie kościoła i klasztoru ojców franciszkanów – figury św. Antoniego i Franciszka oraz symbol franciszkanów – dwie dłonie z krzyżem.
Uczennica Balbiny Świtycz-Widackiej Halina Pieturówna, pisała w swoich wspomnieniach: "Nie wiedziałam o tym, że pomnik Kościuszki przy ul. Piłsudskiego był jej dłuta. Tam jeszcze stały armaty ze zwróconymi lufami na wschód, a mój Tatuś tłumaczył mi, że tam, na wschodzie, jest wielki wróg - bolszewicy. Biedny, walczył w POW, był patriotą i oddał za to życie - nie wiemy kiedy, nie wiemy gdzie. Był chory, może w drodze zmarł (podczas zsyłki na Sybir - red.) i wrzucili w śnieg."
Pomnik stał się ważnym miejscem dla mieszkańców Kobrynia. Tam odbywały się defilady, parady i uroczystości rocznicowe.
Widać to na zdjęciach: defilada 83. pułku piechoty przed pomnikiem Kościuszki w Kobryniu w 1934 roku. Zdjęcia udostępnił mi pan Andrzej Wojciech Rymut, którego dziadek służył w tym pułku. Na zdjęciu widać władze miasta i dowództwo nie tylko 83 pułku, ale także dowódca 30 Dywizji Piechoty, w skład której wchodził 83 pułk, a więc musiało to być ważne święto.
W pracowni rzeźby
W czasie studiów Bajka miała kłopoty finansowe, podobnie jak wszyscy studenci. Żyła bardzo oszczędnie, udzielała korepetycji. W ostatnich dwóch latach studiów została asystentką profesora, co trochę podreperowało jej budżet. W pamięci swoich studentów Laszczka zapisał się jako „kochany Profesor”, zawsze życzliwy i szczerze zainteresowany rozwojem młodych talentów. Balbina nazywała swojego nauczyciela i mistrza „Psoreńką”, w każdym razie tak tytułowała go w listach. Przez pięć lat studiów zdobyła wiele pochwał, ocen celujących.Na zdjęciu Balbina z kolegami w pracowni rzeźby.
IZAAK ZALCMAN
W czerwcu 1941 roku do Kobrynia wkroczyli Niemcy. Latem tego samego roku do domu wrócił Iwon Widacki, ale szybko wyjechał na wieś, by nie rzucać się w oczy Niemcom.
Niemcy od razu stworzyli w mieście getto dla Żydów. Narastały represje wobec nich - musieli nosić naszywki na ubraniach, mieć ogolone głowy, brakowało żywności. W czerwcu 1942 roku Niemcy spędzili mieszkańców na plac w centrum pod pretekstem wywózki do obozów pracy. Wszyscy zostali zamordowani. W październiku 1942 roku nastąpiła likwidacja getta. Do domu Balbiny Świtycz-Widackiej zastukał pewnej nocy jej dawny uczeń z gimnazjum w Kobryniu. Izaak Zalcman prosił o ratunek. Bajka mimo że wiedziała, że za ukrywanie Żyda groziła śmierć, ukryła go w szafarni, skąd czasami wychodził w nocy do mieszkania. Dostawał jedzenie. Przesiedział w kryjówce od października do końca grudnia 1942 roku. Pilnował go tam ukochany pies rodziny Era.
W grudniu chłopak został wyprawiony do Generalnego Gubernatorstwa z dokumentami wystawionymi na Kierzkowskiego.
We wrześniu 1965 roku do Balbiny Świtycz-Widackiej przyszedł list „Pani Bajko, Zapewne przypomina Pani sobie młodego chłopaka o nazwisku Zalcman, któremu Pani życzliwie udzieliła schronienia w swoim domu w Kobryniu w 1942 roku…”
Jerry Salzman przez wiele lat szukał swojej wybawczyni. Gdy otrzyma jej adres, pisał: „Nie znajduję słów, by wyrazić swoje wzruszenie…”. Wymieniali listy, aż wysłał rzeźbiarce zaproszenie do USA, gdzie mieszkał. Jednak nie zdążyła pojechać, zmarła. Po latach spotkał się z jej córką i wnukiem w Polsce.
Pytałam panią Jowitę, dlaczego rzeźbiarka nie dostała medalu „Sprawiedliwy wśród narodów świata”, odpowiedziała, że „nie dopilnowała”, by uratowany wystąpił o jej uhonorowanie.
- Od dziecka lepiłam w glinie. Chociaż w domu namawiali mnie, żebym została lekarzem, jak mój tato i przybrany dziadek, marzyłam o rzeźbie – mówiła Balbina Świtycz-Widacka w jednym z wywiadów.
Gdy okazało, że Bajka jest uzdolniona artystycznie, jej przybrany dziadek, Józef Witkowski, postanowił przerobić łaźnię stojącą w ogrodzie domu w Kobryniu na pracownię rzeźbiarską dla wychowanicy. Do tej pracowni ze szklanym dachem, dobrze oświetlonej i własnej będzie tęskniła całe życie.
"Ukończyła w pełnym zakresie naukę rzeźbiarstwa"
W archiwum Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w księdze absolutoriów znajduje się świadectwo młodej rzeźbiarki, w którym można przeczytać: „Na podstawie wykazanej w czasie studjów umiejętności w sztuce oraz złożonych egzaminów stwierdza się, że wymieniona ukończyła w pełnym zakresie naukę rzeźbiarstwa w Akademji Sztuk Pięknych w Krakowie z postępem celującym.” (oryginalna pisownia). Świadectwo podpisał 15 listopada 1929 roku rektor Konstanty Laszczka.
Kościół w Horodcu, w powiecie kobryńskim na Polesiu, stan z 1934 roku. W tym kościele Bajka i Iwon Widaccy brali ślub 9 sierpnia 1932 roku.
Kościół już nie istnieje i do dziś nie zachował się po nim żaden ślad, natomiast ciekawa jest historia dzwonu. W 1937 roku, pięć lat po ślubie Widackich, na dzwonnicy pojawił się dzwon, podarowany pisarce Marii Rodziewiczównie, pani na Hruszowej, przez mieszkańców Horodca i okolic w 50-lecie jej pracy pisarskiej. Został nazwany Maria.
Ofiarodawcy uwiecznili na nim swoją dedykację: „Marii Rodziewicz – wdzięczni parafianie Horodeccy”. A na czaszy dzwonu: „Ducha żarem, serca miłosierdziem, hojną ofiarnością, mocą żywego pisanego słowa służyła sprawie Bożej i umiłowanej Polskiej Macierzy. Dzwonie, dzwoń! Głoś wieczną pamięć zasługi.”
Dzwon przetrwał wojnę i okupację.
W latach 60. został zdjęty z dzwonnicy i przeniesiony do piwnicy szkolnej, gdzie, zapomniany przez wszystkich, przeleżał do lat 70. I zniknął, przez wiele lat jego los był nieznany. Obecnie dzwon Maria — z ciągle widoczną dedykacją — znajduje się w Mińsku (Białoruś) w mauzoleum poświęconym matkom żołnierzy radzieckich poległych w wojnie w Afganistanie.
Zdjęcie kościoła wykonał B. Bosacki dla portalu Rodzima.org
Korzystałam z kresy24.pl
Kościół w Horodcu
Teresa Janota z Warszawy, wnuczka rzeźbiarza prof. Konstantego Laszczki, przedwojennego rektora Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, mówi o swoim dziadku i jego studentce Balbinie Świtycz-Widackiej.
— Pamięta pani Balbinę Świtycz-Widacką?
— Tak, przyjeżdżała do mojego dziadka do Krakowa po wojnie. Gdy ją poznałam, byłam dzieckiem, widywałam ją do śmierci dziadka w 1956 roku, miałam wtedy 14 lat. Prof. Laszczka przed śmiercią był bardzo chory, jednocześnie zachował świetną formę umysłową, był dowcipny, zawsze lubił ludzi, kobiety, dziennikarzy.
Dziadek, a potem moja mama, zachowali listy, jakie Bajka pisała do niego. Od czasu ukończenia przez nią studiów, gdy rzeźbiarka wróciła w rodzinne strony na Polesie, pisali do siebie. W listach niekiedy nazywała go Jowiszem, w mitologii rzymskiej to bóg nieba, burzy i deszczu. Bajka chciała tak nazwać swojego syna. Urodziła się córka, więc dostała na imię Jowita. Rzeźbiarka zawsze mówiła dużo i dobrze o swoich córkach: Jowicie i Karynce, bardzo je kochała. Gdy przyjeżdżała do Krakowa, robiła dziadkowi serki — układała je w kształcie tulipana i przykrywała talerzem. Trzeba je było trzymać w cieple, wychodziły takie „śmierdziuszki”. Czekałam z niecierpliwością, aż Bajka zdejmie z talerza wielką tacę. Pamiętałam, że bardzo mi smakowały.
— Mieszkała pani z dziadkiem?
— Urodziłam się w 1942 roku w Warszawie i gdy miałam sześć tygodni, rodzice przewieźli mnie do Krakowa. Zamieszkaliśmy w domu, który przed wojną postawił dziadek przy ulicy Komorowskiego. Na parterze miał dużą pracownię z mieszkaniem, zatrudniał dwie służące: Zosię i Michalinę. Gdy byłam starsza, schodziłam do niego z drugiego piętra, gdzie mieszkałam z rodzicami. Zawsze robiła na mnie duże wrażenie jego pracownia, pełna narzędzi i rzeźb. Baliśmy się z bratem rzeźby Wodnika, głowy mężczyzny bez włosów, z dziwnym spojrzeniem, opartego na dłoni, o mocno zarysowanych palcach. Było w nim coś takiego, że my, dzieci, woleliśmy odwracać od niego wzrok. Gdy miałam kilka lat, dostawałam od dziadka duże, żółte koperty i tworzyłam na nich pierwsze rysunki. Dawał mi albumy z reprodukcjami. Oglądałam je, słuchaliśmy muzyki, dziadek uwielbiał muzykę, miał dużo płyt, Czajkowskiego i Beethovena. Ulubioną przeze mnie i brata śpiewaczką była Amelita Galli-Curii, która śpiewała znane arie operowe.
— Profesor Laszczka był zaprzyjaźniony z Józefem Piłsudskim?
— Laszczka z wielkim entuzjazmem przyjął ideę Legionów i ich przywódcę Józefa Piłsudskiego. Znam to z opowieści. Mówiono, że oddał Legionom swoje oszczędności i dwóch synów, bo dwaj wstąpili do wojska. Marszałka i profesora połączyła przyjaźń. Dziadek zrobił wiele jego popiersi, portretów rzeźbiarskich. Niektóre zaginęły, inne przetrwały wojnę. Sporo prac dziadka można zobaczyć w muzeum Laszczki w Dobrem na Mazowszu, blisko Makówca Dużego, gdzie urodził się mój dziadek. W Krakowie marszałek wpadał do pracowni dziadka na Akademii na partyjkę szachów. Szachy obecnie wróciły na swoje miejsce i znów znajdują się w Akademii Sztuk Pięknych.
— A pani w co grała z dziadkiem?
— W warcaby, w wilka i owcę, gry odpowiednie do mojego wieku.
— Jeśli profesor był taki serdeczny wobec wnuków, to jaki był wobec studentów?
— Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, wiem jednak z jego „Gawęd z uczniami”, że bardzo szanował swoich studentów i leżało mu na sercu ich dobro, kariera. Wobec nas, wnuków, nigdy nie był czułostkowy, ale wesoły, serdeczny, mówił nam wierszyki.
— Zawodowo poszła pani w ślady dziadka?
— Trudno się uważać za artystę, jak się ma takiego artystę w domu. Skończyłam studia graficzne, byłam grafikiem. A moi profesorowie z Akademii Sztuk Pięknych, wspominając dziadka, wypowiadali się o nim zawsze z szacunkiem. Chciałam ilustrować książki, ale z tego nie dało się wyżyć. Robiłam mozaiki z mężem. Potem rzuciłam się w pracę samorządową, cztery lata byłam wiceburmistrzem w Wawrze, byłam radną, założyłam Uniwersytet Trzeciego Wieku, który działa do dziś.
Teresa Janota z Warszawy, wnuczka rzeźbiarza prof. Konstantego Laszczki
Drugim portretowanym ministrem był Józef Kordjan-Zamorski (1890-1983), który walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, ostatni komendant główny Policji Państwowej. Zależało mu na podniesieniu wyszkolenia oraz wzrostu efektów pracy policji. Utrzymywał kontakty z policjami innych państw. Zanim trafił do rządu, skończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, tę samą uczelnię, którą skończyła rzeźbiarka. Kordjan-Zamorski od 1910 roku studiował z przerwami malarstwo u Józefa Mehoffera i grafikę u Jana Pankiewicza. Studia ukończył dopiero w 1918 roku. Może podczas sesji pozowania mieli z rzeźbiarką wspólne tematy do rozmowy o sztuce? Także popiersie głównego komendanta nie zachowało się. Istnieje jedynie zdjęcie rzeźby w Narodowym Archiwum Cyfrowym.
W lutym 1939 roku powstało popiersie Aleksandry Piłsudskiej (opis znajduje się w rozdziale „Trzy razy Piłsudski”).
WYWÓZKI
10 lutego 1940 roku rozpoczęły się wywózki na Sybir prowadzone przez NKWD.
Ktoś – i to z bliskich znajomych – doniósł na Balbinę Świtycz-Widacką, że jest żoną ziemianina. Politruk, który dowiedział się o tym donosie, już wcześniej zajął część domu Widackich i obserwował życie samotnej matki z dwojgiem małych dzieci. Okazał się ludzki, oddał jej obciążające dokumenty, mówiąc „Mnie was żałko, was i waszych rebionków”.
Balbina z córkami daremnie czekały na wiadomości o mężu i ojcu. Niekiedy nadchodziły straszne wieści o jego śmierci, że ktoś go widział wchodzącego do schronu, który został wysadzony w powietrze, ale nie wiadomo, czy prawdziwe. Władza radziecka postanowiła wykorzystać talent rzeźbiarski artystki. Urzędnicy zlecili jej wykonanie do filharmonii i muzeum w Mińsku oraz dla teatru w Brześciu nad Bugiem portrety pisarzy: Gorkiego, Czechowa, kompozytorów Szopena, Beethovena i Czajkowskiego, reżysera teatralnego Stanisławskiego. Rzeźbiarka dużo pracowała, by utrzymać rodzinę, rzeźbiła głowy znajomych, kompozycje, dostawała za to pieniądze, albo miód, opał, mąkę.
Matka z dziewczynkami nie znały dnia ani godziny, bały się wywózek. Mama uczyła dziewczynki patriotycznych wierszy, których była autorką, by w razie wyjazdu w nieznane, zawsze pamiętały, że są Polkami.
„Dziś trzeba kochać tę krew czerwoną,
co nam ojczyzny zalewa łono,
co wciąż z otwartej tryska nam rany,
że wschód i zachód jest nią zalany.
Dziś, gdy nas ciasno skuto w kajdany, Gdy mord, pożoga, zbrodnia, szykany Rwą nasze gniazda, stawiają siecie Na naszych ojców, matki i dzieci.” (Balbina Świtycz-Widacka)
„Ełk nie pamięta chyba tylu gości, ilu zjechało w ubiegłą niedzielę, by uczestniczyć w uroczystości odsłonięcia pomnika ludowego poety i działacza, wielkiego Mazura — Michała Kajki”— pisał na pierwszej stronie „Głos Olsztyński” o „uroczystościach Kajkowskich”. I wyliczał: „Zgromadzili się działacze polityczni, naukowcy, literaci, przedstawiciele prasy i radia z całego kraju, działacze plebiscytowi, a przede wszystkim młodzież”.
Pomnik odsłonił „w uroczystej ciszy” – jak pisały gazety - poseł Bolesław Podedworny. „Rozlega się hymn narodowy. Delegacje składają u stóp pomnika wieńce i wiązanki kwiatów”. Poeta, skromny cieśla i murarz, staje się tego dnia bohaterem narodowym.
Na zdjęciach olszyńskiego dziennikarza Włodzimierza Mamińskiego widać tłumy ludzi. Relacje z wydarzenia opublikowały też inne pisma: „Warmia i Mazury”, „Panorama Północy”, „Gazeta Białostocka” i wiele innych.
I co najważniejsze — w większości publikacji pojawiało się nazwisko autorki. Czy ona sama była na uroczystości? Nie wiadomo. Na żadnym zdjęciu jej nie widać.
Śpiewał i rzeźbił
Ocalało popiersie Leonarda Demarczyka (1911-1966), ojca piosenkarki Ewy Demarczyk, który studiował w pracowni rzeźby Laszczki w Krakowie w latach 1929-1935. „Młody rzeźbiarz” z drewna lipowego powstał na przełomie 1929-1930.
Ewa Demarczyk mówiła w wywiadzie udzielonym Bohdanowi Gadomskiemu („Angora”, 29 06 1998): „Głos odziedziczyłam po ojcu, który miał wspaniały tenor o niepowtarzalnym dramatycznym brzmieniu. Miał słuch absolutny i grał na wielu instrumentach”.
Popiersie jest obecnie własnością muzeum w Toruniu, zostało kupione w 1967 roku od syna Laszczki.
Leszek Celej, dyrektor Muzeum Ziemi Mińskiej w Mińsku Mazowieckim
Sienkiewicz z brązu
Rok 1927. Balbina Śwityczówna i prof. Konstanty Laszczka pozują przy pomniku Henryka Sienkiewicza dłuta profesora w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Rzeźba z brązu autorstwa Laszczki stanęła w Bydgoszczy, a pomnik odsłaniał w lipcu 1927 roku sam prezydent Ignacy Mościcki. To była wielka ogólnopolska uroczystość. Koncert w filharmonii w Bydgoszczy poprowadził Feliks Nowowiejski.
Gdy w 1939 roku Niemcy weszli do Bydgoszczy, zburzyli pomnik. Po wojnie miał być odbudowany, Bajka miała pomagać Laszczce w tym dziele. Jednak tak się nie stało. Zbiórka pieniędzy trwała 20 lat, projekt wykonał Stanisław Horno-Popławski, odsłonięcie odbyło się w 1968 roku. Laszczka nie żył już od 12 lat.
W 150-lecie Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych naród polski złożył narodowi amerykańskiemu oryginalny prezent – życzenia, pod którymi podpisała się jedna piąta Polaków, to aż 5,5 miliona podpisów! 111 tomów z autografami znajduje się w Bibliotece Kongresu USA, która pełni funkcję biblioteki narodowej.
Pomysłodawcom księgi zależało nie tylko na podpisach ważnych osobistości i ministrów – Józefa Piłsudskiego czy prezydenta Ignacego Mościckiego - ale także na podpisach uczniów z małych szkół i zwykłych ludzi.
Dzięki staraniom Biblioteki Kongresu oraz polskiej ambasady w Stanach Zjednoczonych i Biblioteki Polskiej w Waszyngtonie kolekcja została zdigitalizowana i opublikowana online.
Postanowiłam sprawdzić, czy nie ma w księdze podpisu rzeźbiarki. Wśród wielu nazwisk studentów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie znalazłam jej autograf – dzięki temu, że bardzo dobrze go znam.
W 1926 roku Bajka była studentką ASP w Krakowie. Sprawdziłam tę uczelnię na portalu polska1926.pl.
Na pierwszej karcie ASP znajdują się podpisy wykładowców. Wśród nich ten najważniejszy podpis w biografii Balbiny Śwityczówny. Ten, który figurował na jej wszystkich zaliczeniach, kolejnych latach studiów, a w 1929 roku na dyplomie kończącym studia – nauczyciela rzeźby i mistrza – Konstanty Laszczka prof. Konstantego Laszczki. Jest tam także podpis Xawerego Dunikowskiego, także ucznia prof. Laszczki.
Niektóre instytucje dodawały elementy graficzne. Tutaj znalazła się piękna autolitografia wnętrza kościoła Mariackiego w Krakowie autorstwa prof. Leona Wyczółkowskiego. I dedykacja "Wielkiemu Narodowi Amerykańskiemu w rocznicę niepodległości profesorowie i zarząd Akademji Sztuk Pięknych w Krakowie".
Na kolejnej stronie znajdują się podpisy studentów. W ósmym rzędzie z prawej strony podpisała się B. Śwityczówna.
Skany źródło: polska1926.pl
W ósmym rzędzie z prawej strony podpisała się B. Śwityczówna. Skany źródło: polska1926.pl
W wywiadzie udzielonym pod koniec sierpnia 1961 roku Edwardowi Bonusiakowi, dziennikarzowi „Głosu Olsztyńskiego”, rzeźbiarka opowiadała, jak wyglądało umówienie się na sesję z filozofem Tadeuszem Kotarbińskim (1886-1981): — Poszłam do PAN, przyjęła mnie sekretarka. Wyłuszczyłam powód wizyty i dostałam odprawę, ponieważ profesor jest ciągle zajęty i nie ma absolutnie czasu na coś takiego jak pozowanie. Nie poddałam się, ale kiedy w końcu dostałam się do jego gabinetu, przekonałam się, że sekretarka nie przesadzała. Terminarzyk dzienny wygląda jak mapa: dzień po dniu, godzina po godzinie narady, zjazdy, konferencje, kongresy, wykład, wyjazdy. Zgodził się jednak pozować, oferując mi dwa półgodzinne posiedzenia. Przeraziłam się, no bo co można w tak krótkim czasie zrobić? Kiedy po raz drugi profesor przyjechał do mojej pracowni i ciągle spoglądał na zegarek, zaczęłam biadolić: „Czy pan, który jest apostołem dobrej roboty, pozwoli, żebym zrobiła kicz?”. To wywołało już pewne wrażenie. Później profesor wypowiadał się, że jest za smutny w swojej podobiźnie. Usprawiedliwiałam się: „Jak rzeźba może być wesoła, kiedy artysta jest w rozpaczy, bo za mało dają czasu do pracy?”. To pomogło, dostałam, kosztem jakiejś konferencji, jeszcze pół godziny, które zmieniło się w pięć godzin.
Jowita Solarska (1934-2023), córka Balbiny Świtycz-Widackiej, była pracownikiem naukowym Wyższej Szkoły Rolniczej, potem Akademii Rolniczo-Technicznej i Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Zrobiła doktorat z nauk rolniczych. Całe życie zabiegała o pamięć o rzeźbiarce, upamiętnienie jej. Gromadziła wycinki i pamiątki po Balbinie Świtycz-Widackiej. Gdy zmarła, jej syn Kamil Solarski powiedział: „Mama stanowiła łącznik między światem rzeźb mojej babci a teraźniejszością. Dbała o dorobek babci, wydeptywała ścieżki, gdy trzeba było, prosiła, pukała do wielu drzwi. I, trzeba przyznać, była skuteczna. Prosiła mnie o noszenie rzeźb na wystawy. Podobnie jak mama doceniałem dorobek babci i jej dzieła. Mama była kustoszką pamięci o Balbinie Świtycz-Widackiej. Będzie jej bardzo brakować”.
— Mój tato Kazimierz Pacer, przedwojenny nauczyciel polskiej szkoły w Skajbotach i działacz, zaangażował się w zbiórkę, którą organizował dr Władysław Gębik ze Związku Literatów Polskich w Olsztynie — wspomina Jadwiga Piskorska. — Wyszukiwał w książkach telefonicznych adresy rzemieślników w całej Polsce i wysyłał im kartki z informacją o „cegiełkach” na budowę pomnika Kajki. Dziś powiedzielibyśmy, że szukał sponsorów. Moi bracia i ja pakowaliśmy te kartki do kopert i dołączaliśmy niewielkie tomiki poetów z Warmii i Mazur, także Michała Kajki. Bracia szli na pocztę, ciągnąc mały wózeczek z listami.
Pani Jadwiga mówi, że w domu często słyszała nazwisko Balbiny Świtycz-Widackiej. Rzeźbiarka zaledwie sześć lat wcześniej przyjechała na Warmię i Mazury. Zlecenie jej wykonania tego dzieła było docenieniem jej talentu.
Akcja sprzedaży cegiełek powiodła się, zebrano w ten sposób 400 tysięcy złotych. Starczyło na pomnik i wydanie dwóch tomików wierszy Kajki.
Rzeźbiarce pozował syn poety Adolf. Ten pomysł podsunęła pisarka i działaczka Emilia Sukertowa-Biedrawina, która znała i Michała, i Adolfa. Zdumiało ją podobieństwo syna do ojca. W „Panoramie Północy” we wrześniu w 1958 roku przypomniała ten moment: „Kiedy zdecydowano na jednym z zebrań organizacyjnych związanych z uroczystością urodzin Kajki o odsłonięciu w Ełku pomnika „wieszcza i nauczyciela mazurskiego ludu”, poddałam myśl, aby artystce rzeźbiarce p. Świtycz-Widackiej do postaci na pomniku pozował syn Michała. Artystka uznała mój wniosek za słuszny. Wykonała istotnie głowę, twarz, ręce i całą postać, tak jak ja go widziałam i widzę oczyma duszy”.
Powstałe przy okazji popiersie poety (nie pomnik) opisywał w „Głosie Olsztyńskim” dziennikarz Edward Bonusiak, który zobaczył je na wystawie w zamku w Olsztynie: „Głowa Kajki. Uśmiecha się do nas jowialnie dobrotliwa twarz staruszka, przymknięte oczy, lekko pochylona głowa do przodu – oddają jakieś zażenowanie, a może zadowolenie lub znużenie. Świtycz-Widacka wiele powiedzieć o Kajce jako o człowieku. Niewątpliwie rozumie go ona dobrze, jak i jego poezję. Stara się przybliżyć go ludziom. W pełni jej się to udaje”.
Sama rzeźbiarka wspominała Adolfa Kajkę w rozmowach z wnukiem Kamilem Solarskim. — Gdy byłem dzieckiem, uwielbiałem podróże koleją i namawiałem Baję, bo tak nazywałem babcię, na wyjazd pociągiem – pretekstem zawsze było oglądanie jej prac. Gdy jechaliśmy do Ełku, by zobaczyć pomnik, zawsze mówiła z goryczą, że syn tak zasłużonego mazurskiego poety stara się o wyjazd do Niemiec.
Wojciech Kętrzyński, urodził się na Mazurach w Giżycku jako Adalbert von Winkler. Sam nauczył się polskiego, a potem był wieloletnim dyrektorem Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, został patronem Szkoły Podstawowej nr 15 w Olsztynie. Był 1965 rok.
„Przygotowanie uroczystości nadania patrona szkole stało się wielkim przedsięwzięciem, opowiadała mi Trzeba było zorganizować fundusze na popiersie, szukać rzeźbiarza, w tym przypadku była to znana wtedy Balbina Świtycz-Widacka” - wspominała ówczesna pani dyrektor Halina Wawrzyniak.
Na zdjęciach w szkolnej kronice widać, z jakim wielkim rozmachem została zorganizowana uroczystość 1 września 1965 roku. Przyszło bardzo wielu gości. Mijały lata. Popiersie dłuta Balbiny Świtycz-Widackiej, które stało na korytarzu, nie wytrzymało próby czasu, prawdopodobnie pękło, bo było wykonane z gipsu. Nie pozostał po nim ślad. W 2011 roku powstał pomysł, by nowe popiersie wykonała wnuczka jednej nauczycielki — Vanessa Kurmin. I tak się stało.
Rok 1939. Popiersie Aleksandry Piłsudskiej
W styczniu 1939 roku do Balbiny Świtycz-Widackiej przyszedł list: „Wielce Szanowna Pani! Zawiadamiam uprzejmie, iż Pani Marszałkowa Aleksandra Piłsudska wyraziła zgodę, by pozować Szanownej Pani do rzeźby-portretu w marcu bieżącego roku. Proszę przyjąć wyrazy głębokiego szacunku i poważania”. List podpisał dyrektor muzeum Józefa Piłsudskiego w Belwederze A. Borkiewicz, podpułkownik. Data: 18 stycznia 1939 r. Balbina Świtycz-Widacka pojechała więc do Warszawy, by rzeźbić popiersie Piłsudskiej. — Spotykały się w Sulejówku. Mama wspominała, że w sulejowskim dworku poznała obie córki Piłsudskich — Wandę i Jadwigę — a gdy podano obiad, poczuła się jak w domu, bo na stole pojawił się serwis ćmielowski z charakterystycznym greckim ornamentem, a taki sam mieliśmy w domu. Do dziś go mam, choć już zdekompletowany — opowiadała mi kilka lat temu Jowita Solarska.
Nalot
Wybuch wojny 1 września 1939 roku zaskoczył rodzinę Widackich w Warszawie. Trwała mobilizacja. Iwon Widacki pożegnał się z rodziną i wyjechał do swojej jednostki. Balbina Świtycz-Widacka musiała sama wrócić do Kobrynia z Jowitą, starszą córką, która była leczona w warszawskim szpitalu. W huku bomb uciekły pociągiem w kierunku Kobrynia, gdzie została młodsza córka.
Gdy na stacji Krzywda niemieckie samoloty zaatakowały pociąg pełen cywilów, pasażerowie zaczęli w panice uciekać w pole. Bezbronnych ludzi ostrzelały serie z karabinów maszynowych. Balbina Świtycz-Widacka wyskoczyła z innymi pasażerami z pociągu i na ten widok zamarła.
Jak opowiadała mi jej córka Jowita: „Mama skamieniała. Nie mogła wyciągnąć rąk, by zdjąć mnie ze stopni wagonu. Szczęściem, jakiś Żyd, widząc tę scenę, chwycił mnie na ręce, szarpnął oniemiałą matkę i razem stoczyliśmy się z nasypu. Pod kulami dopadliśmy do sadu przy dworcu. Mamusia przykryła mnie swoim ciałem.”
Potem powstanie rzeźba, w której Balbina zawarła historię, którą przeżyła w pociągu z dzieckiem, uciekając z Warszawy. Tę scenę rzeźbiarka uwieczni w glinie i nazwie Nalot. Powstanie wyraziste dzieło, w którym wydaje się, że już nie ma nadziei, a jednak od strachu silniejsza jest miłość, bo matka osłania swoim ciałem dziecko.
WOJNA! 1939-1945
W 1958 roku przypadało 100-lecie urodzin Michała Kajki. Już rok wcześniej z inicjatywy Związku Literatów Polskich w Olsztynie powołano Komitet Obchodów Setnej Rocznicy Urodzin Poety Mazurskiego Michała Kajki. Organizatorzy zdecydowali, że rocznicę trzeba uczcić m.in. postawieniem pomnika upamiętniającego poetę w Ełku. Było to miasto położone najbliżej jego miejsca urodzenia — wsi Skomack Wielki. Zapadła decyzja, że pomnik powstanie dzięki społecznej zbiórce. "W tej jednej rzeźbie udało się Świtycz-Widackiej wiele powiedzieć o Kajce jako o człowieku. Niewątpliwie rozumie go ona dobrze, jak i jego poezję To właśnie Balbina Świtycz-Widacka, absolwentka przedwojennej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, uczennica prof. Konstantego Laszczki, jedyna kobieta rzeźbiarka na terenach Warmii i Mazur w latach 50. XX wieku wykonała pomnik mazurskiego poety".
Edward Bonusiak „Głos Olsztyński”, 1958 r.
Balbina Świtycz-Widacka podczas pracy nad pomnikiem Michała Kajki, 1958 rok
Fot. Alojzy Kuraczyk, Archiwum Muzeum Warmii i Mazur
Kamil Solarski, wnuk Balbiny Świtycz-Widackiej:
Byłem na odsłonięciu pomnika, pamiętam, że padał deszcz i były tłumy. Po latach chodziłem do tej szkoły i codziennie mijałem popiersie Mickiewicza. Lubię je. Jest bardzo dobre! Jak wszystkie prace mojej Bai, nie babci – to słowo było w domu zakazane.
Marian Jurak, prezes Oddziału Warmińsko-Mazurskiego PTTK w Olsztynie:
Jako dziecko oglądałem odsłonięcie popiersia Adama Mickiewicza. Szedłem z mamą, zatrzymaliśmy się, widząc tłumy ludzi przed I LO. Padał deszcz, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Samo odsłonięcie popiersia zrobiło na mnie wrażenie. Potem zostałem uczniem tej szkoły, a uczyła mnie polonistka Natalia Żarska, która rozpaliła w nas miłość do Mickiewicza. Jako przewodnik podczas zwiedzania Olsztyna, zawsze pokazuję wycieczkom pomniki artystki, podkreślając, że już przed wojną była znaną rzeźbiarką.
Eda Yukov, olsztyńska rzeźbiarka i malarka:
Przychodzę na skwer koło liceum i patrzę na popiersie, bo z prac Balbiny, które znajdują się w przestrzeni miejskiej Olsztyna, właśnie najbardziej lubię Mickiewicza. Świetnie uchwycone podobieństwo i jakie ma spojrzenie! Balbina Świtycz-Widacka to rzeźbiarka,
która wniosła powiew wielkiego świata do powojennego Olsztyna.
Nadanie imienia Marii Konopnickiej Szkole Podstawowej nr 5 w Olsztynie odbyło się w maju 1968 roku. 27 maja 1968 roku, czyli z dnia nadania szkole imienia, go nie ma, chociaż fotograficzna relacja jest bardzo szczegółowa. Prawdopodobnie dlatego, że uroczystość odbywała się w sali gimnastycznej, a popiersie stało gdzie indziej. Gdzie? Wyjaśnia to relacja z „Głosu Olsztyńskiego”, opublikowana następnego dnia po uroczystości: „Popiersie dłuta Balbiny Świtycz-Widackiej zostało odsłonięte w szkolnej bibliotece. Przy brzozowym pniu, na którym ustawiono rzeźbę, różowiły się głogi, pęki różnobarwnych tulipanów.”
Nadanie imienia odbyło się z wielką pompą: na frontonie szkoły zawisł wielki portret poetki, grała orkiestra symfoniczna filharmonii olsztyńskiej pod dyrekcją Czesława Orsztynowicza, śpiewał szkolny chór, odbyło się uroczyste ślubowanie i prezentacja sztandaru.
W Galerii Rzeźb Balbiny Świtycz-Widackiej w olsztyńskim Kortowie stoi portret prof. Stanisława Kulczyńskiego (1895-1975), botanika, naukowca, polityka. Był to jedyny, przedwojenny rektor w Polsce, który sprzeciwił się wprowadzeniu getta ławkowego i złożył dymisję ze stanowiska rektora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie 7 stycznia 1938 roku.
Po wejściu Niemców do Lwowa, 30 czerwca 1941 r., uniwersytet został zamknięty, a kilka dni później 21 profesorów oraz członków ich rodzin (w sumie 37 osób) hitlerowcy rozstrzelali na Wzgórzach Wuleckich. Profesor ocalał, bo nie było go na liście śmierci.
Po wojnie organizował od podstaw Uniwersytet Wrocławski i został jego pierwszym rektorem, był nazywany „nadrektorem akademickim” Wrocławia. Gdy w 1964 roku miał powstać we Wrocławiu, m.in. z jego inicjatywy, obelisk upamiętniający zamordowanych profesorów lwowskich, polskie władze nie zgodziły się, by upamiętniał profesorów ze Lwowa, ale by był to pomnik pamięci naukowców, ofiar hitleryzmu. Cenzura nie zgodziła się także na podanie nazwisk pomordowanych naukowców.
Prof. Kulczyński, który pełnił wtedy obowiązki wiceprzewodniczącego Rady Państwa, podczas odsłonięcia pomnika w niezwykle emocjonalnym przemówieniu przywołał twarze i nazwiska pomordowanych i ich rodzin. Po każdym nazwisku rozlegały się werble, pochylały się sztandary. „Nie pozostał po tych ludziach ani ślad, ani grób, ostał się cień. Patrzcie i odkryjcie głowy. Zobaczycie za chwilę ich cień na tle jasnych murów zbudowanej polskimi rękoma Politechniki” - mówił profesor.
Stanisław Kulczyński
Prof. Kulczyński ma trzy popiersia we Wrocławiu. W jego ukochanym Zakładzie Botaniki Uniwersytetu Wrocławskiego przy ulicy Kanonii w sali jego imienia, gdzie wygłosił niejeden wykład, stoi popiersie autorstwa olsztyńskiej rzeźbiarki Balbiny Świtycz-Widackiej. Jest białe, w przeciwieństwie do czarnego, olsztyńskiego, z wyrytym nazwiskiem profesora i podpisem autorki.
Fot. Paweł Piotrowski/UWr
Wpis Marii Kulczyńskiej, żony profesora, w księdze pamiątkowej olsztyńskiej galerii.
Przy ulicy Balbiny Świtycz-Widackiej 1 w Olsztynie rośnie dąb upamiętniający rzeźbiarkę. Drzewo posadziła w 25 rocznicę jej śmierci córka Jowita Solarska. Towarzyszyło jej kilka osób reprezentujących Spółdzielnię Mieszkaniową Jaroty oraz mieszkańcy osiedla.
Dąb ma się dobrze. Tylko nikt nie wie, że drzewo upamiętnia patronkę ulicy, znakomitą rzeźbiarkę. Przydałaby się tabliczka z taką informacją. W tym roku minęła 26 rocznica posadzenia dębu.
Zostało mi drzewo z gliny
Na panią Teresę Stefanowicz trafiłam dzięki krótkiej wypowiedzi Balbiny Świtycz-Widackiej w „Głosie Olsztyńskim” z lat 60, gdzie mówiła o zajęciach plastycznych dla młodzieży w Klubie Garnizonowym w Olsztynie. Wymieniła z nazwiska jedną ze zdolniejszych uczennic - Teresę Stefanowicz. Po prawie 60 latach odnalazłam panią Teresę w Olsztynie.
– Chodziłam na zajęcia plastyczne, uczyłam się rysunku u pani Bajki. Ona nauczyła mnie pisma technicznego i potem w szkole długi czas używam pisma technicznego. Prosiła nas, by podpisywać swoje prace i pilnować linijek. I bardzo mi się to przydało. Chorowałam na gruźlicę, jeździłam do sanatoriów, rodzice nie mogli się ze mną zobaczyć, zostawały kartki. Swoje zawsze zapisywałam pismem technicznym.
- Po zajęciach z rysunku uczyliśmy się lepienia w glinie. Pani Balbina prowadziła zajęcia bardzo ciekawie, polubiłam je, dobrze mi szło. Miałam widocznie zdolności.
Pani Teresa pokazuje mi swoją pracę z tamtych lat.
- Dostaliśmy od pani Balbiny słoiki oblepione świeżą gliną. Ja ukształtowałam glinę w formie drzewa, na którym siedzą ptaki. Drzewo to symbol mojego samotnego dzieciństwa, pobytów w sanatorium, gdzie leczyłam się na półrocznych turnusach. To drzewo oddzielało mnie od krzyczącej gromady dzieci, które tak jak ja, były w sanatorium. Wchodziłam na drzewo i tam miałam swoją samotnię. Tę pracę zachowała moja mama, ptaki mają obtłuczone dzioby, ale widać zamysł artystyczny.
Tablica upamiętniającą patrona w dawnej Szkole Podstawowej nr 17 w Olsztynie. W kronice szkolnej z tamtych lat można przeczytać: „Oczom zebranych ukazuje się piękna kompozycja plastyczna złożona z kilka kamiennych brył (…). Autorem projektu i jego wykonawcą jest artysta rzeźbiarz Wiesław Kaczmarek. W tablicę wkomponowano głowę bohatera szkoły wyrzeźbioną przez artystkę Balbinę Świtycz-Widacką. Odpowiednie teksty wykute w kamieniu mówią, kim był redaktor „Gazety Olsztyńskiej” i wskazują fundatora tablicy szkoły — redakcję „Głosu Olsztyńskiego”. Tablicy już nie ma w tym miejscu. W 2006 roku szkoła stała się siedzibą liceum plastycznego. Instalacja trafiła do gimnazjum w Jezioranach, którego patronem był Pieniężny. Patrona i tablicy już nie ma, bo w wyniku reformy oświatowej zniknęły gimnazja.
Zofia otworzyła drogę Bajce
Pierwszą studentką rzeźby w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie była Zofia Baltarowicz-Dzielińska (1894-1970). Konstanty Laszczka dostrzegł talent w szkicach Zofii, jednak bał się podjęcia decyzji, dlatego odesłał Zofię do ówczesnego rektora Józefa Mehoffera. Po zapoznaniu się z pracami młodej artystki Mehoffer zdecydował (w 1917 r.), że zostanie przyjęta do pracowni rzeźby na okres próbny, w czasie którego będzie musiała wykonać rzeźbę. Na podstawie przygotowanej pracy grono pedagogów podjęło wspólną decyzję o przyjęciu Zofii na Akademię. W czasie rozpoczęcia studiów Zofia była jedyną kobietą na 80 studiujących wtedy mężczyzn. Oficjalna decyzja o przyjęciu kobiet na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie zapadła na posiedzeniu grona profesorów 14 grudnia 1918 roku. Balbina Śwityczówna miała otwartą drogę do twórczej pracy.
W 1970 roku odsłonięcie popiersia patrona szkoły Podstawowej nr 7 w Olsztynie przy Alei Przyjaciół w 1970 roku było wielkim wydarzeniem w życiu szkoły. Patronem szkoły został pisarz i polityk Leon Kruczkowski, były więzień niemieckiego oflagu.
— Na tę uroczystość wybraliśmy symboliczną datę — 9 maja, wtedy obchodzony jako dzień zwycięstwa, a przecież Kruczkowski był autorem „Pierwszego dnia wolności” oraz „Niemców”, dramatu o antywojennej wymowie — mówi ówczesna kierowniczka szkoły Janina Domańska.
Portret Leona Kruczkowskiego u Balbiny Świtycz-Widackiej zamówił komitet rodzicielski. — Rzeźbiarka wykonała zlecenie. Ładne było to popiersie… — dodaje.
Do szkoły przyjechała z Warszawy Jadwiga Kruczkowska, żona pisarza, Kruczkowski nie żył już od ośmiu lat. — Pamiętam jej wielkie wzruszenie, gdy zostało odsłonięte popiersie, słychać było szmer na sali — opowiada ówczesna kierowniczka.
Popiersia w szkole już nie ma. Stało na korytarzu, zostało uszkodzone.
Brodnica Szukała jednak innego miejsca dla siebie i rodziny. Znalazła Brodnicę nad Drwęcą. Poznany tam fotografik, działacz społeczny Jan Mełnicki wspominał, że jej osiedlenie się był znaczącym wydarzeniem w wątłym życiu kulturalnym Brodnicy. „Przy jej wydatnej współpracy stworzyliśmy Koło Miłośników Kultury i Sztuki. Na początku niewiele rzeźbiła, wykonywała szkice”. Mełnicki udostępnił jej część swojego atelier na pracownię, w której zawsze czekała na artystkę glina. On robił jej fotograficzne portrety, ona wykonała jego popiersie w tzw. sztucznym kamieniu.
Emilia Sukertowa-Biedrawina, pisarka i działaczka społeczno-oświatowa związana z Warmią i Mazurami. Jest patronką Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie. To ona zaproponowała Balbinie Świtycz-Widackiej, by do pomnika Michała Kajki pozował syn poety, który był bardzo podobny do ojca.
W 1924 roku Balbina Śwityczówna została studentką Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W rzeźbie upodobała sobie twarze. Na zdjęciu - pracownia prof. Laszczki. Balbina z dłutem w białym fartuchu.
Harcerstwo było wielką pasją Bajki, nauczyło ją subordynacji, stawiania celów i realizowania ich. Po ukończeniu studiów dostała w 1931 roku nominację na komendantkę V Żeńskiego Hufca Kobryńskiego, w skład którego wchodziła I i II Drużyna w Kobryniu. Nominację wręczyła jej harcmistrzyni Marja Kołodziejowa z Żeńskiej Chorągwi Brzeskiej. Z relacji koleżanek wynika, że była sprawną komendantką.
Miłość do harcerstwa zaszczepiła swoim dwóm córkom: Jowicie i Karinie. Gdy po wojnie, już w Brodnicy, Jowita prowadziła I i II Żeńską Drużynę Harcerską, podsuwała jej pomysły, brała też udział w ogniskach, wieczornicach i wycieczkach.
Balbina Śwityczówna - druga od lewej w środkowym rzędzie
Wieszcz z piwnicy
Jak wyglądało rzeźbienie wielkiej głowy poety w piwnicy pod rektoratem, gdzie Bajka miała pracownię? Było to małe i niskie pomieszczenie bez możliwości odejścia na kilkanaście kroków, by artystka mogła spojrzeć na dużą głowę z pewnej perspektywy. Rzeźbiarka przedstawiła poetę z paryskiego okresu (lata 1830/1835), z czasów, gdy napisał „Pana Tadeusza”, gdy był jeszcze młodym człowiekiem, po trzydziestce. Bajka uważała, że taki poeta będzie młodzieży najbliższy.
W pracy nad rzeźbą pomagał artystce pan Bobrzyk, nauczyciel rysunku i dekorator z teatru Jaracza, ale także córka, a nawet podobno 7-letni wnuk. Ukończoną rzeźba musiała zatwierdzić komisja rzeczoznawców. Potem delikatne, wykonane z gliny, dzieło została załadowane na ciężarówkę i pojechało do Warszawy. Tam pracownicy firmy „Brąz Dekoracyjny” odlali Mickiewicza w brązie.
Gazety pisały „W tym miesiącu odsłonięcie pomnika Adama Mickiewicza. Popiersie ma 1,5 metra wysokości, a cokół 3,75 m”.
Iwon Widacki
Urodził się 3 maja 1895 roku w Wojginach na Kresach. — Był synem Wiktora Widackiego i Wiktorii hrabianki Taczanowskiej primo voto Gutowskiej. Ojciec był pułkownikiem armii carskiej i lekarzem wojskowym. Majątek Hliniszcze na Polesiu — w wyniku splotu różnych okoliczności — dostał się w ręce Widackich w XVIII wieku — opowiada prof. Jan Widacki z Krakowa, spokrewniony z Iwonem Widackim, badacz genealogii rodziny. — Iwon miał dwóch braci: Karola, który został zamordowany w 1944 roku i Zygmunta. Gdy byłem na Białorusi, spotkałem kobietę, którą zapytałem, czy pamięta Widackich, może zna okoliczności śmierci Karola. Powiedziała, że w czasie wojny miała 14 lat i pamięta panicza Karola. Wie, że oprawcy go złapali, a on ich błagał, by zabili go na miejscu. Nie posłuchali, przywiązali go do wozu i ciągnęli. Mówiła o nich „partyzany swołocz”. Drugi brat, Zygmunt, zmarł jeszcze wcześniej. Iwo lub Iwon — w dokumentach są dwie wersje imienia — z wykształcenia był inżynierem agronomem. Gdzie kończył studia? W Petersburgu – mówi wnuk. Według prof. Jana Widackiego niewykluczone, że studiował agronomię w Nancy we Francji. I wskazuje, że stryjeczny brat Iwona — Jerzy Widacki — skończył tę uczelnię. Być może Iwon poszedł w jego ślady.
Pisarz i felietonista „Expressu Wieczornego” Stefan Wiechecki, pseudonim Wiech, opisał „Wspomnienia trudnego modela”:
„Opustoszały lokal handlowy (na Saskiej Kępie) z bufetem zepchniętym pod ścianę i reklamą Maggi na ścianie, służył Artystce za pracownię, a mnie za miejsce tortur, jakim jest pozowanie na wiedeńskim, wyplatanym krzesełku (…). Tu muszę wyjaśnić, że działo się prawie zaraz po wyzwoleniu i że zdobycie wtenczas lokalu na wytworniejszą pracownię było niepodobieństwem.
Jednak w tym byłym spożywczaku, oprócz zapachu kwaszonych ogórków, unosił się Duch Sztuki i Natchnienia i pozował tu pani Balbinie nie byle kto. Przede mną na wiedeńskim krzesełku zasiadali luminarze kultury i nauki, jak na przykład profesor Władysław Tatarkiewicz. (…) Muszę się bić w piersi, że byłem modelem niesfornym. Kręciłem się na krzesełku, omal go nie wywracając (…).
Urocza rzeźbiarka znosiła to wszystko z niewysłowionym spokojem i słodyczą (…). Współczułem jej nawet w chwilach, kiedy biedziła się, by ulepić twarz faceta w okularach stanowiących nieodłączoną część mojej fizys (…).
Rzeźba jest, według ogólnej opinii, bardzo udana. Bardzo się też podobała, trudnemu, lecz wdzięcznemu pamięci Rzeźbiarki, modelowi, który czasami myślał: jakby się tu z tego pozowania wykręcić?”
"Tak" w Horodecu
9 sierpnia 1932 roku, młoda para Balbina Śwityczówna i Iwon Florjan Widacki powiedzieli sobie „tak” w obecności proboszcza Bronisława Kapralskiego w kościele w Horodecu, w diecezji pińskiej, powiat kobryński, województwo poleskie (dzisiejsza Białoruś). Nie zachowały się żadne zdjęcia z uroczystości. Przeżyli razem tylko 17 lat. On i ona Poznali się w Kobryniu. Wnuk rzeźbiarki Kamil Solarski z Olsztyna mówi, że rodzinna legenda głosiła, że stało się to na balu, ale nie wie, czy tak było naprawdę. Pan młody miał 37 lat, panna młoda – 31. Świadkami byli: Witold Szawłowski – pewnie kolega, ale nic o nim nie wiadomo – oraz Stanisława Witkowska – przybrana matka panny młodej, która wychowywała Balbinę, zwaną Bajką, po stracie obojga rodziców i rodzeństwa we wczesnym dzieciństwie. Balbina, czyli Bajka Urodziła się w 1901 roku w Mohylewie. Gdy miała 4 lata straciła rodziców i rodzeństwo. Jan Widacki podkreśla, że Balbina pochodziła ze starej bojarskiej rodziny Świtycz z kniaziowskimi korzeniami. Gdy wychodziła za mąż, była już rzeźbiarką z dyplomem z wynikiem celującym, absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, nauczycielką w gimnazjum w Kobryniu. Z indeksu z ostatniego roku studiów wynika, że była świetną studentką. Studium rzeźby — bardzo dobry, kompozycja dyplomowa — bardzo dobry, ceramika — bardzo dobry. Dodatkowo zostały wpisane trzy pochwały: za konkurs studium aktu, za prace ceramiczne i za kompozycję. W 1929 roku wróciła do Kobrynia i w tamtejszym gimnazjum uczyła trzech przedmiotów: rysunku, robót ręcznych i gimnastyki.
Władysław Tatarkiewicz
Nieznane są okoliczności powstania podobizny prof. Władysława Tatarkiewicza, filozofa, historyka sztuki, członka Polskiej Akademii Nauk, autora m.in. „Historii filozofii” i „O szczęściu”. Filozof podpisał się na podstawie „głowy”, co oznacza, że pozował na żywo.
W swoich wspomnieniach pisał: „Ponieważ napisałem kiedyś książkę o szczęściu, wielu ludzi żąda, żebym im krótko wytłumaczył, czym ono jest. Inni chcieliby wiedzieć, czy autor książki o szczęściu sam jest szczęśliwy. Odpowiedź nie jest łatwa: gdybym mógł powiedzieć krótko, czym jest szczęście, nie pisałbym długiej książki. A z własnym szczęściem różnie w długim życiu bywało, choć znacznie częściej dobrze niż źle.” (T.W.Tatarkiewiczowie, Wspomnienia, PIW, Warszawa 1979) Popiersie znajduje się w Galerii Rzeźb Balbiny Świtycz-Widackiej w Olsztynie.
Źródła: Zbiory rodzinne rzeźbiarki i Kamila Solarskiego Archiwum Państwowe w Olsztynie Archiwum Muzeum Warmii i Mazur Archiwum WBP Miasto-gazeta.pl/ełcki portal informacyjny Zdjęcie: Andrzej Grabowski Zdjęcia: Włodzimierz Mamiński Zdjęcia: Beata Brokowska Zdjęcia: Sławomir Ostrowski Zdjęcia: Paweł Stanny Zdjęcie kościoła w Horodecu wykonał B. Bosacki dla portalu Rodzima.org Korzystałam z kresy24.pl Zbiory prywatne Wojciech Andrzej Rymut Narodowe Archiwum Cyfrowe, zespół Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny, archiwum ilustracji Muzeum Konstantego Laszczki w Dobrem Archiwum biblioteki Galeria Zachęta Warszawa
Dwie tablice
Dzięki zabiegom Jowity Solarskiej, córki Balbiny Świtycz-Widackiej, w Olsztynie odsłonięto dwie tablice upamiętniające rzeźbiarkę.
Jedna w Kortowie, gdzie mieszkała przez całe swoje olsztyńskie życie. Napis głosi: „Rzeźbą swoją ukochała Warmię i Mazury”, a tablicę ufundowała Akademia Rolniczo-Techniczna w 1992 roku.
Druga - na budynku restauracji Casablanca z napisem „Tu kształciła młodych adeptów sztuk plastycznych”, ufundowana przez Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne „Pojezierze” w 1997 roku. Kiedyś mieścił się tu klub garnizonowy, gdzie Balbina miała zajęcia plastyczno-artystyczne dla dzieci i młodzieży, stąd wybór tego miejsca.
W szkole dziś nie ma popiersia poetki, które wykonała Świtycz-Widacka. Gdy „piątka” w 1999 roku przestała istnieć, powstałe w tym budynku gimnazjum otrzymało nowe imię - Sybiraków. Gdy gimnazjum, w wyniku reformy oświatowej, znów stało się „piątką”, Sybiracy pozostali.
Co z popiersiem Marii Konopnickiej? Z biegiem lat gipsowy portret kruszał, był uszkodzony. Zawiadomiono o tym córkę rzeźbiarki, która "przyjechała z jakimś panem" po popiersie.
Muzeum Konstantego Laszczki w Dobrem
Uroczyste otwarcie Szkoły Podstawowej nr 17 im. Seweryna Pieniężnego w Olsztynie 1 września 1966 roku, rok po otwarciu szkoły. Była to „tysiąclatka”. Przed obchodami tysiąclecia państwa polskiego władze ogłosiły akcję „1000 szkół na tysiąclecie”.
Dzień nadania imienia „siedemnastce” był wielkim wydarzeniem. Zaproszono tak wielu gości, że cała uroczystość musiała odbyć się przed szkołą, od strony ulicy Partyzantów. Na szczęście tego dnia była piękna pogoda. W kronice szkolnej odnotowano: „Już od samego rana chodniki i jezdnia zapełniły się tłumem młodzieży i mieszkańców Olsztyna. Oprócz uczniów naszej szkoły — grupy uczniów wszystkich szkół podstawowych i średnich całego miasta”.
Na nadanie imienia, jak można przeczytać w kronice szkolnej, zostali zaproszeni: „wdowa po bohaterze szkoły pani Wanda Pieniężna, współpracowniczka bohatera Maria Zientara-Malewska i wielu przedstawicieli różnych organizacji, czasopism i Polskiego Radia”.
Twarz patrona Seweryna Pieniężnego, ostatniego przedwojennego redaktora „Gazety Olsztyńskiej”, umieszczoną w specjalnej tablicy, wykonała Balbina Świtycz-Widacka.
Rzeźbiarka opowiadała o pracy nad popiersiem aktorki Elżbiety Barszczewskiej. — Bardzo się nad nim natrudziłam. Znałam Barszczewską z przedwojennych filmów, pamiętałam ją jako urocze, słodkie stworzenie, piękne, poetyckie. Ale nie miałam pewności, czy efekt jest dobry — do momentu, kiedy przyszedł obejrzeć rzeźbę Marian Wyrzykowski, mąż pani Elżbiety. Dopiero on pomógł mi zrzucić kamień z serca. To popiersie wyróżniła w swojej recenzji olsztyńska historyczka sztuki Kamila Wróblewska: „Sumę najlepszych dociekań twórczych w portrecie stanowi rzeźba Elżbiety Barszczewskiej. Klasyczna i dystyngowana, pełna zadumy i nastroju”.
— Tyle mówimy o dziadku, a co z babcią?
— Dziadek szybko owdowiał, miał wówczas 45 lat, a jego najmłodsza córeczka pięć. Nie ożenił się powtórnie. Powiedział kiedyś do dzieci: nie chciałem, żebyście mieli drugą rodzinę. Sam wiedział, co to znaczy - jego ojciec miał dwie żony. Mój dziadek poznał swoją żonę w Warszawie, i gdy wyprowadziliśmy się z Krakowa do Warszawy, zawsze mówiłam, że wróciliśmy do siebie.
— Byłam na ulicy Komorowskiego w Krakowie, nad wejściowymi drzwiami widnieje nadal ceramiczny żubr. Czy to praca prof. Laszczki?
— Rzeźba żubra jest oczywiście dziadkowa. I dlatego kamienica była nazywana „Pod żubrem”. Bajka, adresując listy do dziadka, pisała „Kamienica pod żubrem” i właśnie tu przyjeżdżała. Niestety, już nikt z rodziny tam nie mieszka. W mieszkaniu z pracownią mieszkał mój kuzyn prof. Andrzej Laszczka. My, Wierzbiańscy, oraz wuj Bogdan Laszczka, który zaprojektował ten dom, na drugim piętrze, a ciocia Janina Murczyńska, zwana Dusią, na trzecim. Przed wojną, oprócz dziadka, nikt z rodziny tam nie mieszkał. W czasie wojny część mieszkań zajmowali urzędnicy niemieccy, bo dom skończony w 1938 roku, był bardzo nowoczesny. A w czasie wojny los zgarnął wszystkich pod ten krakowski adres. Byli to mieszkańcy spalonej Warszawy, jak moi rodzice i ja kilkumiesięczna, uciekinierzy ze Śląska, jak wuj Bogdan i ciocia Dusia, której mąż został zamordowany w Oświęcimiu. Tak się stało, że dom miał aż 6 właścicieli: dziadek, jego dzieci, synowa i dzięki temu po wojnie nam go nie zabrali. Dla mnie był to prawdziwy dom rodzinny. A gdy Bajka przyjeżdżała w odwiedziny do dziadka, przemieszkiwała w pracowni, a także kiedyś u nas. Dom stał się ważny także z innego powodu. W czasie okupacji odbywały się tu spotkania Teatru Rapsodycznego z Karolem Wojtyłą, ponieważ mieszkała tu jedna z aktorek. Przy wejściu znajduje się pamiątkowa tablica.
— Gdy Bajka skończyła studia, miała 28 lat. Do śmierci profesora - z przerwą podczas wojny - prowadziła z nim korespondencję. W jednym z listów w styczniu 1939 roku napisała, że jedzie rzeźbić marszałkową Aleksandrę Piłsudską. Prosiła mistrza o jakieś „narządko”, była przesądna, miała nadzieję, że jego narzędzie przyniesie jej szczęście.
— Traktowała go jak mistrza, przyjaciela. Bajka zwracała się do niego „Psoreńka”, tak pisała i mówiła, do niego, gdy się spotykali. Jeden z najbardziej radosnych listów napisała do dziadka wkrótce po wojnie — gdy dowiedziała, że profesor przeżył wojnę. W listach zwykle zdawała relację, co robi, co rzeźbi. I martwiła się o jego zdrowie.
— Zachowały się w rodzinnych opowieściach dziadka jakieś anegdoty związane z Bajką – studentką?
— Gdy przyszła do pracowni rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, jednym z jej pierwszych zadań było wykonanie męskiego aktu. Postawili przed nią nagiego modela, pewnie pierwszy raz w życiu widziała nagiego mężczyznę. Nie wiedziała, jak sobie poradzić, z gliny zrobiła kulę i umieściła ją między nogami wyrzeźbionej postaci. Profesor zwykle robił korektę prac studentów. Podszedł do rzeźby, powiedział żartobliwie: „ale mu nawaliła", strącił kulę swoim długim kijkiem. Bajka opowiadała, że to było jak katharsis, oczyszczenie, od tego momentu rzeźbienie aktów było naturalnym działaniem.
- Prof. Konstanty Laszczka wyrzeźbił popiersie Bajki z drewna lipowego, jeszcze w czasie, gdy była studentką. To chyba rzadkość, żeby profesor rzeźbił studentkę?
- Wiem, że takie popiersie było, stało w mieszkaniu profesora.
— Jak zapamiętała pani rzeźbiarkę?
— Była trochę odlotowa, wychodziła do ludzi. Ja, jako młoda osoba i nastawiona krytycznie do wszystkiego, czułam w niej bratnią duszę, bardzo ją lubiłam. Była bardzo miła, uśmiechnięta, mówiła ładną polszczyzną. I stawiała kabałę z kart. Z rodziny tylko ja byłam chętna na te wróżby. Powiedziała, że wyjadę z Krakowa do Warszawy i że będę miała troje dzieci.
— Sprawdziło się?
— Wszystko!
Kamienica "Pod żubrem" w Krakowie, w której mieszkała rodzina Laszczków
Mirosław Cholewka, konserwator, mówi o naprawie rzeźb parkowych: Chłopiec w Rybie z dzieckiem miał duży ubytek w głowie, wyglądało to na mechaniczne uszkodzenie, ktoś mógł uderzyć jakimś przedmiotem w tym miejscu. Na rzeźbie widać było dużo spękań, autorka prawdopodobnie używała zbrojenia z łatwordzewiejących drutów, siatek, które są płytko umieszczone, a pod wpływem wody skorodowały, pękał beton.
- To dość niebezpieczne, musiałem wykonać wiele prac zabezpieczających, gdybym tego nie zrobił, z czasem mogłoby dojść do całkowitego uszkodzenia rzeźby. Rzeźby są wykonane z betonu, który jest określany przez rzeźbiarzy jako sztuczny kamień.
Zapytałam konserwatora, która praca Balbiny Świtycz-Widackiej jest jego ulubioną? - Amor na czatach – ma ciekawą formę. Ryba z dzieckiem – jest też nietypową rzeźbą, bardzo udaną.
Na razie Ryba z dzieckiem jest ogrodzona siatką i dopiero, gdy wiosną fontanna zostanie napełniona wodą, ogrodzenie będzie zdjęte.
Paweł Stanny napisał tekst pt. „Rzeźbiarka, która ukochała Brodnicę” – Wydaje mi się, że przyjaźnie i związki, które zawiązała w Brodnicy, przetrwały próbę czasu, ona się spotykała się z tymi ludźmi, te przyjaźnie trwały, mimo że przeniosła się do Olsztyna.
Dyrektor Stanny opowiada, jak dowiedział się o Balbinie Świtycz-Widackiej. – Jestem elementem napływowym i to żona zaprowadziła mnie na grób Balbiny, gdy przyjechałem do Brodnicy. Tak usłyszałem o rzeźbiarce. Nagrobek zrobił na mnie wrażenie, odbiega od innych – na płycie widać ładne zdjęcie - kobietę w kapeluszu, wiersz… Odeszła, jej rzeźby są zapomniane, wszystko przeminęło z wiatrem…
***
Z Brodnicy wyjechała do Wrocławia, gdzie mieszkała krótko, pracowała m.in. jako dekoratorka wystaw.
„Potem moim terenem były Warmia i Mazury” — tak określiła odnalezienie swojego miejsca w powojennej Polsce. Wyjazd w 1952 roku do Giżycka, gdzie w technikum uczyła się jej córka, pozwolił jej odnaleźć nowy dom – Olsztyn. Zamieszkała tu w 1954 roku.
Tatę przywieźli!
- Rodzice znali Balbinę Świtycz-Widacką. Bywała u rodziców, przychodziła na herbatę do naszego mieszkania w Olsztynie przy ulicy Konopnickiej, blisko Dworca Zachodniego. Wiem, że była bardzo towarzyska, miła, ale nie pamiętam jej, nie umiem dziś powiedzieć, jak wyglądała. Mały byłem, mogłem mieć 5-8 lat, przychodzili do nas ładni, eleganccy ludzie – mówi Władysław Hepke, energetyk, krótkofalowiec, emerytowany pracownik radiostacji, kiedyś mieszkaniec Olsztyna, obecnie z Krzywonogi.
- To była chyba inicjatywa rzeźbiarki. Chciała uwiecznić zasłużonych dla Warmii i Mazur, z lat powojennych. Mój tato, Władysław Hepke (1908-1987), był wtedy dyrektorem Biura Planowania Przestrzennego.
Popiersie, jako jedno z wielu, można było obejrzeć w 1967 roku na wystawie w holu Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej.
- Pewnego dnia byłem sam w domu, pukanie do drzwi. Weszło dwóch mężczyzn. Przynieśli postument do pomniczka i pomniczek taty. Zadzwoniłem do mamy do pracy i mówię „Tatę przywieźli!”. Odłożyłem słuchawkę, a mama, wiedząc o zdrowotnych kłopotach ojca, natychmiast zdenerwowana zadzwoniła do domu. – Musiałem ją uspokajać: „Przywieźli pomniczek taty, nie tatę”.
Prof. Jan Widacki o Bajce Dla mnie to była ciocia Bajka – dostawała szału, jak mówiło się o niej Balbina. W Kobryniu urodziły się im dwie córki: Jowita i Karina. Na pewno te imiona wymyśliła Balbina, bo była ekscentryczną osobą. Choć Iwon i ona wywodzili się z innych światów, byli dobrym małżeństwem. Gdy odwiedzała po wojnie moich rodziców w Krakowie – była już wdową – zawsze opowiadała o nim z czułością. Bardzo energiczna, elegancko ubrana, umalowana, zwracała na siebie uwagę. W PRL-u nigdy nie podawała informacji, że była z rodziny ziemiańskiej – wiedziała, czym to grozi w ówczesnej rzeczywistości.
Piękna jak Bajka
Ta piękna rzeźba Balbiny Śwityczówny wyszła spod dłuta jej profesora, mistrza, znakomitego rzeźbiarza profesora Konstantego Laszczki. Została wykonana z drewna lipowego w latach 1926/1927, a studentka miała wówczas 25-26 lat lat, od dwóch uczyła się rzeźby w pracowni Laszczki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.
Gdzie i jak pozowała? Ile czasu trwały spotkania? Czy spodobał się jej portret wykonany przez mistrza? Nie wiadomo, nie zachowało się wspomnienie na ten temat. Badaczki życia Konstantego Laszczki napisały w monografii o rzeźbiarzu, że była uznawana za jedną z najzdolniejszych jego uczennic.
Profesor miał świetną rękę do portretów kobiet. Koncentrował się nie tylko na fizycznym podobieństwie, ale przede wszystkim na przekazaniu wyrazu psychologicznego portretowanej postaci. Tego uczył też swoich uczniów. Tę „psychologię” widać też w pracach Bajki.
Głowa Bajki przez wiele lat znajdowała się w pracowni profesora - widać ją na zdjęciach. Najpierw na uczelni, potem w domu „Pod żubrem”, gdzie mieszkał. Na jednym z ostatnich zdjęć Laszczki widać 90-letniego profesora, a obok portret Bajki. Chyba musiała być ważna, skoro miał ją koło siebie w ostatnich latach życia.
Głowa Bajki znajduje się w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Została kupiona w krakowskiej Desie wiele lat temu. Jak powiedział mi kurator, do zakupu popiersia skłoniło muzeum nazwisko Laszczki.
Można ją było oglądać przez rok (do 3 marca 2024 r.) na wystawie „Wyspy szczęśliwe? Sztuka II Rzeczypospolitej ze zbiorów Muzeum Narodowego w Szczecinie”. Tytuł wystawy został zaczerpnięty z wiersza K.I. Gałczyńskiego „A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź (…)”.
19 czerwca 1965 roku
„Czas nie ostudził żaru jego słów. Uroczyste odsłonięcie pomnika Adama Mickiewicza w sercu miasta”, „Olsztyński pomnik Adama Mickiewicza”, „Olsztyn pięknieje” – to tylko kilka nagłówków z gazet.
Odsłonięcie pomnika 19 czerwca 1965 roku było wielką uroczystością, na którą przyjechali dawni wychowankowie szkoły, oraz uczniowie innych szkół imienia Mickiewicza.
Na zdjęciach widać uśmiechniętą autorkę pomnika, dla której na pewno był to ważny i szczęśliwy dzień. Razem z nią przyszedł kilkuletni wnuk.
W wywiadzie dla „Słowa na Warmii i Mazurach” (7-8 sierpnia 1965 roku) Balbina Świtycz-Widacka powiedziała, że „materiał potrzebny do wykonania pomnika, czyli złom i metale kolorowe, zebrali uczniowie”. I że początkowo miała to być cała postać, ale z powodu zbyt dużych kosztów, powstała głowa.
Jedyny patron szkoły
Na pięciu patronów olsztyńskich szkół, których popiersia wykonała rzeźbiarka, do roku 2023 ocalało tylko jedno – Adama Mickiewicza, patrona I Liceum Ogólnokształcącego. Poza tym Balbina Świtycz-Widacka wykonała popiersia patronów: Szkoły Podstawowej nr 5 – Marii Konopnickiej (gipsowe - zostało zabrane ze szkoły w złym stanie i przepadło), szkoły nr 15 - Wojciecha Kętrzyńskiego (gipsowe - „nie wytrzymało próby czasu, rozpadło się”, jest obecnie innego autora), szkoły nr 17 – Seweryna Pieniężnego (szkoła przestała istnieć, głowa trafiła do Jezioran, gdzie było gimnazjum jego imienia, w tej chwili znajduje się w magazynie tamtejszej podstawówki), szkoły nr 7 – Leona Kruczkowskiego (gipsowe - popękane, w złym stanie zostało zabrane do magazynu Muzeum Warmii i Mazur, prawdopodobnie szkoła będzie miała innego patrona).
„Sercem obejmij pracę, którą chcesz wykonać”
Balbina Śwityczówna rozpoczęła studia w ASP w Krakowie w 1924 roku. Dopiero od 1918 roku kobiety mogły studiować na ASP w Krakowie, ale nawet w 1924 roku ciągle było ich niewiele. W budynku na Placu Jana Matejki wykonała wiele rzeźb, popiersi, pierwszy akt męski. Tam, jak wszyscy studenci, pracowała ciężko przy rzeźbach, ceramice, z dłutem i młotem. Prof. Konstanty Laszczka, który początkowo uważał, że to nie jest zajęcie dla kobiet, szybko przekonał się, że nie można kobietom, które mają wielką pasję i talent, odmawiać prawa do studiów rzeźbiarskich. Bardzo wspierał studentki, także Bajkę, z którą korespondował do swojej śmierci. W „Gawędach do studentów” pisał: „Sercem obejmij pracę, którą chcesz wykonać”.
Rzeźbiarka zrobiła Mieczysławie Ćwiklińskiej, wybitnej, choć już niemłodej (miała 85 lat), aktorce portret w gipsie.
Modelka była nie tylko cierpliwa, ale i bardzo towarzyska. Cały czas artystki - sceniczna i filmowa oraz mistrzyni dłuta - rozmawiały ze sobą.
Aktorka ofiarowała rzeźbiarce swoją fotografię z dedykacją "Pięknej Bajce, świetnej rzeźbiarce, która "nie męczy" swojego modela. Z wielką przyjaźnią".
Artystki zmarły tego samego dnia - 28 lipca 1972 roku. Ćwiklińska miała 93 lata, Bajka 71.
Aktorka miała trzech mężów i, zanim trafiła na scenę, prowadziła dom mody. Rzuciła to zajęcie, by zostać aktorką komediową. Jeszcze rok przed śmiercią odbyła tournee po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.
W kronice szkolnej zachował się pełen patosu wiersz autorstwa Balbiny Świtycz-Widackiej:
„Droga młodzieży, dzisiejszy dzień święta
Chyba każdy z Was żywo w sercu zapamięta.
Dziś Wasza szkoła swą nazwę dostała.
Patronkę, której imię opromienia chwała”.
A kończył słowami:
"W imię przyszłości, której cel - nauka,
Bo w niej zawarta kultura i sztuka.”(…)
Rzeźba "karmi się" bohaterami narodowymi. Dopiero po odzyskaniu niepodległości Balbina Świtycz-Widacka mogła wyrzeźbić Piłsudskiego – popiersie, które otworzyło jej na studia, a jak wróciła do Kobrynia Tadeusza Kościuszkę.
Popiersie „Bohatera Północy” stanęło w 1930 roku w Kobryniu na murowanym cokole, na którym do 1919 roku stał posąg Suworowa, odpowiedzialnego za rzeź ludności cywilnej przy zdobywaniu warszawskiej Pragi, podczas ostatniego starcia insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku.
Jak pisze Krzysztof Lachowicz, autor książki „Dawne pomniki Tadeusza Kościuszki”: „Popiersie wyrzeźbiła w jasnym kamieniu miejscowa artystka (…) w 1930 roku. Przedstawia ono Kościuszkę bez orderów, z głową loków nad czołem i po bokach”.
Grażyna Prusińska, historyczka sztuki, kierowniczka działu sztuki współczesnej w Muzeum Warmii i Mazur.
Balbina Świtycz-Widacka została zapomniana, jak wielu innych artystów, którzy przyjechali na Warmię i Mazury po 1945 roku, a ich działalność artystyczna dość szybko — w latach 60. i 70. — skończyła się. Ponadto rzeźba jest dziedziną, którą trudno się eksponuje. To sztuka, która wymaga wyjątkowej przestrzeni oraz dużo miejsca do przechowywania. Z kolei odlewy gipsowe są lżejsze, ale bardziej kruche i narażone na kurz. Zwykły kurz potrafi zrobić wielkie spustoszenie w rzeźbie, utrzymuje się we wszystkich zakamarkach.
Jej kompozycje portretowe są bardzo klasyczne, nie zawierają żadnej nuty szaleństwa. Są świetnie zakomponowane, mają bardzo dobre proporcje, są bardzo dobre warsztatowo. W znakomity sposób potrafiła ująć portretowanego, podobieństwo, rysy twarzy, cechy charakterystyczne, które przy znanych postaciach nie pozwalają nam się pomylić. Można je poznać od pierwszego spojrzenia. W dużej mierze takie umiejętności, taki wspaniały warsztat to zasługa jej mistrza z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, prof. Konstantego Laszki, z którym się przyjaźniła.
W olsztyńskim środowisku artystycznym trudno znaleźć kobiety. To dziedzina zdominowana przez mężczyzn. Ona wyróżniała się, podobno była piękną kobietą i prawdziwą damą, była kobietą rzeźbiarką, wyrobiła sobie pozycję. Na pewno to jest ten czas, by o niej przypomnieć.
Popiersie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, patrona Szkoły Podstawowej nr 2 w Rucianem-Nidzie. Uroczyste odsłonięcie odbyło się w 1966 roku. Na postumencie brakuje nazwiska autorki. Gałczyński w latach 1950-1953 przyjeżdżał do pobliskiej Leśniczówki Pranie. Napisał tam wiele wierszy, m.in. „Niobe”, „Wita Stwosza”, „Kronikę Olsztyńską”.
Pomnik Michała Kajki znajduje się w ełckim parku od 1958 roku – wokół stoją ławki, jest popularnym miejscem, mieszkańcy lubią tam przychodzić. Kiedyś z tego miejsca ruszał Ogólnopolski Wyścig Kolarski im. Michała Kajki. Brakuje tylko jednego – tabliczki z nazwiskiem autorki pomnika.
Prezydium Rady Ministrów przyznało Balbinie Świtycz-Widackiej stypendium na prace rzeźbiarskie w listopadzie 1938 roku. Jeździła do Warszawy na sesje z modelami. Z córeczkami zostawał mąż Iwon, który wspierał Bajkę w jej działaniu twórczym.
Swój cykl zaczęła od popiersi dwóch ministrów, a skończyła popiersiem marszałkowej Piłsudskiej w 1939 roku.
Jeden z portretowanych to Marian Zyndram-Kościałkowski (1892-1946). Był działaczem niepodległościowym i politykiem z dwudziestolecia międzywojennego, związany z obozem piłsudczykowskim, premier, podpułkownik piechoty Wojska Polskiego, kawaler Orderu Virtuti Militari.
Balbina Świtycz-Widacka wyrzeźbiła popiersie, które zaginęło, zostało tylko zdjęcie.
Zyndram-Kościałkowski po ewakuacji do Wielkiej Brytanii osadzony został przez rząd gen. Władysława Sikorskiego na wyspie Bute („Wyspie Węży”) – w obozie dla przeciwników politycznych i „winowajców klęski wrześniowej”. Zmarł w 1946 roku.
Pomnik Kajki nadnaturalnej wielkości wykonany z naturalnego piaskowca stanął na postumencie, a u stóp poety przykucnęły wpatrzone w niego dzieci: dziewczynka i chłopiec. Kajka trzyma znak Rodła — symbol Związku Polaków w Niemczech.
— Kajka nie należał do tego związku, ale symbol polskości na pomniku można uzasadnić — poeta sympatyzował ze Związkiem Towarzystw Młodzieży w Prusach Wschodnich — mówi dr Jan Chłosta, znawca historii regionalnej. — Jak pisał prof. Janusz Jasiński, Kajka „wspierał związek młodzieży sercem, układał na jego cześć odpowiednie wiersze, od czasu do czasu jako honorowy gość uczestniczył w jego zebraniach lub akademiach”.
— Ta kompozycja wpisywała się w ducha tamtych czasów, miała wyrazistą symbolikę — pokazała w postaci mazurskiego poety polskość tych ziem, ale była w innym stylu niż dotychczasowe rzeźby artystki — mówi Krystyna Koziełło-Poklewska, historyk sztuki z Olsztyna, która znała Balbinę Świtycz-Widacką, pisała o jej wystawach i była na odsłonięciu pomnika.
Na uroczystość przyjechał pisarz Melchior Wańkowicz. Był to jego pierwszy pobyt na Warmii i Mazurach od czasu przedwojennej wyprawy w 1935 roku, podczas której poznał Kajkę i opisał poetę z Prus Wschodnich w reportażu „Na tropach Smętka”. Władze, zapraszając go, prosiły, by zabrał głos podczas uroczystości.
Odmówił. „Przyjadę jako obserwator, od przemawiania proszę mnie zwolnić. Blisko ćwierć wieku nie byłem na Mazurach i nie mam pewności, czy teraz nie objeżdżałbym ich z równie ciężkim sercem. […] Nie znoszę frazesów i mówić o Kajce, jak się urzeczywistniły jego marzenia, nie potrafię”.
Od 1986 roku rzeźbiarka ma swoją ulicę w Olsztynie. Uchwałę o nazwaniu ulic nazwiskami działaczy warmińsko-mazurskich — w tym Balbiny Świtycz-Widackiej — na nowych osiedlach podjęła Miejska Rada Narodowa w Olsztynie 18 grudnia 1986 r. Nie wiadomo, czy ktoś wystąpił z odrębnym wnioskiem w sprawie upamiętnienia rzeźbiarki.
Niestety większość mieszkańców nie wie, kim była patronka ich ulicy. Przydałaby się tabliczka, podobnie przy innych patronach, z informacją o niej.
Jedyne popiersie pisarki
Maria Rodziewiczówna była krewną Iwona Widackiego. Rzeźbiarka poprosiła pisarkę, by pozowała jej do popiersia. - Dobrze - powiedziała autorka powieści "Dewajtis", ale najpierw uwiecznij moje jamniki. Bajka uwielbiała zwierzęta, sama zawsze miała psy, nie miała wyjścia - zgodziła się. Jak wspominała córka rzeźbiarki, psy były bardzo kłopotliwymi modelami. Bajka musiała kłaść się na łące, by uchwycić ich ruch. Egzamin zdała, psy spod dłuta wyszły dobrze, rzeźbiarka zapozowała Bajce. Powstał realistyczny portret kobiety w męskim typie, o krótko obciętych włosach.
Popiersie stanęło w Gimnazjum im. Marii Rodziewiczówny w Kobryniu, w którym Balbina była nauczycielką. Było jedynym popiersiem autorki poczytnych książek. Niestety, rzeźba nie przetrwała zawieruchy wojennej. Zachowało się tylko jedno jej zdjęcie.
Maria Rodziewiczówna
19 czerwca 1965 roku przed I Liceum Ogólnokształcącym w Olsztynie zostało odsłonięte popiersie Adama Mickiewicza, patrona szkoły. W uroczystości wzięła udział autorka pomnika — Balbina Świtycz-Widacka. To była wielka uroczystość, bo połączona ze zjazdem szkół Mickiewiczowskich.
- Mieliśmy patrona, ale to było dla nas za mało, chcieliśmy mieć popiersie Mickiewicza - mówiła Natalia Żarska, nauczycielka języka polskiego w I LO w Olsztynie, inicjatorka nadania szkole imienia wieszcza i pomysłodawczyni postawienia pomnika Adama Mickiewicza w latach 60. XX wieku.
W wywiadzie, jakiego udzieliła Hannie Szewczuk w jednodniówce „Merkuriusz” w 1975 roku, wspominała, że pisała do ministerstwa wniosek w sprawie pomnika.
Ministerstwo się zgodziło. Został ogłoszony konkurs regionalny, nadeszło 10 propozycji – mówiła Natalia Żarska. Natomiast córka rzeźbiarki Jowita Solarska podawała, że były trzy projekty, a jeden złożyła Balbina Świtycz-Widacka.
Jak wspominała córka, w domu artystki trwały dyskusje, jakiego Mickiewicza przedstawić, z jakiego okresu życia? Bajce zależało, by popiersie przemówiło do młodych ludzi. I komisja wybrała projekt Balbiny Świtycz-Widackiej. Niestety, formalności trwały aż… trzy lata, wybór projektu olsztyńskiej rzeźbiarki był też zagrożony.
W końcu rzeźbiarka dostała zlecenie na wykonanie pomnika.
1924 rok. Popiersie marszałka
Przed II wojną światową Balbina Świtycz-Widacka wykonała aż trzy rzeźby związane z marszałkiem Józefem Piłsudskim. — Mama wychowywała się na Kresach w domu przesiąkniętym patriotycznym duchem, więc wykonanie popiersia marszałka Józefa Piłsudskiego na egzamin wstępny był oczywisty — opowiadała mi kilka lat temu Jowita Solarska z Olsztyna, córka Balbiny Świtycz-Widackiej. Fotografia została zrobiona w pracowni Bajki w Kobryniu na Polesiu, gdzie mieszkała z przybranymi rodzicami: Stanisławą i jej ojcem doktorem medycyny Józefem Witkowskim. Czy można powiedzieć, że Piłsudski otworzył młodej kobiecie drogę do kariery artystycznej? – Tak – mówiła Jowita Solarska. - Dostała się na studia. I na tej jednej rzeźbie związki z Piłsudskim się nie skończyły. Co stało się z popiersiem? Nie wiadomo. Zaginęło.
Rok 1935. Poleszuczka z dzieckiem
Po studiach w Krakowie Balbina Śwityczówna wróciła w rodzinne strony na Polesie. Pracowała w gimnazjum w Kobryniu jako nauczycielka rysunków, robót ręcznych i gimnastyki. Mimo pracy w szkole Balbina Świtycz-Widacka cały czas rzeźbiła. W 1935 roku dostała złoty medal na wystawie podczas Jarmarku Poleskiego w Pińsku, gdzie pokazała swoje rzeźby — w tym popiersie pisarki Marii Rodziewiczówny, krewnej męża. Mieszkańcy Polesia zamówili u niej rzeźbę, którą chcieli ofiarować marszałkowi Piłsudskiemu. Powstała postać kobiety niosącej na plecach dziecko. Była to mieszkanka Polesia, otulona chustą, w łapciach. Rzeźba miała 1,32 metra wysokości, została odlana w brązie. „Społeczeństwo Polesia ofiarowuje je marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu na imieniny. 1935 rok” — taki napis widniał na tabliczce. Marszałek był już chory, prezent dostał, ale to były jego ostatnie imieniny. Dwa miesiące później — 12 maja 1935 roku — zmarł. Rzeźba do 1939 roku znajdowała się w przedwojennym Muzeum Piłsudskiego w Belwederze. Została wywieziona przez Niemców do Austrii i rewindykowana w 1946 roku z Salzburga. W tej chwili nie ma już oryginalnej podstawy. O tej podstawie opowiadała mi pani Jowita: — Rzeźba stała na grubym pniu z lipy z naszego majątku Hliniszcze na Polesiu, widać go na przedwojennych zdjęciach. Balbina Świtycz-Widacka sądziła, że rzeźba zaginęła. Okazało się, że do 1993 roku stała w parku w Pruszkowie. Podczas tego wypożyczenia rzeźba została uszkodzona. Wróciła do Warszawy w 1994 roku bez tabliczki z dedykacją i z uszkodzoną nogą. Zrekonstruowano zniszczony fragment i dodano patynę. Obecnie po konserwacji znajduje się w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni w Warszawie.
Konstanty i Balbina
Mistrzem i profesorem Balbiny Śwityczówny był prof. Konstanty Laszczka (1865-1956), który przyjął ją do swojej pracowni. To on nauczył ją warsztatu, zapoznał z tajnikami portretu. Uczył ją, by w twarzach portretowanych szukała nie tylko podobieństwa, ale oddawała w rzeźbach ich ducha. Była jedną z jego ulubionych uczennic. W rzeźbiarstwie czerpała wzory z jego podejścia do sztuki, jego talentu, była też przez dwa lata studiów jego asystentką. Do jego śmierci w 1956 roku pisali do siebie listy.
Konstanty Laszczka (1865-1956) rzeźbiarz, malarz, grafik, profesor i rektor ASP w Krakowie. Pochodził z wielodzietnej rodziny chłopskiej z Mazowsza. Jego talent został odkryty przypadkowo przez ziemiańską rodzinę. Dzięki temu studiował w Warszawie, potem w Paryżu. W 1899 roku na zaproszenie Juliana Fałata zamieszkał w Krakowie. W latach 1900–1935 był kierownikiem katedry rzeźby, a od 1905 roku profesorem zwyczajnym Akademii Sztuk Pięknych. W 1911 roku mianowano go rektorem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W 1918 przyjął do swojej pracowni pierwszą w historii Akademii kobietę studentkę Zofię Baltarowicz-Dzielińską. Przyjaźnił się ze Stanisławem Wyspiańskim, Leonem Wyczółkowskim, marszałkiem Józefem Piłsudskim.
Wychował kilka pokoleń rzeźbiarzy. Wśród nich byli: m.in. Bolesław Biegas, Xawery Dunikowski, Ludwik Konarzewski, Olga Niewska, Ludwik Puget, Balbina Świtycz-Widacka.
Malarka Melania Olędzka w książce autorstwa Anny Andrusikiewicz „Wędrówki po Olsztynie” przedstawiła wizerunki dwóch rzeźb Balbiny Świtycz-Widackiej. Wykonała je akwarelami.
- Lubię rzeźby Balbiny Świtycz-Widackiej, ale inspiracja do ich utrwalenia z Urzędu Miasta w Olsztynie – mówi Melania Olędzka. – Biuro promocji urzędu zamówiło u mnie 30 akwarel, wśród nich była wskazana Wiosna i Amor na czatach Balbiny Świtycz-Widackiej, stojące w Parku Podzamcze.
- Bardzo się ucieszyłam, bo lubię obie rzeźby. Mogłam je "dotknąć" piórkiem i akwarelą. Wiosna to wiotka postać wyrzeźbiona w twardym kamieniu, bardzo piękna sylwetka i proporcje. Natomiast, jeśli chodzi o sposób wykonania Amora, jestem pełna zachwytu – podkreśla pani Melania.
Autorka książki „Wędrówki po Olsztynie” Anna Andrusikiewicz (1926-2012) była przewodniczką, pasjonatką turystyki pieszej. W swojej publikacji zabiera nas na spacer po Olsztynie, a wszystkie miejsca, które przewodniczka nam pokazuje, są zilustrowane akwarelami Melanii Olędzkiej.
Od lewej Stanisława Witkowska, która wychowała Bajkę jak własną córkę. Obok pani Stanisławy chłopiec o imieniu Stefanek, także jej wychowanek. Dalej - Bajka z narzeczonym, a może już mężem, Iwonem Widackim. W pokoju stoi pianino, Witkowska była nauczycielką gry na tym instrumencie. Na postumencie stoi popiersie, dłuta Bajki, być może to Iwon Widacki.
Pisarz Jarosław Iwaszkiewicz wspominał pozowanie już po śmierci artystki w 1975 roku: „Pani Bajka Świtycz-Widacka to kobieta kresowa, mocna jak Jagienka i potrafiąca przeprowadzić swoją wolę. Prosiłem, błagałem, ale mnie posadziła i rzeźbiła. Seanse pozowania były przyjemne ze względu na bardzo interesującą konwersację, a powstała rzeźba — udana. (…) Zachowam w sercu wdzięczność dla dobrej, miłej rzeźbiarki, doskonałej artystki”.
Balbina Świtycz-Widacka wykonała popiersie Henryka Sienkiewicza, które stanęło w 1965 roku na cokole dawnego niemieckiego pomnika w Bisztynku na Warmii i Mazurach. Dzieło Bajki zostało zniszczone przez jednego z mieszkańców, który próbował wspiąć się na cokół. — Popiersie pisarza autorstwa rzeźbiarki przetrwało do 1988 roku —opowiada Andrzej Grabowski, dziennikarz z Bisztynka i przytacza wspomnienie dawnego ucznia, który po latach napisał na forum internetowym: „Miałem wtedy 16 lat. Wracałem w nocy z dyskoteki. Chciałem się popisać przed kolegami, wlazłem na cokół i usiadłem tak, że głowę miałem między nogami. Chwyciłem ręką za czoło Sienkiewicza. Wtedy ta głowa się oderwała i poleciała najpierw na mnie, a potem na ziemię, rozsypując się w drobny mak. A ja złamałem prawą rękę w łokciu. Myślę, że to popiersie było już naruszone i popękane wcześniej”. Na początku lat 90. ustawiono w tym miejscu popiersie także Sienkiewicza, ale innego twórcy z Warmii — Bolesława Marschalla. Rzeźbiarka nie żyła już od kilkunastu lat (zmarła w 1972 roku).
Bisztynek. Popiersie Henryka Sienkiewicza dłuta Balbiny Świtycz-Widackiej, zniszczone w 1988 r. Fot. Archiwum Andrzeja Grabowskiego
Rzeźby wyglądają bajecznie
Trzy rzeźby Balbiny Świtycz-Widackiej z parku Podzamcze w Olsztynie: Wiosna, Amor na czatach i Ryba z dzieckiem roku zostały odnowione między czerwcem a październikiem 2024 roku.
Amor i Wiosna jako pierwsze zostały oczyszczone z zabrudzeń i porostów, poddane dezynfekcji, uzupełnieniu ubytków oraz zabezpieczeniu przed wnikaniem wody i zanieczyszczeń. Ryba z dzieckiem musiała poczekać, bo stanowi fontannę. Trzeba było wyłączyć wodotryski i usunąć wodę z basenu.
– Gdy przystąpiłem do pracy, rzeźby były porośnięte glonami, porostami, było trochę ubytków, popękań – mówi Mirosław Cholewka z firmy Ars Renovo w Olsztynie. – Amor na czatach miał domalowane majtki w intensywnym, czerwonym kolorze. Dość trudno było go wywabić, używałem preparatów usuwających farby i to kilkakrotnie.
Mirosław Cholewka podkreśla, że najwięcej wysiłku kosztowała go praca przy figurze Wiosny: - Mech na głowie, grzyby, dużo drobnych ubytków, spękań, które trzeba było zakleić i spory ubytek zaprawy na cokole. Natomiast chłopiec w Rybie z dzieckiem miał duży ubytek w głowie, wyglądało to na mechaniczne uszkodzenie, ktoś mógł uderzyć jakimś przedmiotem w tym miejscu. Na rzeźbie widać było dużo spękań, autorka prawdopodobnie używała zbrojenia z łatwordzewiejących drutów, siatek, które są płytko umieszczone, a pod wpływem wody skorodowały, pękał beton.
- To dość niebezpieczne, musiałem wykonać wiele prac zabezpieczających, gdybym tego nie zrobił, z czasem mogłoby dojść do całkowitego uszkodzenia rzeźby. Rzeźby są wykonane z betonu, który jest określany przez rzeźbiarzy jako sztuczny kamień.
Bajka gimnazjum skończyła w Brześciu nad Bugiem, bo w Kobryniu nie było wyższych klas gimnazjalnych. Była świetną humanistką, miała talent do pisania wierszy, natomiast z matematyki szło jej bardzo źle, ale wykazała się talentem do rysunków. Jej nauczyciel Wojciech Pitera w 1923 roku urządził wystawę prac uczniów. Bajka wówczas pokazała pierwszy raz swoje rysunki, rzeźby figuralne, płaskorzeźby. „Głos Polesia” z 7 lipca 1923 roku napisał „Na środkowym stole reprezentowana była glinoplastyka, wybijały się w pierwszym rzędzie prace p. Śwityczównej, ukrytej widocznie przez skromność pod pseudonimem „Świt”.
Balbina od ślubu w roku 1932 nosiła podwójne nazwisko: Świtycz-Widacka. Już na studiach wiedziała, że raczej nie znajdzie pracy jako rzeźbiarka w Kobryniu, dlatego pod koniec studiów w ASP w Krakowie skończyła kurs pedagogiczny i miała praktykę w szkole prowadzonej przez siostry urszulanki.
Gdy po studiach w 1929 roku wróciła do Kobrynia, została nauczycielką w Gimnazjum im. Marii Rodziewiczówny, gdzie uczyła plastyki, rysunków, prac ręcznych, od 1 września 1930 roku prowadziła zajęcia wychowania fizycznego, zdobyła nawet kwalifikacje narciarskie. Jednak najważniejsza była dla niej praca z dłutem i młotkiem. W ogrodzie miała pracownię rzeźbiarską, gdy tylko znajdowała czas, sięgała po swoje narzędzia.
Tancerka, miniaturowa rzeźba Balbiny Świtycz-Widackiej, z uszkodzoną ręką trafiła do pracowni rzeźbiarza Izydora Borysa z Wydziału Sztuki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Czy artysta uratuje jej rękę? Czy uda się wypalanie w piecu? Wkrótce poznamy odpowiedzi na te pytania. Wydział Sztuki UWM chce uczcić swoje 15-lecie wystawą miniatur dłuta Balbiny Świtycz-Widackiej. Najpierw trzeba je poddać ratowaniu, stąd tancerka trafiła w ręce pana Borysa.
Referentka w Wyrzysku
W 1945 roku rodzina Widackich opuściła Kobryń na zawsze. Pierwszym przystankiem była Biała Podlaska, 32 kilometry od granicy z Białorusią. Stamtąd pojechali do Wyrzyska na Pomorzu koło Bydgoszczy. Dlaczego tam? Nie wiadomo, może czekała praca na Balbinę, może chciała trafić w nowe, nieznane miejsce.
Balbina Świtycz-Widacka lepiej znosiła nowe warunki niż jej mąż. Była psychicznie bardziej odporna i zaradna życiowo. To ona musiała zarabiać na życie, bo Iwona załamały przeżycia wojenne, chorował na serce.
Rzeźbiarka dostała pracę w Starostwie Powiatowym w Wyrzysku, kierowała referatem kultury i sztuki. Co należało do jej obowiązków? Ratowanie pomników kultury polskiej oraz usunięcie pozostałości śladów okupacji hitlerowskiej. Organizowała ruch amatorski w całym powiecie. Sama po latach wspominała, że w pracy najtrudniejsze było dotarcie do innych miejscowości, brakowało komunikacji. Praca pomogła jej otrząsnąć się z marazmu wojennego.
Jednak nie może żyć bez rzeźbienia Została członkiem ZPAP i już w 1945 roku dostała subwencję na urządzenie pracowni. Wykonała ozdobne płaskorzeźby, pomnik Chrystusa Króla w Wyrzysku (1947), na wystawie wiosennej pokazała Dziewczynę i Szydercę.
Pismo „Ziemia Pomorska” pisała o jej dziełach na wystawie: „Maski dekoracyjne znanej rzeźbiarki B. Świtycz-Widackiej. Ma ona poważny dorobek artystyczny z okresu przedwojennego”.
W Kamienicy wyrzeźbiła pomnik Matki Boskiej o wysokości 4,80 m, a sama statua to 1,70 m.
„Statua pomnika została wykonana przez artystkę rzeźbiarkę Balbinę Świtycz-Widacką. Była ona uczennicą mistrza rzeźbiarza prof. Laszczki, twórcy pomnika H. Sienkiewicza w Bydgoszczy” – pisała „Ziemia Pomorska”.
Sama Balbina Świtycz-Widacka tak pisała o tym okresie w życiorysie: „Po wojnie byłam przez dwa lata referentem kultury i sztuki w Wyrzysku, powiat Bydgoszcz. Miałam wystawy w Bydgoszczy (nagrody i wyróżnienia) i w Brodnicy (…).
Balbina Śwityczówna, Bajka, od dzieciństwa była w harcerstwie. Jako prawdziwy skaut starała się wykonać dziennie jeden dobry uczynek. W rodzinnych opowieściach zachowała się taka anegdota. Pewnego dnia Bajka, zobaczyła na ulicy starszą kobietę z tobołkiem, zapytała, dokąd idzie. Chciała jej pomóc, chwyciła więc ciężki pakunek i pobiegła pod wskazany adres, bo bardzo spieszyła się do szkoły. A kobieta w krzyk „Okradli mnie!”. Wkrótce zobaczyła, że tobołek stoi pod drzwiami, lament przeszedł w radość i zdążyła jeszcze podziękować harcerce.
Balbina Śwityczówna urodziła się w 1901 roku w Mohylewie nad Dnieprem. Rodzice nazwali ją Balbina, bo przyniosła sobie to imię — 31 marca przypadają imieniny Balbiny. Wszyscy jednak mówili do niej Bajka, a ojciec zdrobniale — Bajeczka. Nawet w jednej z legitymacji z czasów młodości miała obok imienia i nazwiska wpisane w nawiasie imię Bajka. Gdy przyszła na świat, miała już trzy siostry, które także nosiły oryginalne imiona: Maria, Petronela i Kunegunda.
Matka, Maria z domu Konarska zajmowała się domem i dziećmi. Nikodem Świtycz był lekarzem. Według przekazów rodzinnych w 1904 roku w Mohylewie wybucha wielka epidemia: szkarlatyny, odry i ospy.
Pewnej nocy umierają na szkarlatynę trzy córeczki Śwityczów, siostry Bajki. Ona w tym czasie znajduje się w Woroneżu, na plebanii wujka Konarskiego, opiekuje się nią babcia Anna Konarska. Zrozpaczony ojciec siebie wini za ich śmierć, myśli, że lecząc innych pacjentów, zaraził swoje córki. Tak bardzo dręczy go ta myśl, że wkrótce umiera na zawał serca. Po tych tragicznych zdarzeniach przy porodzie umiera matka Bajki i nowo narodzony chłopiec.
Bajka w ciągu krótkiego czasu zostaje całkowitą sierotą. Dziewczynką zajmuje się początkowo babcia Konarska, ale gdy ona umiera, jej syn ksiądz nie może pogodzić obowiązków duszpasterskich z opieką nad dziewczynką.
Na Polesiu znajduje powinowatych: lekarza medycyny Józefa Witkowskiego z córką i im powierza siostrzenicę. - To był dobry wybór - opowiadała mi, wspominając tę rodzinną tragedię, Jowita Solarska, córka Balbiny Świtycz-Widackiej. - Witkowski kupił dom z ogrodem w Kobryniu na Polesiu i tam zamieszkał z córką Stanisławą Witkowską i Bajką.
W życiu Bajki Śwityczówny zaczął się nowy, szczęśliwy czas.
I znów powraca postać pani Jowity Solarskiej, bo to ona zabiegała o otwarcie Galerii Rzeźby Balbiny Świtycz-Widackiej w Kortowie. Dostała zgodę ówczesnego rektora ART, prof.dr. hab. Stefana Smoczyńskiego, który w katalogu przygotowanym na otwarcie pisał: „Organizacja stałej galerii to wyróżnienie naszego miasta Olsztyna, naszej uczelni – Akademii Rolniczo-Technicznej. Ta niekwestionowana wielka polska artystka zakończyła swoje pracowite życie tu, w Kortowie (…).
Dla mnie osobiście i dla wielu spośród pracujących w Kortowie postać artystki jest nieprzemijająca trwała”.
Profesor Stanisław Lorentz tak wspominał pozowanie: „Miałem możność zetknięcia się z panią Balbiną Świtycz-Widacką osobiście i zachowałem w dobrej pamięci jej bystrość spojrzenia artystycznego, zapał do sztuki i energię. Dedykuję jej swoją fotografię słowami: „Na pamiątkę bardzo miłych chwil, gdy powstawał mój portret, chyba bardzo podobny, i wielu wspomnień o ludziach i miejscach”. Stanisław Lorentz był najdłużej pełniącym funkcję dyrektorem Muzeum Narodowego w Warszawie - od 1936 do 1982 (z przerwą na wojnę).
Paweł Stanny, dyrektor Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej w Brodnicy, wylicza brodnickie popiersia: "głowę" fotografika i lokalnego działacza Jana Mełnickiego, popiersie dr. Władysława Szalewicza oraz płaskorzeźbę z podobizną Urszuli Lewandowskiej.
- Moim zdaniem to rzeźby najwyższej klasy, wyróżnia je finezja i klasyka. Świtycz-Widacka była bardzo utalentowana, wyszła ze znakomitej pracowni rzeźby prof. Konstantego Laszczki. W Brodnicy nie tylko rzeźbiła, pisała wiersze, ale też bardzo dużo działała społecznie, była nawet drużynową. Mieszkała tu krótko, kilka lat, nie zetknąłem się z kimś, kto by ją znał.
Z zachowanych notatek wynika, że w czasie brodnickim wyrzeźbiła popiersie Leonarda da Vinci, głowę Rosjanki, popiersie Iwona. Włączyła się też w obchody 650-lecia Brodnicy, zaprojektowała rzeźbę Ziemia Michałowska, jednak projekt nie został zrealizowany.
Rzeźbiarka zmarła na zawał 28 lipca 1972 roku w szpitalu w Olsztynie. Rodzina zdecydowała, że spocznie na cmentarzu w Brodnicy koło swojego męża, który zmarł w 1949 roku. I tak się stało. Z tego powodu nie ma swojego miejsca w Alei Zasłużonych na cmentarzu w Olsztynie.
Na białej tablicy poświęconej artystce jest jej zdjęcie i fragment wiersza autorstwa rzeźbiarki:
„Nic na świecie nie jest straszne
Nawet ludzka śmierć (…)
Póki oczy nie zagasną
Jest nadziei ćwierć”.
Wesele u pisarki
Państwo młodzi wybrali na miejsce przyjęcia weselnego dwór bardzo znanej i popularnej pisarki Marii Rodziewiczówny, która była kuzynką Iwona, w Hruszowej. Dlaczego wesele było w Hruszowej, skoro Iwon miał swój majątek i dwór Hliniszcze? — zastanawia się prof. Widacki. — Oficjalna wersja była taka, że Hliniszcze były zniszczone po wojnie. Tymczasem Balbina i Iwon brali ślub 12 lat po wojnie bolszewickiej, a więc: albo tak długo go remontowali, albo może po prostu był za mały dla zaproszonych gości — przypuszcza profesor.Co stało się Rodziewiczówną i dworem po wybuchu wojny w 1939 roku? Pisarka w pośpiechu opuściła dwór w październiku 1939 roku, budynek został splądrowany, meble i inne przedmioty rozkradzione, a księgozbiór i archiwum spłonęły w ognisku rozpalonym przez okolicznych chłopów na dziedzińcu. Prof. Jan Widacki, która odwiedził Hruszową (obecnie Białoruś), gdy jeszcze można było podróżować w tamte strony, mówi, że z dworu została tylko niewielka część parteru jednego skrzydła. Działał w tym pomieszczeniu sklep. Natomiast w parku nadal stał potężny dąb Dewajtis, który trafił do powieści Rodziewiczówny pod tym samym tytułem. Prof. Widacki wziął kilka żołędzi, posadził w swoim ogrodzie. — I mam swój Dewajtis na Podhalu — mówi.
Rodzina Widackich – Bajka i Iwon oraz dwie córki: Jowita i Karina – przeżyła wojnę w Kobryniu. Uniknęła wywózki na Sybir, gdyż prawdopodobnie władza radziecka postanowiła wykorzystać talent artystki. Balbina dostała kilka zleceń: wykonanie rzeźby Czechowa i Stanisławskiego dla teatru w Brześciu, Gorkiego i Czajkowskiego — dla muzeum w Mińsku, Szopena i Beethovena — dla filharmonii mińskiej. W czasie okupacji niemieckiej, wraz z mężem, który powrócił z Generalnego Gubernatorstwa, gdzie znalazł się po rozwiązaniu jego oddziału zbrojnego w 1939 roku — prawdopodobnie rozpoczęła działalność konspiracyjną w AK. Wyjechali z Polesia w 1945 roku. Ich pierwszym przystankiem w nowej Polsce była Biała Podlaska. I po wojnie Potem mieszkali w Wyrzysku na Pomorzu, szukali pracy, nie znali tego regionu, nie mieli tam żadnej rodziny, aż w końcu osiedli w Brodnicy, gdzie Balbina szukała zleceń i rzeźbiła, a Iwon pracował w okolicznych PGR-ach. Miał dostać kierownicze stanowisko, ale w latach powojennych to polityka rządziła awansami. Iwon nie dostał stanowiska. Czy tak się przejął sytuacją czy miał słabe serce, w każdym razie zmarł nagle na zawał 30 kwietnia 1949 roku. Został pochowany na cmentarzu w Brodnicy. Bajka z dwiema nastoletnimi córkami musiała sobie radzić sama. I poradziła sobie.
Front dworu Marii Rodziewiczówny
Wyrzeźbiona historia losy Balbiny Świtycz-Widackiej
Sławomir Ostrowski
Created on June 25, 2023
Opowieść o losach Balbiny Świtycz - Widackiej
Start designing with a free template
Discover more than 1500 professional designs like these:
View
Character Clues Game Education
View
Character Clues Game Education Mobile
View
Pixel Challenge
View
Piñata Challenge
View
Character Clue Game
View
Character Clue Game Mobile
View
Corporate Challenge Game
Explore all templates
Transcript
Dofinansowano ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach Programu „Patriotyzm Jutra”
Nazywam się Balbina Świtycz-Widacka. Zapraszam do obejrzenia multimedialnej prezentacji „Wyrzeźbiona historia”. Opowiem Wam o moich losach i rzeźbach.
1901
1972
Beata Brokowska
WYRZEŹBIONA HISTORIA
Dofinansowano ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach Programu „Patriotyzm Jutra”
Quiz
losy Balbiny Świtycz-Widackiej
(1901-1972)
17. Patroni szkół
14. Twarze znanych Polaków
1. Dzieciństwo w cieniu epidemii
9. Od Rodziewiczówny do Kościuszki
5. Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie
2. Bajka w harcerstwie
8. Ziemianin i artystka
18. Rodzinne historie
15. Kajka w kamieniu
13. Olsztyn: Warmiacy i Mazurzy
10. Wojna!
3. Skąd ten talent?
20. Pamiętajmy o Bajce!
7. Wnuczka o profesorze Laszczce
6. Mistrz i uczennica
19. Współcześni o rzeźbiarce
12. Powojenna tułaczka
11. Stracony dorobek
16. Rzeźby parkowe
4. Trzy razy Piłsudski
21. Wystawa
1901
1972
Olsztyn, 2023 r.
Źródła
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
1. Dzieciństwo w cieniu epidemii
Szkarlatyna (płonica) jest ostrą chorobą zakaźną. Większość zachorowań notuje się w okresie jesienno-zimowym. Na szkarlatynę częściej chorują dzieci niż dorośli. Na początku XX wieku była jedną z cięższych chorób wieku dziecięcego, z bardzo wysoką śmiertelnością.
Bajka Śwityczówna w wieku dwóch lat, ok. 1904 r.
Mapa Polski w okresie międzywojennym
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
2. Bajka w harcerstwie
W dwudziestoleciu międzywojennym przez organizacje harcerskie w II RP przeszły setki tysięcy młodych Polek i Polaków, a najwyższą jakość harcerskiego wychowania członkowie ZHP okazali ojczyźnie w tragicznych czasach II wojny światowej.
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
Z Kobrynia wyjechała na studia w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Był rok 1924. Krakowska Akademia przyjmowała kobiety studentki dopiero od 1918 roku.
(1901-1972)
3. Skąd ten talent?
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
. .
(1901-1972)
4. Trzy razy Piłsudski
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
5. W Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie
Nie smuć się nigdy, gdy cię spotka jakie niepowodzenie, bo osłabisz siły do pracy, która może utrwalić twoją przyszłość. Konstanty Laszczka "Gawędy z uczniami" 1927 r.
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
Gdy była studentką, prof. Konstanty Laszczka wyrzeźbił w drewnie lipowym jej piękny portret pt. „Bajka”. Ona dwa lata przed śmiercią profesora odwiedziła go w Krakowie i wykonała jego popiersie, na którym złożył swój autograf. W grudniu 1945 roku, gdy dowiedziała się, że przeżył wojnę, napisała do niego pełen emocji list: „Psoreńko moja! Słowa są za ubogie, ażebym mogła wyrazić, co się ze mną działo, gdy zdobyłam konkretne wiadomości, że jesteś, że żyjesz, że przetrwałeś, i że, niestrudzony Rzeźbiarzu mój, tworzysz w dalszym ciągu, z radości złapał mię płacz i śmiech razem. Wionęło na mnie zapachem młodości, siły i uczuć gorących – bo w tem wszystkim właśnie byłeś Ty! Ty, mój mistrz i nauczyciel, Ty moja młodość i uczucie. Właśnie z perspektywy czasu, przez pryzmat tęsknoty i cierpienia widzi się rzeczywistą istotę tego, co przeszłością być zaczęło.”
(1901-1972)
6. Mistrz i uczennica
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
7. Wnuczka o profesorze Laszczce
Teresa Janota: Dziadek, a potem moja mama, zachowali listy, jakie Bajka pisała do niego. Od czasu ukończenia przez nią studiów pisali do siebie, gdy rzeźbiarka wróciła w rodzinne strony na Polesie. W listach niekiedy nazywała go Jowiszem, w mitologii rzymskiej to bóg nieba, burzy i deszczu. Bajka chciała tak nazwać swojego syna. Urodziła się córka, więc dostała na imię Jowita.
Jedna z najbardziej znanych rzeźb Konstantego Laszczki "Smutna"
Rozmowa z Teresą Janotą, wnuczką prof. Konstantego Laszczki, cz.1
Rozmowa z Teresą Janotą, wnuczką prof. Konstantego Laszczki, cz.2
Muzeum Konstantego Laszczki w Dobrem k. Mińska Maz. Obejrzyj jego rzeźby
Muzeum Ziemi Mińskiej w Mińsku Mazowieckim.
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
8. Ziemianin i artystka
prof Jan Widacki o Bajce
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
9. Od Rodziewiczówny do Kościuszki
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
ŻEGNAJ, KOBRYNIU, NA ZAWSZE Opuszczenie rodzinnego domu, kochanego miasta na Polesiu, krajobrazów pełnych mgieł, mokradeł, łąk, śmierć wielu przyjaciół, znajomych, zamordowanie Karola Widackiego, zostawienie dorobku rzeźbiarskiego było tak bardzo bolesne dla rzeźbiarki, że nigdy nie wracała do tego tematu. Nigdy też nie odwiedziła Kobrynia. To, co się dało, ona i mąż spakowali, trochę mebli, pianino przybranej mamy, zdjęcia i pojechali w nieznane. Zaczęła się trudna powojenna tułaczka.
WIERSZ DLA CÓRKI Nie proś, dziecino, dzisiaj o bajki, Gdzie śpią królewny, rycerze, ptaki, Gdzie gnomy kują skarb swój bogaty, Gdzie krasnoludków zaklęty świat. (…) Oczęta otwórz, rączki na serce, uszki na wiatr. Wsłuchaj się w poszum zaklętych Tatr. Patrz – w tęczy opali powstaje jaśń. To upragniona, promienna, własna W szumie sztandarów i szczęku stali Idzie ku Tobie- polska baśń. 1943 r. dla Karyny
10. Wojna!
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
11. Stracony dorobek
Większość przedwojennych rzeźb Balbiny Świtycz-Widackiej przepadła. Te, które wyrzeźbiła w Kobryniu, zostawiła, opuszczając Polesie. Rzeźby wykonane w Warszawie zostały w większości zniszczone w czasie wojny. Oto niektóre z nich:
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
12. Powojenna tułaczka
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
„Tu należę do związku plastyków olsztyńskich, biorę udział w wystawach — kocham tę ziemię i dlatego będę miała wystawę zasłużonych dla Warmii i Mazur”.
13. Olsztyn: Warmiacy i Mazurzy
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
W latach 60. XX w. Balbina Świtycz-Widacka jeździła do Warszawy, by wykonać popiersia znanych aktorów, naukowców, pisarzy. Twarze Ćwiklińskiej, Barszczewskiej, Tatarkiewicza, Kotarbińskiego, Wiecha, Iwaszkiewicza, Lorentza były prezentowane na wystawach w Warszawie i Olsztynie.
(1901-1972)
14. Twarze znanych Polaków
Stanisław Lorentz
Jarosław Iwaszkiewicz
Stefan Wiechecki Wiech
Władysław Tatarkiewicz
Mieczysława Ćwiklińska
Elżbieta Barszczewska
Stanisław Kulczyński
Tadeusz Kotarbiński
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
Michał Kajka ( Kayka), ur. 27 września 1858 w Skomacku Wielkim, zm. 22 września 1940 w Orzyszu – mazurski poeta ludowy, artysta, działacz na rzecz polskości Mazur.
15. Kajka w kamieniu
Po ogłoszeniu, kto będzie twórcą pomnika Michała Kajki, rzeźbiarką zainteresowała się prasa. W „Gazecie Białostockiej” w artykule pt. ”Kobieta – twórca piękna” artystka mówiła: "— Pracę nad pomnikiem rozpocznę dopiero wiosną. Rodzi się jednak nowe zagadnienie — gdzie mam to robić? Nie mam pracowni, w tym jednym pokoju? — A może w łazience — podpowiedziałem — blisko woda… — Cóż z tego, kiedy łazienka wspólna… Zdaje mi się, że władze powinny dołożyć swoją cegiełkę do budowy pomnika Kajki, udostępniając p. Świtycz-Widackiej jakieś pomieszczenie, dobrze oświetlone, gdzie mogłaby pomnik wykonać."
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
Najbardziej znane rzeźby: Wiosna, fontanna Ryba z dzieckiem i Amor na czatach w parku Podzamcze w Olsztynie.
(1901-1972)
16. Rzeźby parkowe
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
17. Patroni szkół
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
Balbina Świtycz-Widacka szukała tematów wszędzie, także w najbliższym otoczeniu. I tak jak malarze portretują swoich bliskich, tak ona wyrzeźbiła swoją rodzinę. Utrwaliła swoją historię rodzinną.
(1901-1972)
18. Rodzinne historie
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
19. Współcześni o rzeźbiarce
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
20. Pamiętajmy o Bajce!
Czy Olsztyn pamięta o swojej rzeźbiarce? – pytała kilka lat po śmierci Balbiny Świtycz-Widackiej jej przyjaciółka Maria Kulczyńska. Dziś, po ponad 50 latach, nadal nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie.
1901
1972
Balbina Świtycz-Widacka
(1901-1972)
21. Zapomniane rzeźby Balbiny Świtycz-Widackiej w fotografii
Na wystawę Beaty Brokowskiej i Sławomira Ostrowskiego (27 XI-11 XII 2024) w Galerii Stary Ratusz Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie złożyło się ponad 30 fotografii zapomnianych portretów rzeźbiarskich Balbiny Świtycz-Widackiej. Podczas wernisażu studentka rzeźby na Wydziale Sztuki UWM Luise Szczepanski w obecności publiczności wykonała w glinie popiersie Balbiny Świtycz-Widackiej. Opiekunem artystycznym wydarzenia był dr Izydor Borys z UWM. Fot. Sławomir Ostrowski
Ekspozycję współfinansował Samorząd Olsztyna. Współpraca: Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne „Pojezierze” w Olsztynie.
1901
1972
quiz o Balbinie Świtycz-Widackiej
wyrzeźbiona historia
START
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
Powodzenia!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Gdzie urodziła się Balbina Świtycz-Widacka?
W Mohylewie
W Brodnicy
We Lwowie
W Krakowie
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
Upss!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
DOBRAODPOWIEDŹ!
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
3 400 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
Która z wymienionych osób pozowała rzeźbiarce w okresie międzywojennym?
Jadwiga Smosarska
Jan Kiepura
Maria Dąbrowska
Aleksandra Piłsudska
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
ŹLE!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
SUPER!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Który profesor ASP w Krakowie uczył rzeźby Balbinę Śwityczównę?
Xawery Dunikowski
Leon Wyczółkowski
Konstanty Laszczka
Henryk Kuna
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
ZŁA ODPOWIEDŹ!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
ŚWIETNIE!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Którą z rzeźb Balbiny Świtycz-Widackiej ofiarowano marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu?
Wiosnę
Brydżystów
Poleszuczkę z dzieckiem
Tadeusza Kościuszko
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
BŁĄD!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
CORAZ LEPIEJ!
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Wskaż nazwisko aktorki, której popiersie wykonała rzeźbiarka.
Elżbieta Barszczewska
Nina Andrycz
Krystyna Feldman
Danuta Szaflarska
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
NIEPOPRAWNIE!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
DAJESZ RADĘ!
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Czym, poza rzeźbiarstwem, zajmowała się Balbina Świtycz-Widacka?
Malowała obrazy
Pisała wiersze
Aktorstwem amatorskim
Grała na fortepianie
1 100 POINTS
6 3.200 POINTS
2 200 POINTS
7 6.400 POINTS
BŁĄD!
3 400 POINTS
8 12.800 POINTS
4 800 POINTS
9 25.600 POINTS
5 1.600 POINTS
10 50.000 POINTS
GRASZ OD POCZĄTKU?
DOBRA PASSA!
1 100 POINTS
6 3.200 POINTS
2 200 POINTS
7 6.400 POINTS
3 400 POINTS
8 12.800 POINTS
4 800 POINTS
9 25.600 POINTS
5 1.600 POINTS
10 50.000 POINTS
Jakich przedmiotów uczyła w gimnazjum w Kobryniu?
Języka polskiego
Rysunków
Matematyki
Geografii
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
ŹLE!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
JESTEŚ BLISKO!
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
W jakim mieście znajduje się grób rzeźbiarki?
W Brodnicy
W Kobryniu
W Olsztynie
W Krakowie
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
ZŁA ODPOWIEDŹ!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
PRAWIE KONIEC!
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Czyje popiersie, dłuta rzeźbiarki, stoi przed I LO w Olsztynie?
Wojciecha Kętrzyńskiego
Seweryna Pieniężnego
Marii Konopnickiej
Adama Mickiewicza
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
JESZCZE RAZ!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
A TERAZ FINAŁ!
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
3 400 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
Jak znajomi i rodzina nazywali rzeźbiarkę?
Balbinka
Bajka
10
Balba
Balbina
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
O ŻESZ TY!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
GRASZ OD POCZĄTKU?
1 100 PUNKTÓW
6 3.200 PUNKTÓW
2 200 PUNKTÓW
7 6.400 PUNKTÓW
BRAWO!
3 400 PUNKTÓW
8 12.800 PUNKTÓW
4 800 PUNKTÓW
9 25.600 PUNKTÓW
5 1.600 PUNKTÓW
10 50.000 PUNKTÓW
JESTEŚ EKSPERTEM!
50.000 PUNKTÓW
POWRÓT NA START
W XIX wieku rzeźbiarstwo, jako sztuka „brudna” i wymagająca wysiłku fizycznego, stanowiło dziedzinę przeznaczoną dla mężczyzn, więc przetarcie szlaku przez kobiety dla kobiet było pionierską drogą. Krytyka artystyczna tamtych czasów nie mogła sobie poradzić z faktem, że kobiety wzięły do ręki dłuto. Krytycy docenili, że panie rzeźbią, ale nie wykształcili odpowiedniego języka i recenzje były oparte na opozycji męsko-damskiej. „Gdybym nie wiedział, że jest to dzieło delikatnej, damskiej rączki, myślałbym, że jest to dzieło silnej męskiej ręki” - to jeden z cytatów z „Tygodnika Ilustrowanego”. To tendencja, która utrzymywała się przez cały XIX wiek. Dr Ewa Ziembińska, kuratorka wystawy „Bez gorsetu. Camille Claudel i polskie rzeźbiarki XIX wieku” w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Pomnik dłuta Balbiny Świtycz-Widackiej przetrwał II wojnę światową. Gdy Kobryń przestał być polskim miastem, stał się częścią Białorusi, Kościuszko trafił do magazynów twierdzy w Brześciu. Jak podaje Lachowicz, dopiero w 1988 roku pomnik znalazł swoje miejsce w Siechnowiczach, gdzie powstała szkoła im. Tadeusza Kościuszki. Właścicielami majątku Siechnowicze w XVIII wieku była rodzina Kościuszków. Z informacji uzyskanych przez autorkę tekstu, popiersie znajduje się obecnie w zupełnie innym miejscu, jest zapomniane.
— W latach 50. w Brodnicy rodzina Widackich wynajmowała mieszkanie w kamienicy przy ulicy Kolejowej 26, tam też Balbina miała pracownię. Po budynku nie ma śladu, został wyburzony około roku 2002-2003 przy budowie ronda — opowiada Piotr Stanny, dziennikarz, dyrektor Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej w Brodnicy. — Trochę pamiątek po rzeźbiarce w Brodnicy zostało, m.in. na fasadzie kościoła i klasztoru ojców franciszkanów – figury św. Antoniego i Franciszka oraz symbol franciszkanów – dwie dłonie z krzyżem.
Uczennica Balbiny Świtycz-Widackiej Halina Pieturówna, pisała w swoich wspomnieniach: "Nie wiedziałam o tym, że pomnik Kościuszki przy ul. Piłsudskiego był jej dłuta. Tam jeszcze stały armaty ze zwróconymi lufami na wschód, a mój Tatuś tłumaczył mi, że tam, na wschodzie, jest wielki wróg - bolszewicy. Biedny, walczył w POW, był patriotą i oddał za to życie - nie wiemy kiedy, nie wiemy gdzie. Był chory, może w drodze zmarł (podczas zsyłki na Sybir - red.) i wrzucili w śnieg."
Pomnik stał się ważnym miejscem dla mieszkańców Kobrynia. Tam odbywały się defilady, parady i uroczystości rocznicowe. Widać to na zdjęciach: defilada 83. pułku piechoty przed pomnikiem Kościuszki w Kobryniu w 1934 roku. Zdjęcia udostępnił mi pan Andrzej Wojciech Rymut, którego dziadek służył w tym pułku. Na zdjęciu widać władze miasta i dowództwo nie tylko 83 pułku, ale także dowódca 30 Dywizji Piechoty, w skład której wchodził 83 pułk, a więc musiało to być ważne święto.
W pracowni rzeźby
W czasie studiów Bajka miała kłopoty finansowe, podobnie jak wszyscy studenci. Żyła bardzo oszczędnie, udzielała korepetycji. W ostatnich dwóch latach studiów została asystentką profesora, co trochę podreperowało jej budżet. W pamięci swoich studentów Laszczka zapisał się jako „kochany Profesor”, zawsze życzliwy i szczerze zainteresowany rozwojem młodych talentów. Balbina nazywała swojego nauczyciela i mistrza „Psoreńką”, w każdym razie tak tytułowała go w listach. Przez pięć lat studiów zdobyła wiele pochwał, ocen celujących.Na zdjęciu Balbina z kolegami w pracowni rzeźby.
IZAAK ZALCMAN W czerwcu 1941 roku do Kobrynia wkroczyli Niemcy. Latem tego samego roku do domu wrócił Iwon Widacki, ale szybko wyjechał na wieś, by nie rzucać się w oczy Niemcom. Niemcy od razu stworzyli w mieście getto dla Żydów. Narastały represje wobec nich - musieli nosić naszywki na ubraniach, mieć ogolone głowy, brakowało żywności. W czerwcu 1942 roku Niemcy spędzili mieszkańców na plac w centrum pod pretekstem wywózki do obozów pracy. Wszyscy zostali zamordowani. W październiku 1942 roku nastąpiła likwidacja getta. Do domu Balbiny Świtycz-Widackiej zastukał pewnej nocy jej dawny uczeń z gimnazjum w Kobryniu. Izaak Zalcman prosił o ratunek. Bajka mimo że wiedziała, że za ukrywanie Żyda groziła śmierć, ukryła go w szafarni, skąd czasami wychodził w nocy do mieszkania. Dostawał jedzenie. Przesiedział w kryjówce od października do końca grudnia 1942 roku. Pilnował go tam ukochany pies rodziny Era. W grudniu chłopak został wyprawiony do Generalnego Gubernatorstwa z dokumentami wystawionymi na Kierzkowskiego. We wrześniu 1965 roku do Balbiny Świtycz-Widackiej przyszedł list „Pani Bajko, Zapewne przypomina Pani sobie młodego chłopaka o nazwisku Zalcman, któremu Pani życzliwie udzieliła schronienia w swoim domu w Kobryniu w 1942 roku…” Jerry Salzman przez wiele lat szukał swojej wybawczyni. Gdy otrzyma jej adres, pisał: „Nie znajduję słów, by wyrazić swoje wzruszenie…”. Wymieniali listy, aż wysłał rzeźbiarce zaproszenie do USA, gdzie mieszkał. Jednak nie zdążyła pojechać, zmarła. Po latach spotkał się z jej córką i wnukiem w Polsce. Pytałam panią Jowitę, dlaczego rzeźbiarka nie dostała medalu „Sprawiedliwy wśród narodów świata”, odpowiedziała, że „nie dopilnowała”, by uratowany wystąpił o jej uhonorowanie.
- Od dziecka lepiłam w glinie. Chociaż w domu namawiali mnie, żebym została lekarzem, jak mój tato i przybrany dziadek, marzyłam o rzeźbie – mówiła Balbina Świtycz-Widacka w jednym z wywiadów. Gdy okazało, że Bajka jest uzdolniona artystycznie, jej przybrany dziadek, Józef Witkowski, postanowił przerobić łaźnię stojącą w ogrodzie domu w Kobryniu na pracownię rzeźbiarską dla wychowanicy. Do tej pracowni ze szklanym dachem, dobrze oświetlonej i własnej będzie tęskniła całe życie.
"Ukończyła w pełnym zakresie naukę rzeźbiarstwa"
W archiwum Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w księdze absolutoriów znajduje się świadectwo młodej rzeźbiarki, w którym można przeczytać: „Na podstawie wykazanej w czasie studjów umiejętności w sztuce oraz złożonych egzaminów stwierdza się, że wymieniona ukończyła w pełnym zakresie naukę rzeźbiarstwa w Akademji Sztuk Pięknych w Krakowie z postępem celującym.” (oryginalna pisownia). Świadectwo podpisał 15 listopada 1929 roku rektor Konstanty Laszczka.
Kościół w Horodcu, w powiecie kobryńskim na Polesiu, stan z 1934 roku. W tym kościele Bajka i Iwon Widaccy brali ślub 9 sierpnia 1932 roku. Kościół już nie istnieje i do dziś nie zachował się po nim żaden ślad, natomiast ciekawa jest historia dzwonu. W 1937 roku, pięć lat po ślubie Widackich, na dzwonnicy pojawił się dzwon, podarowany pisarce Marii Rodziewiczównie, pani na Hruszowej, przez mieszkańców Horodca i okolic w 50-lecie jej pracy pisarskiej. Został nazwany Maria. Ofiarodawcy uwiecznili na nim swoją dedykację: „Marii Rodziewicz – wdzięczni parafianie Horodeccy”. A na czaszy dzwonu: „Ducha żarem, serca miłosierdziem, hojną ofiarnością, mocą żywego pisanego słowa służyła sprawie Bożej i umiłowanej Polskiej Macierzy. Dzwonie, dzwoń! Głoś wieczną pamięć zasługi.” Dzwon przetrwał wojnę i okupację. W latach 60. został zdjęty z dzwonnicy i przeniesiony do piwnicy szkolnej, gdzie, zapomniany przez wszystkich, przeleżał do lat 70. I zniknął, przez wiele lat jego los był nieznany. Obecnie dzwon Maria — z ciągle widoczną dedykacją — znajduje się w Mińsku (Białoruś) w mauzoleum poświęconym matkom żołnierzy radzieckich poległych w wojnie w Afganistanie. Zdjęcie kościoła wykonał B. Bosacki dla portalu Rodzima.org Korzystałam z kresy24.pl
Kościół w Horodcu
Teresa Janota z Warszawy, wnuczka rzeźbiarza prof. Konstantego Laszczki, przedwojennego rektora Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, mówi o swoim dziadku i jego studentce Balbinie Świtycz-Widackiej. — Pamięta pani Balbinę Świtycz-Widacką? — Tak, przyjeżdżała do mojego dziadka do Krakowa po wojnie. Gdy ją poznałam, byłam dzieckiem, widywałam ją do śmierci dziadka w 1956 roku, miałam wtedy 14 lat. Prof. Laszczka przed śmiercią był bardzo chory, jednocześnie zachował świetną formę umysłową, był dowcipny, zawsze lubił ludzi, kobiety, dziennikarzy. Dziadek, a potem moja mama, zachowali listy, jakie Bajka pisała do niego. Od czasu ukończenia przez nią studiów, gdy rzeźbiarka wróciła w rodzinne strony na Polesie, pisali do siebie. W listach niekiedy nazywała go Jowiszem, w mitologii rzymskiej to bóg nieba, burzy i deszczu. Bajka chciała tak nazwać swojego syna. Urodziła się córka, więc dostała na imię Jowita. Rzeźbiarka zawsze mówiła dużo i dobrze o swoich córkach: Jowicie i Karynce, bardzo je kochała. Gdy przyjeżdżała do Krakowa, robiła dziadkowi serki — układała je w kształcie tulipana i przykrywała talerzem. Trzeba je było trzymać w cieple, wychodziły takie „śmierdziuszki”. Czekałam z niecierpliwością, aż Bajka zdejmie z talerza wielką tacę. Pamiętałam, że bardzo mi smakowały. — Mieszkała pani z dziadkiem? — Urodziłam się w 1942 roku w Warszawie i gdy miałam sześć tygodni, rodzice przewieźli mnie do Krakowa. Zamieszkaliśmy w domu, który przed wojną postawił dziadek przy ulicy Komorowskiego. Na parterze miał dużą pracownię z mieszkaniem, zatrudniał dwie służące: Zosię i Michalinę. Gdy byłam starsza, schodziłam do niego z drugiego piętra, gdzie mieszkałam z rodzicami. Zawsze robiła na mnie duże wrażenie jego pracownia, pełna narzędzi i rzeźb. Baliśmy się z bratem rzeźby Wodnika, głowy mężczyzny bez włosów, z dziwnym spojrzeniem, opartego na dłoni, o mocno zarysowanych palcach. Było w nim coś takiego, że my, dzieci, woleliśmy odwracać od niego wzrok. Gdy miałam kilka lat, dostawałam od dziadka duże, żółte koperty i tworzyłam na nich pierwsze rysunki. Dawał mi albumy z reprodukcjami. Oglądałam je, słuchaliśmy muzyki, dziadek uwielbiał muzykę, miał dużo płyt, Czajkowskiego i Beethovena. Ulubioną przeze mnie i brata śpiewaczką była Amelita Galli-Curii, która śpiewała znane arie operowe. — Profesor Laszczka był zaprzyjaźniony z Józefem Piłsudskim? — Laszczka z wielkim entuzjazmem przyjął ideę Legionów i ich przywódcę Józefa Piłsudskiego. Znam to z opowieści. Mówiono, że oddał Legionom swoje oszczędności i dwóch synów, bo dwaj wstąpili do wojska. Marszałka i profesora połączyła przyjaźń. Dziadek zrobił wiele jego popiersi, portretów rzeźbiarskich. Niektóre zaginęły, inne przetrwały wojnę. Sporo prac dziadka można zobaczyć w muzeum Laszczki w Dobrem na Mazowszu, blisko Makówca Dużego, gdzie urodził się mój dziadek. W Krakowie marszałek wpadał do pracowni dziadka na Akademii na partyjkę szachów. Szachy obecnie wróciły na swoje miejsce i znów znajdują się w Akademii Sztuk Pięknych. — A pani w co grała z dziadkiem? — W warcaby, w wilka i owcę, gry odpowiednie do mojego wieku. — Jeśli profesor był taki serdeczny wobec wnuków, to jaki był wobec studentów? — Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, wiem jednak z jego „Gawęd z uczniami”, że bardzo szanował swoich studentów i leżało mu na sercu ich dobro, kariera. Wobec nas, wnuków, nigdy nie był czułostkowy, ale wesoły, serdeczny, mówił nam wierszyki. — Zawodowo poszła pani w ślady dziadka? — Trudno się uważać za artystę, jak się ma takiego artystę w domu. Skończyłam studia graficzne, byłam grafikiem. A moi profesorowie z Akademii Sztuk Pięknych, wspominając dziadka, wypowiadali się o nim zawsze z szacunkiem. Chciałam ilustrować książki, ale z tego nie dało się wyżyć. Robiłam mozaiki z mężem. Potem rzuciłam się w pracę samorządową, cztery lata byłam wiceburmistrzem w Wawrze, byłam radną, założyłam Uniwersytet Trzeciego Wieku, który działa do dziś.
Teresa Janota z Warszawy, wnuczka rzeźbiarza prof. Konstantego Laszczki
Drugim portretowanym ministrem był Józef Kordjan-Zamorski (1890-1983), który walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, ostatni komendant główny Policji Państwowej. Zależało mu na podniesieniu wyszkolenia oraz wzrostu efektów pracy policji. Utrzymywał kontakty z policjami innych państw. Zanim trafił do rządu, skończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, tę samą uczelnię, którą skończyła rzeźbiarka. Kordjan-Zamorski od 1910 roku studiował z przerwami malarstwo u Józefa Mehoffera i grafikę u Jana Pankiewicza. Studia ukończył dopiero w 1918 roku. Może podczas sesji pozowania mieli z rzeźbiarką wspólne tematy do rozmowy o sztuce? Także popiersie głównego komendanta nie zachowało się. Istnieje jedynie zdjęcie rzeźby w Narodowym Archiwum Cyfrowym. W lutym 1939 roku powstało popiersie Aleksandry Piłsudskiej (opis znajduje się w rozdziale „Trzy razy Piłsudski”).
WYWÓZKI 10 lutego 1940 roku rozpoczęły się wywózki na Sybir prowadzone przez NKWD. Ktoś – i to z bliskich znajomych – doniósł na Balbinę Świtycz-Widacką, że jest żoną ziemianina. Politruk, który dowiedział się o tym donosie, już wcześniej zajął część domu Widackich i obserwował życie samotnej matki z dwojgiem małych dzieci. Okazał się ludzki, oddał jej obciążające dokumenty, mówiąc „Mnie was żałko, was i waszych rebionków”. Balbina z córkami daremnie czekały na wiadomości o mężu i ojcu. Niekiedy nadchodziły straszne wieści o jego śmierci, że ktoś go widział wchodzącego do schronu, który został wysadzony w powietrze, ale nie wiadomo, czy prawdziwe. Władza radziecka postanowiła wykorzystać talent rzeźbiarski artystki. Urzędnicy zlecili jej wykonanie do filharmonii i muzeum w Mińsku oraz dla teatru w Brześciu nad Bugiem portrety pisarzy: Gorkiego, Czechowa, kompozytorów Szopena, Beethovena i Czajkowskiego, reżysera teatralnego Stanisławskiego. Rzeźbiarka dużo pracowała, by utrzymać rodzinę, rzeźbiła głowy znajomych, kompozycje, dostawała za to pieniądze, albo miód, opał, mąkę. Matka z dziewczynkami nie znały dnia ani godziny, bały się wywózek. Mama uczyła dziewczynki patriotycznych wierszy, których była autorką, by w razie wyjazdu w nieznane, zawsze pamiętały, że są Polkami. „Dziś trzeba kochać tę krew czerwoną, co nam ojczyzny zalewa łono, co wciąż z otwartej tryska nam rany, że wschód i zachód jest nią zalany. Dziś, gdy nas ciasno skuto w kajdany, Gdy mord, pożoga, zbrodnia, szykany Rwą nasze gniazda, stawiają siecie Na naszych ojców, matki i dzieci.” (Balbina Świtycz-Widacka)
„Ełk nie pamięta chyba tylu gości, ilu zjechało w ubiegłą niedzielę, by uczestniczyć w uroczystości odsłonięcia pomnika ludowego poety i działacza, wielkiego Mazura — Michała Kajki”— pisał na pierwszej stronie „Głos Olsztyński” o „uroczystościach Kajkowskich”. I wyliczał: „Zgromadzili się działacze polityczni, naukowcy, literaci, przedstawiciele prasy i radia z całego kraju, działacze plebiscytowi, a przede wszystkim młodzież”. Pomnik odsłonił „w uroczystej ciszy” – jak pisały gazety - poseł Bolesław Podedworny. „Rozlega się hymn narodowy. Delegacje składają u stóp pomnika wieńce i wiązanki kwiatów”. Poeta, skromny cieśla i murarz, staje się tego dnia bohaterem narodowym. Na zdjęciach olszyńskiego dziennikarza Włodzimierza Mamińskiego widać tłumy ludzi. Relacje z wydarzenia opublikowały też inne pisma: „Warmia i Mazury”, „Panorama Północy”, „Gazeta Białostocka” i wiele innych. I co najważniejsze — w większości publikacji pojawiało się nazwisko autorki. Czy ona sama była na uroczystości? Nie wiadomo. Na żadnym zdjęciu jej nie widać.
Śpiewał i rzeźbił Ocalało popiersie Leonarda Demarczyka (1911-1966), ojca piosenkarki Ewy Demarczyk, który studiował w pracowni rzeźby Laszczki w Krakowie w latach 1929-1935. „Młody rzeźbiarz” z drewna lipowego powstał na przełomie 1929-1930. Ewa Demarczyk mówiła w wywiadzie udzielonym Bohdanowi Gadomskiemu („Angora”, 29 06 1998): „Głos odziedziczyłam po ojcu, który miał wspaniały tenor o niepowtarzalnym dramatycznym brzmieniu. Miał słuch absolutny i grał na wielu instrumentach”. Popiersie jest obecnie własnością muzeum w Toruniu, zostało kupione w 1967 roku od syna Laszczki.
Leszek Celej, dyrektor Muzeum Ziemi Mińskiej w Mińsku Mazowieckim
Sienkiewicz z brązu
Rok 1927. Balbina Śwityczówna i prof. Konstanty Laszczka pozują przy pomniku Henryka Sienkiewicza dłuta profesora w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Rzeźba z brązu autorstwa Laszczki stanęła w Bydgoszczy, a pomnik odsłaniał w lipcu 1927 roku sam prezydent Ignacy Mościcki. To była wielka ogólnopolska uroczystość. Koncert w filharmonii w Bydgoszczy poprowadził Feliks Nowowiejski. Gdy w 1939 roku Niemcy weszli do Bydgoszczy, zburzyli pomnik. Po wojnie miał być odbudowany, Bajka miała pomagać Laszczce w tym dziele. Jednak tak się nie stało. Zbiórka pieniędzy trwała 20 lat, projekt wykonał Stanisław Horno-Popławski, odsłonięcie odbyło się w 1968 roku. Laszczka nie żył już od 12 lat.
W 150-lecie Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych naród polski złożył narodowi amerykańskiemu oryginalny prezent – życzenia, pod którymi podpisała się jedna piąta Polaków, to aż 5,5 miliona podpisów! 111 tomów z autografami znajduje się w Bibliotece Kongresu USA, która pełni funkcję biblioteki narodowej. Pomysłodawcom księgi zależało nie tylko na podpisach ważnych osobistości i ministrów – Józefa Piłsudskiego czy prezydenta Ignacego Mościckiego - ale także na podpisach uczniów z małych szkół i zwykłych ludzi. Dzięki staraniom Biblioteki Kongresu oraz polskiej ambasady w Stanach Zjednoczonych i Biblioteki Polskiej w Waszyngtonie kolekcja została zdigitalizowana i opublikowana online. Postanowiłam sprawdzić, czy nie ma w księdze podpisu rzeźbiarki. Wśród wielu nazwisk studentów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie znalazłam jej autograf – dzięki temu, że bardzo dobrze go znam. W 1926 roku Bajka była studentką ASP w Krakowie. Sprawdziłam tę uczelnię na portalu polska1926.pl. Na pierwszej karcie ASP znajdują się podpisy wykładowców. Wśród nich ten najważniejszy podpis w biografii Balbiny Śwityczówny. Ten, który figurował na jej wszystkich zaliczeniach, kolejnych latach studiów, a w 1929 roku na dyplomie kończącym studia – nauczyciela rzeźby i mistrza – Konstanty Laszczka prof. Konstantego Laszczki. Jest tam także podpis Xawerego Dunikowskiego, także ucznia prof. Laszczki. Niektóre instytucje dodawały elementy graficzne. Tutaj znalazła się piękna autolitografia wnętrza kościoła Mariackiego w Krakowie autorstwa prof. Leona Wyczółkowskiego. I dedykacja "Wielkiemu Narodowi Amerykańskiemu w rocznicę niepodległości profesorowie i zarząd Akademji Sztuk Pięknych w Krakowie". Na kolejnej stronie znajdują się podpisy studentów. W ósmym rzędzie z prawej strony podpisała się B. Śwityczówna. Skany źródło: polska1926.pl
W ósmym rzędzie z prawej strony podpisała się B. Śwityczówna. Skany źródło: polska1926.pl
W wywiadzie udzielonym pod koniec sierpnia 1961 roku Edwardowi Bonusiakowi, dziennikarzowi „Głosu Olsztyńskiego”, rzeźbiarka opowiadała, jak wyglądało umówienie się na sesję z filozofem Tadeuszem Kotarbińskim (1886-1981): — Poszłam do PAN, przyjęła mnie sekretarka. Wyłuszczyłam powód wizyty i dostałam odprawę, ponieważ profesor jest ciągle zajęty i nie ma absolutnie czasu na coś takiego jak pozowanie. Nie poddałam się, ale kiedy w końcu dostałam się do jego gabinetu, przekonałam się, że sekretarka nie przesadzała. Terminarzyk dzienny wygląda jak mapa: dzień po dniu, godzina po godzinie narady, zjazdy, konferencje, kongresy, wykład, wyjazdy. Zgodził się jednak pozować, oferując mi dwa półgodzinne posiedzenia. Przeraziłam się, no bo co można w tak krótkim czasie zrobić? Kiedy po raz drugi profesor przyjechał do mojej pracowni i ciągle spoglądał na zegarek, zaczęłam biadolić: „Czy pan, który jest apostołem dobrej roboty, pozwoli, żebym zrobiła kicz?”. To wywołało już pewne wrażenie. Później profesor wypowiadał się, że jest za smutny w swojej podobiźnie. Usprawiedliwiałam się: „Jak rzeźba może być wesoła, kiedy artysta jest w rozpaczy, bo za mało dają czasu do pracy?”. To pomogło, dostałam, kosztem jakiejś konferencji, jeszcze pół godziny, które zmieniło się w pięć godzin.
Jowita Solarska (1934-2023), córka Balbiny Świtycz-Widackiej, była pracownikiem naukowym Wyższej Szkoły Rolniczej, potem Akademii Rolniczo-Technicznej i Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Zrobiła doktorat z nauk rolniczych. Całe życie zabiegała o pamięć o rzeźbiarce, upamiętnienie jej. Gromadziła wycinki i pamiątki po Balbinie Świtycz-Widackiej. Gdy zmarła, jej syn Kamil Solarski powiedział: „Mama stanowiła łącznik między światem rzeźb mojej babci a teraźniejszością. Dbała o dorobek babci, wydeptywała ścieżki, gdy trzeba było, prosiła, pukała do wielu drzwi. I, trzeba przyznać, była skuteczna. Prosiła mnie o noszenie rzeźb na wystawy. Podobnie jak mama doceniałem dorobek babci i jej dzieła. Mama była kustoszką pamięci o Balbinie Świtycz-Widackiej. Będzie jej bardzo brakować”.
— Mój tato Kazimierz Pacer, przedwojenny nauczyciel polskiej szkoły w Skajbotach i działacz, zaangażował się w zbiórkę, którą organizował dr Władysław Gębik ze Związku Literatów Polskich w Olsztynie — wspomina Jadwiga Piskorska. — Wyszukiwał w książkach telefonicznych adresy rzemieślników w całej Polsce i wysyłał im kartki z informacją o „cegiełkach” na budowę pomnika Kajki. Dziś powiedzielibyśmy, że szukał sponsorów. Moi bracia i ja pakowaliśmy te kartki do kopert i dołączaliśmy niewielkie tomiki poetów z Warmii i Mazur, także Michała Kajki. Bracia szli na pocztę, ciągnąc mały wózeczek z listami. Pani Jadwiga mówi, że w domu często słyszała nazwisko Balbiny Świtycz-Widackiej. Rzeźbiarka zaledwie sześć lat wcześniej przyjechała na Warmię i Mazury. Zlecenie jej wykonania tego dzieła było docenieniem jej talentu.
Akcja sprzedaży cegiełek powiodła się, zebrano w ten sposób 400 tysięcy złotych. Starczyło na pomnik i wydanie dwóch tomików wierszy Kajki. Rzeźbiarce pozował syn poety Adolf. Ten pomysł podsunęła pisarka i działaczka Emilia Sukertowa-Biedrawina, która znała i Michała, i Adolfa. Zdumiało ją podobieństwo syna do ojca. W „Panoramie Północy” we wrześniu w 1958 roku przypomniała ten moment: „Kiedy zdecydowano na jednym z zebrań organizacyjnych związanych z uroczystością urodzin Kajki o odsłonięciu w Ełku pomnika „wieszcza i nauczyciela mazurskiego ludu”, poddałam myśl, aby artystce rzeźbiarce p. Świtycz-Widackiej do postaci na pomniku pozował syn Michała. Artystka uznała mój wniosek za słuszny. Wykonała istotnie głowę, twarz, ręce i całą postać, tak jak ja go widziałam i widzę oczyma duszy”. Powstałe przy okazji popiersie poety (nie pomnik) opisywał w „Głosie Olsztyńskim” dziennikarz Edward Bonusiak, który zobaczył je na wystawie w zamku w Olsztynie: „Głowa Kajki. Uśmiecha się do nas jowialnie dobrotliwa twarz staruszka, przymknięte oczy, lekko pochylona głowa do przodu – oddają jakieś zażenowanie, a może zadowolenie lub znużenie. Świtycz-Widacka wiele powiedzieć o Kajce jako o człowieku. Niewątpliwie rozumie go ona dobrze, jak i jego poezję. Stara się przybliżyć go ludziom. W pełni jej się to udaje”. Sama rzeźbiarka wspominała Adolfa Kajkę w rozmowach z wnukiem Kamilem Solarskim. — Gdy byłem dzieckiem, uwielbiałem podróże koleją i namawiałem Baję, bo tak nazywałem babcię, na wyjazd pociągiem – pretekstem zawsze było oglądanie jej prac. Gdy jechaliśmy do Ełku, by zobaczyć pomnik, zawsze mówiła z goryczą, że syn tak zasłużonego mazurskiego poety stara się o wyjazd do Niemiec.
Wojciech Kętrzyński, urodził się na Mazurach w Giżycku jako Adalbert von Winkler. Sam nauczył się polskiego, a potem był wieloletnim dyrektorem Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, został patronem Szkoły Podstawowej nr 15 w Olsztynie. Był 1965 rok. „Przygotowanie uroczystości nadania patrona szkole stało się wielkim przedsięwzięciem, opowiadała mi Trzeba było zorganizować fundusze na popiersie, szukać rzeźbiarza, w tym przypadku była to znana wtedy Balbina Świtycz-Widacka” - wspominała ówczesna pani dyrektor Halina Wawrzyniak. Na zdjęciach w szkolnej kronice widać, z jakim wielkim rozmachem została zorganizowana uroczystość 1 września 1965 roku. Przyszło bardzo wielu gości. Mijały lata. Popiersie dłuta Balbiny Świtycz-Widackiej, które stało na korytarzu, nie wytrzymało próby czasu, prawdopodobnie pękło, bo było wykonane z gipsu. Nie pozostał po nim ślad. W 2011 roku powstał pomysł, by nowe popiersie wykonała wnuczka jednej nauczycielki — Vanessa Kurmin. I tak się stało.
Rok 1939. Popiersie Aleksandry Piłsudskiej
W styczniu 1939 roku do Balbiny Świtycz-Widackiej przyszedł list: „Wielce Szanowna Pani! Zawiadamiam uprzejmie, iż Pani Marszałkowa Aleksandra Piłsudska wyraziła zgodę, by pozować Szanownej Pani do rzeźby-portretu w marcu bieżącego roku. Proszę przyjąć wyrazy głębokiego szacunku i poważania”. List podpisał dyrektor muzeum Józefa Piłsudskiego w Belwederze A. Borkiewicz, podpułkownik. Data: 18 stycznia 1939 r. Balbina Świtycz-Widacka pojechała więc do Warszawy, by rzeźbić popiersie Piłsudskiej. — Spotykały się w Sulejówku. Mama wspominała, że w sulejowskim dworku poznała obie córki Piłsudskich — Wandę i Jadwigę — a gdy podano obiad, poczuła się jak w domu, bo na stole pojawił się serwis ćmielowski z charakterystycznym greckim ornamentem, a taki sam mieliśmy w domu. Do dziś go mam, choć już zdekompletowany — opowiadała mi kilka lat temu Jowita Solarska.
Nalot Wybuch wojny 1 września 1939 roku zaskoczył rodzinę Widackich w Warszawie. Trwała mobilizacja. Iwon Widacki pożegnał się z rodziną i wyjechał do swojej jednostki. Balbina Świtycz-Widacka musiała sama wrócić do Kobrynia z Jowitą, starszą córką, która była leczona w warszawskim szpitalu. W huku bomb uciekły pociągiem w kierunku Kobrynia, gdzie została młodsza córka. Gdy na stacji Krzywda niemieckie samoloty zaatakowały pociąg pełen cywilów, pasażerowie zaczęli w panice uciekać w pole. Bezbronnych ludzi ostrzelały serie z karabinów maszynowych. Balbina Świtycz-Widacka wyskoczyła z innymi pasażerami z pociągu i na ten widok zamarła. Jak opowiadała mi jej córka Jowita: „Mama skamieniała. Nie mogła wyciągnąć rąk, by zdjąć mnie ze stopni wagonu. Szczęściem, jakiś Żyd, widząc tę scenę, chwycił mnie na ręce, szarpnął oniemiałą matkę i razem stoczyliśmy się z nasypu. Pod kulami dopadliśmy do sadu przy dworcu. Mamusia przykryła mnie swoim ciałem.” Potem powstanie rzeźba, w której Balbina zawarła historię, którą przeżyła w pociągu z dzieckiem, uciekając z Warszawy. Tę scenę rzeźbiarka uwieczni w glinie i nazwie Nalot. Powstanie wyraziste dzieło, w którym wydaje się, że już nie ma nadziei, a jednak od strachu silniejsza jest miłość, bo matka osłania swoim ciałem dziecko.
WOJNA! 1939-1945
W 1958 roku przypadało 100-lecie urodzin Michała Kajki. Już rok wcześniej z inicjatywy Związku Literatów Polskich w Olsztynie powołano Komitet Obchodów Setnej Rocznicy Urodzin Poety Mazurskiego Michała Kajki. Organizatorzy zdecydowali, że rocznicę trzeba uczcić m.in. postawieniem pomnika upamiętniającego poetę w Ełku. Było to miasto położone najbliżej jego miejsca urodzenia — wsi Skomack Wielki. Zapadła decyzja, że pomnik powstanie dzięki społecznej zbiórce. "W tej jednej rzeźbie udało się Świtycz-Widackiej wiele powiedzieć o Kajce jako o człowieku. Niewątpliwie rozumie go ona dobrze, jak i jego poezję To właśnie Balbina Świtycz-Widacka, absolwentka przedwojennej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, uczennica prof. Konstantego Laszczki, jedyna kobieta rzeźbiarka na terenach Warmii i Mazur w latach 50. XX wieku wykonała pomnik mazurskiego poety".
Edward Bonusiak „Głos Olsztyński”, 1958 r.
Balbina Świtycz-Widacka podczas pracy nad pomnikiem Michała Kajki, 1958 rok Fot. Alojzy Kuraczyk, Archiwum Muzeum Warmii i Mazur
Kamil Solarski, wnuk Balbiny Świtycz-Widackiej: Byłem na odsłonięciu pomnika, pamiętam, że padał deszcz i były tłumy. Po latach chodziłem do tej szkoły i codziennie mijałem popiersie Mickiewicza. Lubię je. Jest bardzo dobre! Jak wszystkie prace mojej Bai, nie babci – to słowo było w domu zakazane.
Marian Jurak, prezes Oddziału Warmińsko-Mazurskiego PTTK w Olsztynie: Jako dziecko oglądałem odsłonięcie popiersia Adama Mickiewicza. Szedłem z mamą, zatrzymaliśmy się, widząc tłumy ludzi przed I LO. Padał deszcz, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Samo odsłonięcie popiersia zrobiło na mnie wrażenie. Potem zostałem uczniem tej szkoły, a uczyła mnie polonistka Natalia Żarska, która rozpaliła w nas miłość do Mickiewicza. Jako przewodnik podczas zwiedzania Olsztyna, zawsze pokazuję wycieczkom pomniki artystki, podkreślając, że już przed wojną była znaną rzeźbiarką.
Eda Yukov, olsztyńska rzeźbiarka i malarka: Przychodzę na skwer koło liceum i patrzę na popiersie, bo z prac Balbiny, które znajdują się w przestrzeni miejskiej Olsztyna, właśnie najbardziej lubię Mickiewicza. Świetnie uchwycone podobieństwo i jakie ma spojrzenie! Balbina Świtycz-Widacka to rzeźbiarka, która wniosła powiew wielkiego świata do powojennego Olsztyna.
Nadanie imienia Marii Konopnickiej Szkole Podstawowej nr 5 w Olsztynie odbyło się w maju 1968 roku. 27 maja 1968 roku, czyli z dnia nadania szkole imienia, go nie ma, chociaż fotograficzna relacja jest bardzo szczegółowa. Prawdopodobnie dlatego, że uroczystość odbywała się w sali gimnastycznej, a popiersie stało gdzie indziej. Gdzie? Wyjaśnia to relacja z „Głosu Olsztyńskiego”, opublikowana następnego dnia po uroczystości: „Popiersie dłuta Balbiny Świtycz-Widackiej zostało odsłonięte w szkolnej bibliotece. Przy brzozowym pniu, na którym ustawiono rzeźbę, różowiły się głogi, pęki różnobarwnych tulipanów.” Nadanie imienia odbyło się z wielką pompą: na frontonie szkoły zawisł wielki portret poetki, grała orkiestra symfoniczna filharmonii olsztyńskiej pod dyrekcją Czesława Orsztynowicza, śpiewał szkolny chór, odbyło się uroczyste ślubowanie i prezentacja sztandaru.
W Galerii Rzeźb Balbiny Świtycz-Widackiej w olsztyńskim Kortowie stoi portret prof. Stanisława Kulczyńskiego (1895-1975), botanika, naukowca, polityka. Był to jedyny, przedwojenny rektor w Polsce, który sprzeciwił się wprowadzeniu getta ławkowego i złożył dymisję ze stanowiska rektora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie 7 stycznia 1938 roku. Po wejściu Niemców do Lwowa, 30 czerwca 1941 r., uniwersytet został zamknięty, a kilka dni później 21 profesorów oraz członków ich rodzin (w sumie 37 osób) hitlerowcy rozstrzelali na Wzgórzach Wuleckich. Profesor ocalał, bo nie było go na liście śmierci. Po wojnie organizował od podstaw Uniwersytet Wrocławski i został jego pierwszym rektorem, był nazywany „nadrektorem akademickim” Wrocławia. Gdy w 1964 roku miał powstać we Wrocławiu, m.in. z jego inicjatywy, obelisk upamiętniający zamordowanych profesorów lwowskich, polskie władze nie zgodziły się, by upamiętniał profesorów ze Lwowa, ale by był to pomnik pamięci naukowców, ofiar hitleryzmu. Cenzura nie zgodziła się także na podanie nazwisk pomordowanych naukowców. Prof. Kulczyński, który pełnił wtedy obowiązki wiceprzewodniczącego Rady Państwa, podczas odsłonięcia pomnika w niezwykle emocjonalnym przemówieniu przywołał twarze i nazwiska pomordowanych i ich rodzin. Po każdym nazwisku rozlegały się werble, pochylały się sztandary. „Nie pozostał po tych ludziach ani ślad, ani grób, ostał się cień. Patrzcie i odkryjcie głowy. Zobaczycie za chwilę ich cień na tle jasnych murów zbudowanej polskimi rękoma Politechniki” - mówił profesor.
Stanisław Kulczyński
Prof. Kulczyński ma trzy popiersia we Wrocławiu. W jego ukochanym Zakładzie Botaniki Uniwersytetu Wrocławskiego przy ulicy Kanonii w sali jego imienia, gdzie wygłosił niejeden wykład, stoi popiersie autorstwa olsztyńskiej rzeźbiarki Balbiny Świtycz-Widackiej. Jest białe, w przeciwieństwie do czarnego, olsztyńskiego, z wyrytym nazwiskiem profesora i podpisem autorki.
Fot. Paweł Piotrowski/UWr
Wpis Marii Kulczyńskiej, żony profesora, w księdze pamiątkowej olsztyńskiej galerii.
Przy ulicy Balbiny Świtycz-Widackiej 1 w Olsztynie rośnie dąb upamiętniający rzeźbiarkę. Drzewo posadziła w 25 rocznicę jej śmierci córka Jowita Solarska. Towarzyszyło jej kilka osób reprezentujących Spółdzielnię Mieszkaniową Jaroty oraz mieszkańcy osiedla. Dąb ma się dobrze. Tylko nikt nie wie, że drzewo upamiętnia patronkę ulicy, znakomitą rzeźbiarkę. Przydałaby się tabliczka z taką informacją. W tym roku minęła 26 rocznica posadzenia dębu.
Zostało mi drzewo z gliny Na panią Teresę Stefanowicz trafiłam dzięki krótkiej wypowiedzi Balbiny Świtycz-Widackiej w „Głosie Olsztyńskim” z lat 60, gdzie mówiła o zajęciach plastycznych dla młodzieży w Klubie Garnizonowym w Olsztynie. Wymieniła z nazwiska jedną ze zdolniejszych uczennic - Teresę Stefanowicz. Po prawie 60 latach odnalazłam panią Teresę w Olsztynie. – Chodziłam na zajęcia plastyczne, uczyłam się rysunku u pani Bajki. Ona nauczyła mnie pisma technicznego i potem w szkole długi czas używam pisma technicznego. Prosiła nas, by podpisywać swoje prace i pilnować linijek. I bardzo mi się to przydało. Chorowałam na gruźlicę, jeździłam do sanatoriów, rodzice nie mogli się ze mną zobaczyć, zostawały kartki. Swoje zawsze zapisywałam pismem technicznym. - Po zajęciach z rysunku uczyliśmy się lepienia w glinie. Pani Balbina prowadziła zajęcia bardzo ciekawie, polubiłam je, dobrze mi szło. Miałam widocznie zdolności. Pani Teresa pokazuje mi swoją pracę z tamtych lat. - Dostaliśmy od pani Balbiny słoiki oblepione świeżą gliną. Ja ukształtowałam glinę w formie drzewa, na którym siedzą ptaki. Drzewo to symbol mojego samotnego dzieciństwa, pobytów w sanatorium, gdzie leczyłam się na półrocznych turnusach. To drzewo oddzielało mnie od krzyczącej gromady dzieci, które tak jak ja, były w sanatorium. Wchodziłam na drzewo i tam miałam swoją samotnię. Tę pracę zachowała moja mama, ptaki mają obtłuczone dzioby, ale widać zamysł artystyczny.
Tablica upamiętniającą patrona w dawnej Szkole Podstawowej nr 17 w Olsztynie. W kronice szkolnej z tamtych lat można przeczytać: „Oczom zebranych ukazuje się piękna kompozycja plastyczna złożona z kilka kamiennych brył (…). Autorem projektu i jego wykonawcą jest artysta rzeźbiarz Wiesław Kaczmarek. W tablicę wkomponowano głowę bohatera szkoły wyrzeźbioną przez artystkę Balbinę Świtycz-Widacką. Odpowiednie teksty wykute w kamieniu mówią, kim był redaktor „Gazety Olsztyńskiej” i wskazują fundatora tablicy szkoły — redakcję „Głosu Olsztyńskiego”. Tablicy już nie ma w tym miejscu. W 2006 roku szkoła stała się siedzibą liceum plastycznego. Instalacja trafiła do gimnazjum w Jezioranach, którego patronem był Pieniężny. Patrona i tablicy już nie ma, bo w wyniku reformy oświatowej zniknęły gimnazja.
Zofia otworzyła drogę Bajce
Pierwszą studentką rzeźby w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie była Zofia Baltarowicz-Dzielińska (1894-1970). Konstanty Laszczka dostrzegł talent w szkicach Zofii, jednak bał się podjęcia decyzji, dlatego odesłał Zofię do ówczesnego rektora Józefa Mehoffera. Po zapoznaniu się z pracami młodej artystki Mehoffer zdecydował (w 1917 r.), że zostanie przyjęta do pracowni rzeźby na okres próbny, w czasie którego będzie musiała wykonać rzeźbę. Na podstawie przygotowanej pracy grono pedagogów podjęło wspólną decyzję o przyjęciu Zofii na Akademię. W czasie rozpoczęcia studiów Zofia była jedyną kobietą na 80 studiujących wtedy mężczyzn. Oficjalna decyzja o przyjęciu kobiet na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie zapadła na posiedzeniu grona profesorów 14 grudnia 1918 roku. Balbina Śwityczówna miała otwartą drogę do twórczej pracy.
W 1970 roku odsłonięcie popiersia patrona szkoły Podstawowej nr 7 w Olsztynie przy Alei Przyjaciół w 1970 roku było wielkim wydarzeniem w życiu szkoły. Patronem szkoły został pisarz i polityk Leon Kruczkowski, były więzień niemieckiego oflagu. — Na tę uroczystość wybraliśmy symboliczną datę — 9 maja, wtedy obchodzony jako dzień zwycięstwa, a przecież Kruczkowski był autorem „Pierwszego dnia wolności” oraz „Niemców”, dramatu o antywojennej wymowie — mówi ówczesna kierowniczka szkoły Janina Domańska. Portret Leona Kruczkowskiego u Balbiny Świtycz-Widackiej zamówił komitet rodzicielski. — Rzeźbiarka wykonała zlecenie. Ładne było to popiersie… — dodaje. Do szkoły przyjechała z Warszawy Jadwiga Kruczkowska, żona pisarza, Kruczkowski nie żył już od ośmiu lat. — Pamiętam jej wielkie wzruszenie, gdy zostało odsłonięte popiersie, słychać było szmer na sali — opowiada ówczesna kierowniczka. Popiersia w szkole już nie ma. Stało na korytarzu, zostało uszkodzone.
Brodnica Szukała jednak innego miejsca dla siebie i rodziny. Znalazła Brodnicę nad Drwęcą. Poznany tam fotografik, działacz społeczny Jan Mełnicki wspominał, że jej osiedlenie się był znaczącym wydarzeniem w wątłym życiu kulturalnym Brodnicy. „Przy jej wydatnej współpracy stworzyliśmy Koło Miłośników Kultury i Sztuki. Na początku niewiele rzeźbiła, wykonywała szkice”. Mełnicki udostępnił jej część swojego atelier na pracownię, w której zawsze czekała na artystkę glina. On robił jej fotograficzne portrety, ona wykonała jego popiersie w tzw. sztucznym kamieniu.
Emilia Sukertowa-Biedrawina, pisarka i działaczka społeczno-oświatowa związana z Warmią i Mazurami. Jest patronką Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie. To ona zaproponowała Balbinie Świtycz-Widackiej, by do pomnika Michała Kajki pozował syn poety, który był bardzo podobny do ojca.
W 1924 roku Balbina Śwityczówna została studentką Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W rzeźbie upodobała sobie twarze. Na zdjęciu - pracownia prof. Laszczki. Balbina z dłutem w białym fartuchu.
Harcerstwo było wielką pasją Bajki, nauczyło ją subordynacji, stawiania celów i realizowania ich. Po ukończeniu studiów dostała w 1931 roku nominację na komendantkę V Żeńskiego Hufca Kobryńskiego, w skład którego wchodziła I i II Drużyna w Kobryniu. Nominację wręczyła jej harcmistrzyni Marja Kołodziejowa z Żeńskiej Chorągwi Brzeskiej. Z relacji koleżanek wynika, że była sprawną komendantką. Miłość do harcerstwa zaszczepiła swoim dwóm córkom: Jowicie i Karinie. Gdy po wojnie, już w Brodnicy, Jowita prowadziła I i II Żeńską Drużynę Harcerską, podsuwała jej pomysły, brała też udział w ogniskach, wieczornicach i wycieczkach.
Balbina Śwityczówna - druga od lewej w środkowym rzędzie
Wieszcz z piwnicy Jak wyglądało rzeźbienie wielkiej głowy poety w piwnicy pod rektoratem, gdzie Bajka miała pracownię? Było to małe i niskie pomieszczenie bez możliwości odejścia na kilkanaście kroków, by artystka mogła spojrzeć na dużą głowę z pewnej perspektywy. Rzeźbiarka przedstawiła poetę z paryskiego okresu (lata 1830/1835), z czasów, gdy napisał „Pana Tadeusza”, gdy był jeszcze młodym człowiekiem, po trzydziestce. Bajka uważała, że taki poeta będzie młodzieży najbliższy. W pracy nad rzeźbą pomagał artystce pan Bobrzyk, nauczyciel rysunku i dekorator z teatru Jaracza, ale także córka, a nawet podobno 7-letni wnuk. Ukończoną rzeźba musiała zatwierdzić komisja rzeczoznawców. Potem delikatne, wykonane z gliny, dzieło została załadowane na ciężarówkę i pojechało do Warszawy. Tam pracownicy firmy „Brąz Dekoracyjny” odlali Mickiewicza w brązie. Gazety pisały „W tym miesiącu odsłonięcie pomnika Adama Mickiewicza. Popiersie ma 1,5 metra wysokości, a cokół 3,75 m”.
Iwon Widacki
Urodził się 3 maja 1895 roku w Wojginach na Kresach. — Był synem Wiktora Widackiego i Wiktorii hrabianki Taczanowskiej primo voto Gutowskiej. Ojciec był pułkownikiem armii carskiej i lekarzem wojskowym. Majątek Hliniszcze na Polesiu — w wyniku splotu różnych okoliczności — dostał się w ręce Widackich w XVIII wieku — opowiada prof. Jan Widacki z Krakowa, spokrewniony z Iwonem Widackim, badacz genealogii rodziny. — Iwon miał dwóch braci: Karola, który został zamordowany w 1944 roku i Zygmunta. Gdy byłem na Białorusi, spotkałem kobietę, którą zapytałem, czy pamięta Widackich, może zna okoliczności śmierci Karola. Powiedziała, że w czasie wojny miała 14 lat i pamięta panicza Karola. Wie, że oprawcy go złapali, a on ich błagał, by zabili go na miejscu. Nie posłuchali, przywiązali go do wozu i ciągnęli. Mówiła o nich „partyzany swołocz”. Drugi brat, Zygmunt, zmarł jeszcze wcześniej. Iwo lub Iwon — w dokumentach są dwie wersje imienia — z wykształcenia był inżynierem agronomem. Gdzie kończył studia? W Petersburgu – mówi wnuk. Według prof. Jana Widackiego niewykluczone, że studiował agronomię w Nancy we Francji. I wskazuje, że stryjeczny brat Iwona — Jerzy Widacki — skończył tę uczelnię. Być może Iwon poszedł w jego ślady.
Pisarz i felietonista „Expressu Wieczornego” Stefan Wiechecki, pseudonim Wiech, opisał „Wspomnienia trudnego modela”: „Opustoszały lokal handlowy (na Saskiej Kępie) z bufetem zepchniętym pod ścianę i reklamą Maggi na ścianie, służył Artystce za pracownię, a mnie za miejsce tortur, jakim jest pozowanie na wiedeńskim, wyplatanym krzesełku (…). Tu muszę wyjaśnić, że działo się prawie zaraz po wyzwoleniu i że zdobycie wtenczas lokalu na wytworniejszą pracownię było niepodobieństwem. Jednak w tym byłym spożywczaku, oprócz zapachu kwaszonych ogórków, unosił się Duch Sztuki i Natchnienia i pozował tu pani Balbinie nie byle kto. Przede mną na wiedeńskim krzesełku zasiadali luminarze kultury i nauki, jak na przykład profesor Władysław Tatarkiewicz. (…) Muszę się bić w piersi, że byłem modelem niesfornym. Kręciłem się na krzesełku, omal go nie wywracając (…). Urocza rzeźbiarka znosiła to wszystko z niewysłowionym spokojem i słodyczą (…). Współczułem jej nawet w chwilach, kiedy biedziła się, by ulepić twarz faceta w okularach stanowiących nieodłączoną część mojej fizys (…). Rzeźba jest, według ogólnej opinii, bardzo udana. Bardzo się też podobała, trudnemu, lecz wdzięcznemu pamięci Rzeźbiarki, modelowi, który czasami myślał: jakby się tu z tego pozowania wykręcić?”
"Tak" w Horodecu
9 sierpnia 1932 roku, młoda para Balbina Śwityczówna i Iwon Florjan Widacki powiedzieli sobie „tak” w obecności proboszcza Bronisława Kapralskiego w kościele w Horodecu, w diecezji pińskiej, powiat kobryński, województwo poleskie (dzisiejsza Białoruś). Nie zachowały się żadne zdjęcia z uroczystości. Przeżyli razem tylko 17 lat. On i ona Poznali się w Kobryniu. Wnuk rzeźbiarki Kamil Solarski z Olsztyna mówi, że rodzinna legenda głosiła, że stało się to na balu, ale nie wie, czy tak było naprawdę. Pan młody miał 37 lat, panna młoda – 31. Świadkami byli: Witold Szawłowski – pewnie kolega, ale nic o nim nie wiadomo – oraz Stanisława Witkowska – przybrana matka panny młodej, która wychowywała Balbinę, zwaną Bajką, po stracie obojga rodziców i rodzeństwa we wczesnym dzieciństwie. Balbina, czyli Bajka Urodziła się w 1901 roku w Mohylewie. Gdy miała 4 lata straciła rodziców i rodzeństwo. Jan Widacki podkreśla, że Balbina pochodziła ze starej bojarskiej rodziny Świtycz z kniaziowskimi korzeniami. Gdy wychodziła za mąż, była już rzeźbiarką z dyplomem z wynikiem celującym, absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, nauczycielką w gimnazjum w Kobryniu. Z indeksu z ostatniego roku studiów wynika, że była świetną studentką. Studium rzeźby — bardzo dobry, kompozycja dyplomowa — bardzo dobry, ceramika — bardzo dobry. Dodatkowo zostały wpisane trzy pochwały: za konkurs studium aktu, za prace ceramiczne i za kompozycję. W 1929 roku wróciła do Kobrynia i w tamtejszym gimnazjum uczyła trzech przedmiotów: rysunku, robót ręcznych i gimnastyki.
Władysław Tatarkiewicz
Nieznane są okoliczności powstania podobizny prof. Władysława Tatarkiewicza, filozofa, historyka sztuki, członka Polskiej Akademii Nauk, autora m.in. „Historii filozofii” i „O szczęściu”. Filozof podpisał się na podstawie „głowy”, co oznacza, że pozował na żywo. W swoich wspomnieniach pisał: „Ponieważ napisałem kiedyś książkę o szczęściu, wielu ludzi żąda, żebym im krótko wytłumaczył, czym ono jest. Inni chcieliby wiedzieć, czy autor książki o szczęściu sam jest szczęśliwy. Odpowiedź nie jest łatwa: gdybym mógł powiedzieć krótko, czym jest szczęście, nie pisałbym długiej książki. A z własnym szczęściem różnie w długim życiu bywało, choć znacznie częściej dobrze niż źle.” (T.W.Tatarkiewiczowie, Wspomnienia, PIW, Warszawa 1979) Popiersie znajduje się w Galerii Rzeźb Balbiny Świtycz-Widackiej w Olsztynie.
Źródła: Zbiory rodzinne rzeźbiarki i Kamila Solarskiego Archiwum Państwowe w Olsztynie Archiwum Muzeum Warmii i Mazur Archiwum WBP Miasto-gazeta.pl/ełcki portal informacyjny Zdjęcie: Andrzej Grabowski Zdjęcia: Włodzimierz Mamiński Zdjęcia: Beata Brokowska Zdjęcia: Sławomir Ostrowski Zdjęcia: Paweł Stanny Zdjęcie kościoła w Horodecu wykonał B. Bosacki dla portalu Rodzima.org Korzystałam z kresy24.pl Zbiory prywatne Wojciech Andrzej Rymut Narodowe Archiwum Cyfrowe, zespół Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny, archiwum ilustracji Muzeum Konstantego Laszczki w Dobrem Archiwum biblioteki Galeria Zachęta Warszawa
Dwie tablice Dzięki zabiegom Jowity Solarskiej, córki Balbiny Świtycz-Widackiej, w Olsztynie odsłonięto dwie tablice upamiętniające rzeźbiarkę. Jedna w Kortowie, gdzie mieszkała przez całe swoje olsztyńskie życie. Napis głosi: „Rzeźbą swoją ukochała Warmię i Mazury”, a tablicę ufundowała Akademia Rolniczo-Techniczna w 1992 roku. Druga - na budynku restauracji Casablanca z napisem „Tu kształciła młodych adeptów sztuk plastycznych”, ufundowana przez Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne „Pojezierze” w 1997 roku. Kiedyś mieścił się tu klub garnizonowy, gdzie Balbina miała zajęcia plastyczno-artystyczne dla dzieci i młodzieży, stąd wybór tego miejsca.
W szkole dziś nie ma popiersia poetki, które wykonała Świtycz-Widacka. Gdy „piątka” w 1999 roku przestała istnieć, powstałe w tym budynku gimnazjum otrzymało nowe imię - Sybiraków. Gdy gimnazjum, w wyniku reformy oświatowej, znów stało się „piątką”, Sybiracy pozostali. Co z popiersiem Marii Konopnickiej? Z biegiem lat gipsowy portret kruszał, był uszkodzony. Zawiadomiono o tym córkę rzeźbiarki, która "przyjechała z jakimś panem" po popiersie.
Muzeum Konstantego Laszczki w Dobrem
Uroczyste otwarcie Szkoły Podstawowej nr 17 im. Seweryna Pieniężnego w Olsztynie 1 września 1966 roku, rok po otwarciu szkoły. Była to „tysiąclatka”. Przed obchodami tysiąclecia państwa polskiego władze ogłosiły akcję „1000 szkół na tysiąclecie”. Dzień nadania imienia „siedemnastce” był wielkim wydarzeniem. Zaproszono tak wielu gości, że cała uroczystość musiała odbyć się przed szkołą, od strony ulicy Partyzantów. Na szczęście tego dnia była piękna pogoda. W kronice szkolnej odnotowano: „Już od samego rana chodniki i jezdnia zapełniły się tłumem młodzieży i mieszkańców Olsztyna. Oprócz uczniów naszej szkoły — grupy uczniów wszystkich szkół podstawowych i średnich całego miasta”. Na nadanie imienia, jak można przeczytać w kronice szkolnej, zostali zaproszeni: „wdowa po bohaterze szkoły pani Wanda Pieniężna, współpracowniczka bohatera Maria Zientara-Malewska i wielu przedstawicieli różnych organizacji, czasopism i Polskiego Radia”. Twarz patrona Seweryna Pieniężnego, ostatniego przedwojennego redaktora „Gazety Olsztyńskiej”, umieszczoną w specjalnej tablicy, wykonała Balbina Świtycz-Widacka.
Rzeźbiarka opowiadała o pracy nad popiersiem aktorki Elżbiety Barszczewskiej. — Bardzo się nad nim natrudziłam. Znałam Barszczewską z przedwojennych filmów, pamiętałam ją jako urocze, słodkie stworzenie, piękne, poetyckie. Ale nie miałam pewności, czy efekt jest dobry — do momentu, kiedy przyszedł obejrzeć rzeźbę Marian Wyrzykowski, mąż pani Elżbiety. Dopiero on pomógł mi zrzucić kamień z serca. To popiersie wyróżniła w swojej recenzji olsztyńska historyczka sztuki Kamila Wróblewska: „Sumę najlepszych dociekań twórczych w portrecie stanowi rzeźba Elżbiety Barszczewskiej. Klasyczna i dystyngowana, pełna zadumy i nastroju”.
— Tyle mówimy o dziadku, a co z babcią? — Dziadek szybko owdowiał, miał wówczas 45 lat, a jego najmłodsza córeczka pięć. Nie ożenił się powtórnie. Powiedział kiedyś do dzieci: nie chciałem, żebyście mieli drugą rodzinę. Sam wiedział, co to znaczy - jego ojciec miał dwie żony. Mój dziadek poznał swoją żonę w Warszawie, i gdy wyprowadziliśmy się z Krakowa do Warszawy, zawsze mówiłam, że wróciliśmy do siebie. — Byłam na ulicy Komorowskiego w Krakowie, nad wejściowymi drzwiami widnieje nadal ceramiczny żubr. Czy to praca prof. Laszczki? — Rzeźba żubra jest oczywiście dziadkowa. I dlatego kamienica była nazywana „Pod żubrem”. Bajka, adresując listy do dziadka, pisała „Kamienica pod żubrem” i właśnie tu przyjeżdżała. Niestety, już nikt z rodziny tam nie mieszka. W mieszkaniu z pracownią mieszkał mój kuzyn prof. Andrzej Laszczka. My, Wierzbiańscy, oraz wuj Bogdan Laszczka, który zaprojektował ten dom, na drugim piętrze, a ciocia Janina Murczyńska, zwana Dusią, na trzecim. Przed wojną, oprócz dziadka, nikt z rodziny tam nie mieszkał. W czasie wojny część mieszkań zajmowali urzędnicy niemieccy, bo dom skończony w 1938 roku, był bardzo nowoczesny. A w czasie wojny los zgarnął wszystkich pod ten krakowski adres. Byli to mieszkańcy spalonej Warszawy, jak moi rodzice i ja kilkumiesięczna, uciekinierzy ze Śląska, jak wuj Bogdan i ciocia Dusia, której mąż został zamordowany w Oświęcimiu. Tak się stało, że dom miał aż 6 właścicieli: dziadek, jego dzieci, synowa i dzięki temu po wojnie nam go nie zabrali. Dla mnie był to prawdziwy dom rodzinny. A gdy Bajka przyjeżdżała w odwiedziny do dziadka, przemieszkiwała w pracowni, a także kiedyś u nas. Dom stał się ważny także z innego powodu. W czasie okupacji odbywały się tu spotkania Teatru Rapsodycznego z Karolem Wojtyłą, ponieważ mieszkała tu jedna z aktorek. Przy wejściu znajduje się pamiątkowa tablica. — Gdy Bajka skończyła studia, miała 28 lat. Do śmierci profesora - z przerwą podczas wojny - prowadziła z nim korespondencję. W jednym z listów w styczniu 1939 roku napisała, że jedzie rzeźbić marszałkową Aleksandrę Piłsudską. Prosiła mistrza o jakieś „narządko”, była przesądna, miała nadzieję, że jego narzędzie przyniesie jej szczęście. — Traktowała go jak mistrza, przyjaciela. Bajka zwracała się do niego „Psoreńka”, tak pisała i mówiła, do niego, gdy się spotykali. Jeden z najbardziej radosnych listów napisała do dziadka wkrótce po wojnie — gdy dowiedziała, że profesor przeżył wojnę. W listach zwykle zdawała relację, co robi, co rzeźbi. I martwiła się o jego zdrowie. — Zachowały się w rodzinnych opowieściach dziadka jakieś anegdoty związane z Bajką – studentką? — Gdy przyszła do pracowni rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, jednym z jej pierwszych zadań było wykonanie męskiego aktu. Postawili przed nią nagiego modela, pewnie pierwszy raz w życiu widziała nagiego mężczyznę. Nie wiedziała, jak sobie poradzić, z gliny zrobiła kulę i umieściła ją między nogami wyrzeźbionej postaci. Profesor zwykle robił korektę prac studentów. Podszedł do rzeźby, powiedział żartobliwie: „ale mu nawaliła", strącił kulę swoim długim kijkiem. Bajka opowiadała, że to było jak katharsis, oczyszczenie, od tego momentu rzeźbienie aktów było naturalnym działaniem. - Prof. Konstanty Laszczka wyrzeźbił popiersie Bajki z drewna lipowego, jeszcze w czasie, gdy była studentką. To chyba rzadkość, żeby profesor rzeźbił studentkę? - Wiem, że takie popiersie było, stało w mieszkaniu profesora. — Jak zapamiętała pani rzeźbiarkę? — Była trochę odlotowa, wychodziła do ludzi. Ja, jako młoda osoba i nastawiona krytycznie do wszystkiego, czułam w niej bratnią duszę, bardzo ją lubiłam. Była bardzo miła, uśmiechnięta, mówiła ładną polszczyzną. I stawiała kabałę z kart. Z rodziny tylko ja byłam chętna na te wróżby. Powiedziała, że wyjadę z Krakowa do Warszawy i że będę miała troje dzieci. — Sprawdziło się? — Wszystko!
Kamienica "Pod żubrem" w Krakowie, w której mieszkała rodzina Laszczków
Mirosław Cholewka, konserwator, mówi o naprawie rzeźb parkowych: Chłopiec w Rybie z dzieckiem miał duży ubytek w głowie, wyglądało to na mechaniczne uszkodzenie, ktoś mógł uderzyć jakimś przedmiotem w tym miejscu. Na rzeźbie widać było dużo spękań, autorka prawdopodobnie używała zbrojenia z łatwordzewiejących drutów, siatek, które są płytko umieszczone, a pod wpływem wody skorodowały, pękał beton. - To dość niebezpieczne, musiałem wykonać wiele prac zabezpieczających, gdybym tego nie zrobił, z czasem mogłoby dojść do całkowitego uszkodzenia rzeźby. Rzeźby są wykonane z betonu, który jest określany przez rzeźbiarzy jako sztuczny kamień. Zapytałam konserwatora, która praca Balbiny Świtycz-Widackiej jest jego ulubioną? - Amor na czatach – ma ciekawą formę. Ryba z dzieckiem – jest też nietypową rzeźbą, bardzo udaną. Na razie Ryba z dzieckiem jest ogrodzona siatką i dopiero, gdy wiosną fontanna zostanie napełniona wodą, ogrodzenie będzie zdjęte.
Paweł Stanny napisał tekst pt. „Rzeźbiarka, która ukochała Brodnicę” – Wydaje mi się, że przyjaźnie i związki, które zawiązała w Brodnicy, przetrwały próbę czasu, ona się spotykała się z tymi ludźmi, te przyjaźnie trwały, mimo że przeniosła się do Olsztyna. Dyrektor Stanny opowiada, jak dowiedział się o Balbinie Świtycz-Widackiej. – Jestem elementem napływowym i to żona zaprowadziła mnie na grób Balbiny, gdy przyjechałem do Brodnicy. Tak usłyszałem o rzeźbiarce. Nagrobek zrobił na mnie wrażenie, odbiega od innych – na płycie widać ładne zdjęcie - kobietę w kapeluszu, wiersz… Odeszła, jej rzeźby są zapomniane, wszystko przeminęło z wiatrem… *** Z Brodnicy wyjechała do Wrocławia, gdzie mieszkała krótko, pracowała m.in. jako dekoratorka wystaw. „Potem moim terenem były Warmia i Mazury” — tak określiła odnalezienie swojego miejsca w powojennej Polsce. Wyjazd w 1952 roku do Giżycka, gdzie w technikum uczyła się jej córka, pozwolił jej odnaleźć nowy dom – Olsztyn. Zamieszkała tu w 1954 roku.
Tatę przywieźli! - Rodzice znali Balbinę Świtycz-Widacką. Bywała u rodziców, przychodziła na herbatę do naszego mieszkania w Olsztynie przy ulicy Konopnickiej, blisko Dworca Zachodniego. Wiem, że była bardzo towarzyska, miła, ale nie pamiętam jej, nie umiem dziś powiedzieć, jak wyglądała. Mały byłem, mogłem mieć 5-8 lat, przychodzili do nas ładni, eleganccy ludzie – mówi Władysław Hepke, energetyk, krótkofalowiec, emerytowany pracownik radiostacji, kiedyś mieszkaniec Olsztyna, obecnie z Krzywonogi. - To była chyba inicjatywa rzeźbiarki. Chciała uwiecznić zasłużonych dla Warmii i Mazur, z lat powojennych. Mój tato, Władysław Hepke (1908-1987), był wtedy dyrektorem Biura Planowania Przestrzennego. Popiersie, jako jedno z wielu, można było obejrzeć w 1967 roku na wystawie w holu Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej. - Pewnego dnia byłem sam w domu, pukanie do drzwi. Weszło dwóch mężczyzn. Przynieśli postument do pomniczka i pomniczek taty. Zadzwoniłem do mamy do pracy i mówię „Tatę przywieźli!”. Odłożyłem słuchawkę, a mama, wiedząc o zdrowotnych kłopotach ojca, natychmiast zdenerwowana zadzwoniła do domu. – Musiałem ją uspokajać: „Przywieźli pomniczek taty, nie tatę”.
Prof. Jan Widacki o Bajce Dla mnie to była ciocia Bajka – dostawała szału, jak mówiło się o niej Balbina. W Kobryniu urodziły się im dwie córki: Jowita i Karina. Na pewno te imiona wymyśliła Balbina, bo była ekscentryczną osobą. Choć Iwon i ona wywodzili się z innych światów, byli dobrym małżeństwem. Gdy odwiedzała po wojnie moich rodziców w Krakowie – była już wdową – zawsze opowiadała o nim z czułością. Bardzo energiczna, elegancko ubrana, umalowana, zwracała na siebie uwagę. W PRL-u nigdy nie podawała informacji, że była z rodziny ziemiańskiej – wiedziała, czym to grozi w ówczesnej rzeczywistości.
Piękna jak Bajka Ta piękna rzeźba Balbiny Śwityczówny wyszła spod dłuta jej profesora, mistrza, znakomitego rzeźbiarza profesora Konstantego Laszczki. Została wykonana z drewna lipowego w latach 1926/1927, a studentka miała wówczas 25-26 lat lat, od dwóch uczyła się rzeźby w pracowni Laszczki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Gdzie i jak pozowała? Ile czasu trwały spotkania? Czy spodobał się jej portret wykonany przez mistrza? Nie wiadomo, nie zachowało się wspomnienie na ten temat. Badaczki życia Konstantego Laszczki napisały w monografii o rzeźbiarzu, że była uznawana za jedną z najzdolniejszych jego uczennic. Profesor miał świetną rękę do portretów kobiet. Koncentrował się nie tylko na fizycznym podobieństwie, ale przede wszystkim na przekazaniu wyrazu psychologicznego portretowanej postaci. Tego uczył też swoich uczniów. Tę „psychologię” widać też w pracach Bajki. Głowa Bajki przez wiele lat znajdowała się w pracowni profesora - widać ją na zdjęciach. Najpierw na uczelni, potem w domu „Pod żubrem”, gdzie mieszkał. Na jednym z ostatnich zdjęć Laszczki widać 90-letniego profesora, a obok portret Bajki. Chyba musiała być ważna, skoro miał ją koło siebie w ostatnich latach życia. Głowa Bajki znajduje się w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Została kupiona w krakowskiej Desie wiele lat temu. Jak powiedział mi kurator, do zakupu popiersia skłoniło muzeum nazwisko Laszczki. Można ją było oglądać przez rok (do 3 marca 2024 r.) na wystawie „Wyspy szczęśliwe? Sztuka II Rzeczypospolitej ze zbiorów Muzeum Narodowego w Szczecinie”. Tytuł wystawy został zaczerpnięty z wiersza K.I. Gałczyńskiego „A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź (…)”.
19 czerwca 1965 roku „Czas nie ostudził żaru jego słów. Uroczyste odsłonięcie pomnika Adama Mickiewicza w sercu miasta”, „Olsztyński pomnik Adama Mickiewicza”, „Olsztyn pięknieje” – to tylko kilka nagłówków z gazet. Odsłonięcie pomnika 19 czerwca 1965 roku było wielką uroczystością, na którą przyjechali dawni wychowankowie szkoły, oraz uczniowie innych szkół imienia Mickiewicza. Na zdjęciach widać uśmiechniętą autorkę pomnika, dla której na pewno był to ważny i szczęśliwy dzień. Razem z nią przyszedł kilkuletni wnuk. W wywiadzie dla „Słowa na Warmii i Mazurach” (7-8 sierpnia 1965 roku) Balbina Świtycz-Widacka powiedziała, że „materiał potrzebny do wykonania pomnika, czyli złom i metale kolorowe, zebrali uczniowie”. I że początkowo miała to być cała postać, ale z powodu zbyt dużych kosztów, powstała głowa. Jedyny patron szkoły Na pięciu patronów olsztyńskich szkół, których popiersia wykonała rzeźbiarka, do roku 2023 ocalało tylko jedno – Adama Mickiewicza, patrona I Liceum Ogólnokształcącego. Poza tym Balbina Świtycz-Widacka wykonała popiersia patronów: Szkoły Podstawowej nr 5 – Marii Konopnickiej (gipsowe - zostało zabrane ze szkoły w złym stanie i przepadło), szkoły nr 15 - Wojciecha Kętrzyńskiego (gipsowe - „nie wytrzymało próby czasu, rozpadło się”, jest obecnie innego autora), szkoły nr 17 – Seweryna Pieniężnego (szkoła przestała istnieć, głowa trafiła do Jezioran, gdzie było gimnazjum jego imienia, w tej chwili znajduje się w magazynie tamtejszej podstawówki), szkoły nr 7 – Leona Kruczkowskiego (gipsowe - popękane, w złym stanie zostało zabrane do magazynu Muzeum Warmii i Mazur, prawdopodobnie szkoła będzie miała innego patrona).
„Sercem obejmij pracę, którą chcesz wykonać”
Balbina Śwityczówna rozpoczęła studia w ASP w Krakowie w 1924 roku. Dopiero od 1918 roku kobiety mogły studiować na ASP w Krakowie, ale nawet w 1924 roku ciągle było ich niewiele. W budynku na Placu Jana Matejki wykonała wiele rzeźb, popiersi, pierwszy akt męski. Tam, jak wszyscy studenci, pracowała ciężko przy rzeźbach, ceramice, z dłutem i młotem. Prof. Konstanty Laszczka, który początkowo uważał, że to nie jest zajęcie dla kobiet, szybko przekonał się, że nie można kobietom, które mają wielką pasję i talent, odmawiać prawa do studiów rzeźbiarskich. Bardzo wspierał studentki, także Bajkę, z którą korespondował do swojej śmierci. W „Gawędach do studentów” pisał: „Sercem obejmij pracę, którą chcesz wykonać”.
Rzeźbiarka zrobiła Mieczysławie Ćwiklińskiej, wybitnej, choć już niemłodej (miała 85 lat), aktorce portret w gipsie. Modelka była nie tylko cierpliwa, ale i bardzo towarzyska. Cały czas artystki - sceniczna i filmowa oraz mistrzyni dłuta - rozmawiały ze sobą. Aktorka ofiarowała rzeźbiarce swoją fotografię z dedykacją "Pięknej Bajce, świetnej rzeźbiarce, która "nie męczy" swojego modela. Z wielką przyjaźnią". Artystki zmarły tego samego dnia - 28 lipca 1972 roku. Ćwiklińska miała 93 lata, Bajka 71. Aktorka miała trzech mężów i, zanim trafiła na scenę, prowadziła dom mody. Rzuciła to zajęcie, by zostać aktorką komediową. Jeszcze rok przed śmiercią odbyła tournee po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.
W kronice szkolnej zachował się pełen patosu wiersz autorstwa Balbiny Świtycz-Widackiej: „Droga młodzieży, dzisiejszy dzień święta Chyba każdy z Was żywo w sercu zapamięta. Dziś Wasza szkoła swą nazwę dostała. Patronkę, której imię opromienia chwała”. A kończył słowami: "W imię przyszłości, której cel - nauka, Bo w niej zawarta kultura i sztuka.”(…)
Rzeźba "karmi się" bohaterami narodowymi. Dopiero po odzyskaniu niepodległości Balbina Świtycz-Widacka mogła wyrzeźbić Piłsudskiego – popiersie, które otworzyło jej na studia, a jak wróciła do Kobrynia Tadeusza Kościuszkę. Popiersie „Bohatera Północy” stanęło w 1930 roku w Kobryniu na murowanym cokole, na którym do 1919 roku stał posąg Suworowa, odpowiedzialnego za rzeź ludności cywilnej przy zdobywaniu warszawskiej Pragi, podczas ostatniego starcia insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku. Jak pisze Krzysztof Lachowicz, autor książki „Dawne pomniki Tadeusza Kościuszki”: „Popiersie wyrzeźbiła w jasnym kamieniu miejscowa artystka (…) w 1930 roku. Przedstawia ono Kościuszkę bez orderów, z głową loków nad czołem i po bokach”.
Grażyna Prusińska, historyczka sztuki, kierowniczka działu sztuki współczesnej w Muzeum Warmii i Mazur. Balbina Świtycz-Widacka została zapomniana, jak wielu innych artystów, którzy przyjechali na Warmię i Mazury po 1945 roku, a ich działalność artystyczna dość szybko — w latach 60. i 70. — skończyła się. Ponadto rzeźba jest dziedziną, którą trudno się eksponuje. To sztuka, która wymaga wyjątkowej przestrzeni oraz dużo miejsca do przechowywania. Z kolei odlewy gipsowe są lżejsze, ale bardziej kruche i narażone na kurz. Zwykły kurz potrafi zrobić wielkie spustoszenie w rzeźbie, utrzymuje się we wszystkich zakamarkach. Jej kompozycje portretowe są bardzo klasyczne, nie zawierają żadnej nuty szaleństwa. Są świetnie zakomponowane, mają bardzo dobre proporcje, są bardzo dobre warsztatowo. W znakomity sposób potrafiła ująć portretowanego, podobieństwo, rysy twarzy, cechy charakterystyczne, które przy znanych postaciach nie pozwalają nam się pomylić. Można je poznać od pierwszego spojrzenia. W dużej mierze takie umiejętności, taki wspaniały warsztat to zasługa jej mistrza z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, prof. Konstantego Laszki, z którym się przyjaźniła. W olsztyńskim środowisku artystycznym trudno znaleźć kobiety. To dziedzina zdominowana przez mężczyzn. Ona wyróżniała się, podobno była piękną kobietą i prawdziwą damą, była kobietą rzeźbiarką, wyrobiła sobie pozycję. Na pewno to jest ten czas, by o niej przypomnieć.
Popiersie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, patrona Szkoły Podstawowej nr 2 w Rucianem-Nidzie. Uroczyste odsłonięcie odbyło się w 1966 roku. Na postumencie brakuje nazwiska autorki. Gałczyński w latach 1950-1953 przyjeżdżał do pobliskiej Leśniczówki Pranie. Napisał tam wiele wierszy, m.in. „Niobe”, „Wita Stwosza”, „Kronikę Olsztyńską”.
Pomnik Michała Kajki znajduje się w ełckim parku od 1958 roku – wokół stoją ławki, jest popularnym miejscem, mieszkańcy lubią tam przychodzić. Kiedyś z tego miejsca ruszał Ogólnopolski Wyścig Kolarski im. Michała Kajki. Brakuje tylko jednego – tabliczki z nazwiskiem autorki pomnika.
Prezydium Rady Ministrów przyznało Balbinie Świtycz-Widackiej stypendium na prace rzeźbiarskie w listopadzie 1938 roku. Jeździła do Warszawy na sesje z modelami. Z córeczkami zostawał mąż Iwon, który wspierał Bajkę w jej działaniu twórczym. Swój cykl zaczęła od popiersi dwóch ministrów, a skończyła popiersiem marszałkowej Piłsudskiej w 1939 roku. Jeden z portretowanych to Marian Zyndram-Kościałkowski (1892-1946). Był działaczem niepodległościowym i politykiem z dwudziestolecia międzywojennego, związany z obozem piłsudczykowskim, premier, podpułkownik piechoty Wojska Polskiego, kawaler Orderu Virtuti Militari. Balbina Świtycz-Widacka wyrzeźbiła popiersie, które zaginęło, zostało tylko zdjęcie. Zyndram-Kościałkowski po ewakuacji do Wielkiej Brytanii osadzony został przez rząd gen. Władysława Sikorskiego na wyspie Bute („Wyspie Węży”) – w obozie dla przeciwników politycznych i „winowajców klęski wrześniowej”. Zmarł w 1946 roku.
Pomnik Kajki nadnaturalnej wielkości wykonany z naturalnego piaskowca stanął na postumencie, a u stóp poety przykucnęły wpatrzone w niego dzieci: dziewczynka i chłopiec. Kajka trzyma znak Rodła — symbol Związku Polaków w Niemczech. — Kajka nie należał do tego związku, ale symbol polskości na pomniku można uzasadnić — poeta sympatyzował ze Związkiem Towarzystw Młodzieży w Prusach Wschodnich — mówi dr Jan Chłosta, znawca historii regionalnej. — Jak pisał prof. Janusz Jasiński, Kajka „wspierał związek młodzieży sercem, układał na jego cześć odpowiednie wiersze, od czasu do czasu jako honorowy gość uczestniczył w jego zebraniach lub akademiach”. — Ta kompozycja wpisywała się w ducha tamtych czasów, miała wyrazistą symbolikę — pokazała w postaci mazurskiego poety polskość tych ziem, ale była w innym stylu niż dotychczasowe rzeźby artystki — mówi Krystyna Koziełło-Poklewska, historyk sztuki z Olsztyna, która znała Balbinę Świtycz-Widacką, pisała o jej wystawach i była na odsłonięciu pomnika. Na uroczystość przyjechał pisarz Melchior Wańkowicz. Był to jego pierwszy pobyt na Warmii i Mazurach od czasu przedwojennej wyprawy w 1935 roku, podczas której poznał Kajkę i opisał poetę z Prus Wschodnich w reportażu „Na tropach Smętka”. Władze, zapraszając go, prosiły, by zabrał głos podczas uroczystości. Odmówił. „Przyjadę jako obserwator, od przemawiania proszę mnie zwolnić. Blisko ćwierć wieku nie byłem na Mazurach i nie mam pewności, czy teraz nie objeżdżałbym ich z równie ciężkim sercem. […] Nie znoszę frazesów i mówić o Kajce, jak się urzeczywistniły jego marzenia, nie potrafię”.
Od 1986 roku rzeźbiarka ma swoją ulicę w Olsztynie. Uchwałę o nazwaniu ulic nazwiskami działaczy warmińsko-mazurskich — w tym Balbiny Świtycz-Widackiej — na nowych osiedlach podjęła Miejska Rada Narodowa w Olsztynie 18 grudnia 1986 r. Nie wiadomo, czy ktoś wystąpił z odrębnym wnioskiem w sprawie upamiętnienia rzeźbiarki. Niestety większość mieszkańców nie wie, kim była patronka ich ulicy. Przydałaby się tabliczka, podobnie przy innych patronach, z informacją o niej.
Jedyne popiersie pisarki Maria Rodziewiczówna była krewną Iwona Widackiego. Rzeźbiarka poprosiła pisarkę, by pozowała jej do popiersia. - Dobrze - powiedziała autorka powieści "Dewajtis", ale najpierw uwiecznij moje jamniki. Bajka uwielbiała zwierzęta, sama zawsze miała psy, nie miała wyjścia - zgodziła się. Jak wspominała córka rzeźbiarki, psy były bardzo kłopotliwymi modelami. Bajka musiała kłaść się na łące, by uchwycić ich ruch. Egzamin zdała, psy spod dłuta wyszły dobrze, rzeźbiarka zapozowała Bajce. Powstał realistyczny portret kobiety w męskim typie, o krótko obciętych włosach. Popiersie stanęło w Gimnazjum im. Marii Rodziewiczówny w Kobryniu, w którym Balbina była nauczycielką. Było jedynym popiersiem autorki poczytnych książek. Niestety, rzeźba nie przetrwała zawieruchy wojennej. Zachowało się tylko jedno jej zdjęcie.
Maria Rodziewiczówna
19 czerwca 1965 roku przed I Liceum Ogólnokształcącym w Olsztynie zostało odsłonięte popiersie Adama Mickiewicza, patrona szkoły. W uroczystości wzięła udział autorka pomnika — Balbina Świtycz-Widacka. To była wielka uroczystość, bo połączona ze zjazdem szkół Mickiewiczowskich.
- Mieliśmy patrona, ale to było dla nas za mało, chcieliśmy mieć popiersie Mickiewicza - mówiła Natalia Żarska, nauczycielka języka polskiego w I LO w Olsztynie, inicjatorka nadania szkole imienia wieszcza i pomysłodawczyni postawienia pomnika Adama Mickiewicza w latach 60. XX wieku. W wywiadzie, jakiego udzieliła Hannie Szewczuk w jednodniówce „Merkuriusz” w 1975 roku, wspominała, że pisała do ministerstwa wniosek w sprawie pomnika. Ministerstwo się zgodziło. Został ogłoszony konkurs regionalny, nadeszło 10 propozycji – mówiła Natalia Żarska. Natomiast córka rzeźbiarki Jowita Solarska podawała, że były trzy projekty, a jeden złożyła Balbina Świtycz-Widacka. Jak wspominała córka, w domu artystki trwały dyskusje, jakiego Mickiewicza przedstawić, z jakiego okresu życia? Bajce zależało, by popiersie przemówiło do młodych ludzi. I komisja wybrała projekt Balbiny Świtycz-Widackiej. Niestety, formalności trwały aż… trzy lata, wybór projektu olsztyńskiej rzeźbiarki był też zagrożony. W końcu rzeźbiarka dostała zlecenie na wykonanie pomnika.
1924 rok. Popiersie marszałka
Przed II wojną światową Balbina Świtycz-Widacka wykonała aż trzy rzeźby związane z marszałkiem Józefem Piłsudskim. — Mama wychowywała się na Kresach w domu przesiąkniętym patriotycznym duchem, więc wykonanie popiersia marszałka Józefa Piłsudskiego na egzamin wstępny był oczywisty — opowiadała mi kilka lat temu Jowita Solarska z Olsztyna, córka Balbiny Świtycz-Widackiej. Fotografia została zrobiona w pracowni Bajki w Kobryniu na Polesiu, gdzie mieszkała z przybranymi rodzicami: Stanisławą i jej ojcem doktorem medycyny Józefem Witkowskim. Czy można powiedzieć, że Piłsudski otworzył młodej kobiecie drogę do kariery artystycznej? – Tak – mówiła Jowita Solarska. - Dostała się na studia. I na tej jednej rzeźbie związki z Piłsudskim się nie skończyły. Co stało się z popiersiem? Nie wiadomo. Zaginęło.
Rok 1935. Poleszuczka z dzieckiem
Po studiach w Krakowie Balbina Śwityczówna wróciła w rodzinne strony na Polesie. Pracowała w gimnazjum w Kobryniu jako nauczycielka rysunków, robót ręcznych i gimnastyki. Mimo pracy w szkole Balbina Świtycz-Widacka cały czas rzeźbiła. W 1935 roku dostała złoty medal na wystawie podczas Jarmarku Poleskiego w Pińsku, gdzie pokazała swoje rzeźby — w tym popiersie pisarki Marii Rodziewiczówny, krewnej męża. Mieszkańcy Polesia zamówili u niej rzeźbę, którą chcieli ofiarować marszałkowi Piłsudskiemu. Powstała postać kobiety niosącej na plecach dziecko. Była to mieszkanka Polesia, otulona chustą, w łapciach. Rzeźba miała 1,32 metra wysokości, została odlana w brązie. „Społeczeństwo Polesia ofiarowuje je marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu na imieniny. 1935 rok” — taki napis widniał na tabliczce. Marszałek był już chory, prezent dostał, ale to były jego ostatnie imieniny. Dwa miesiące później — 12 maja 1935 roku — zmarł. Rzeźba do 1939 roku znajdowała się w przedwojennym Muzeum Piłsudskiego w Belwederze. Została wywieziona przez Niemców do Austrii i rewindykowana w 1946 roku z Salzburga. W tej chwili nie ma już oryginalnej podstawy. O tej podstawie opowiadała mi pani Jowita: — Rzeźba stała na grubym pniu z lipy z naszego majątku Hliniszcze na Polesiu, widać go na przedwojennych zdjęciach. Balbina Świtycz-Widacka sądziła, że rzeźba zaginęła. Okazało się, że do 1993 roku stała w parku w Pruszkowie. Podczas tego wypożyczenia rzeźba została uszkodzona. Wróciła do Warszawy w 1994 roku bez tabliczki z dedykacją i z uszkodzoną nogą. Zrekonstruowano zniszczony fragment i dodano patynę. Obecnie po konserwacji znajduje się w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni w Warszawie.
Konstanty i Balbina
Mistrzem i profesorem Balbiny Śwityczówny był prof. Konstanty Laszczka (1865-1956), który przyjął ją do swojej pracowni. To on nauczył ją warsztatu, zapoznał z tajnikami portretu. Uczył ją, by w twarzach portretowanych szukała nie tylko podobieństwa, ale oddawała w rzeźbach ich ducha. Była jedną z jego ulubionych uczennic. W rzeźbiarstwie czerpała wzory z jego podejścia do sztuki, jego talentu, była też przez dwa lata studiów jego asystentką. Do jego śmierci w 1956 roku pisali do siebie listy.
Konstanty Laszczka (1865-1956) rzeźbiarz, malarz, grafik, profesor i rektor ASP w Krakowie. Pochodził z wielodzietnej rodziny chłopskiej z Mazowsza. Jego talent został odkryty przypadkowo przez ziemiańską rodzinę. Dzięki temu studiował w Warszawie, potem w Paryżu. W 1899 roku na zaproszenie Juliana Fałata zamieszkał w Krakowie. W latach 1900–1935 był kierownikiem katedry rzeźby, a od 1905 roku profesorem zwyczajnym Akademii Sztuk Pięknych. W 1911 roku mianowano go rektorem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W 1918 przyjął do swojej pracowni pierwszą w historii Akademii kobietę studentkę Zofię Baltarowicz-Dzielińską. Przyjaźnił się ze Stanisławem Wyspiańskim, Leonem Wyczółkowskim, marszałkiem Józefem Piłsudskim. Wychował kilka pokoleń rzeźbiarzy. Wśród nich byli: m.in. Bolesław Biegas, Xawery Dunikowski, Ludwik Konarzewski, Olga Niewska, Ludwik Puget, Balbina Świtycz-Widacka.
Malarka Melania Olędzka w książce autorstwa Anny Andrusikiewicz „Wędrówki po Olsztynie” przedstawiła wizerunki dwóch rzeźb Balbiny Świtycz-Widackiej. Wykonała je akwarelami. - Lubię rzeźby Balbiny Świtycz-Widackiej, ale inspiracja do ich utrwalenia z Urzędu Miasta w Olsztynie – mówi Melania Olędzka. – Biuro promocji urzędu zamówiło u mnie 30 akwarel, wśród nich była wskazana Wiosna i Amor na czatach Balbiny Świtycz-Widackiej, stojące w Parku Podzamcze. - Bardzo się ucieszyłam, bo lubię obie rzeźby. Mogłam je "dotknąć" piórkiem i akwarelą. Wiosna to wiotka postać wyrzeźbiona w twardym kamieniu, bardzo piękna sylwetka i proporcje. Natomiast, jeśli chodzi o sposób wykonania Amora, jestem pełna zachwytu – podkreśla pani Melania. Autorka książki „Wędrówki po Olsztynie” Anna Andrusikiewicz (1926-2012) była przewodniczką, pasjonatką turystyki pieszej. W swojej publikacji zabiera nas na spacer po Olsztynie, a wszystkie miejsca, które przewodniczka nam pokazuje, są zilustrowane akwarelami Melanii Olędzkiej.
Od lewej Stanisława Witkowska, która wychowała Bajkę jak własną córkę. Obok pani Stanisławy chłopiec o imieniu Stefanek, także jej wychowanek. Dalej - Bajka z narzeczonym, a może już mężem, Iwonem Widackim. W pokoju stoi pianino, Witkowska była nauczycielką gry na tym instrumencie. Na postumencie stoi popiersie, dłuta Bajki, być może to Iwon Widacki.
Pisarz Jarosław Iwaszkiewicz wspominał pozowanie już po śmierci artystki w 1975 roku: „Pani Bajka Świtycz-Widacka to kobieta kresowa, mocna jak Jagienka i potrafiąca przeprowadzić swoją wolę. Prosiłem, błagałem, ale mnie posadziła i rzeźbiła. Seanse pozowania były przyjemne ze względu na bardzo interesującą konwersację, a powstała rzeźba — udana. (…) Zachowam w sercu wdzięczność dla dobrej, miłej rzeźbiarki, doskonałej artystki”.
Balbina Świtycz-Widacka wykonała popiersie Henryka Sienkiewicza, które stanęło w 1965 roku na cokole dawnego niemieckiego pomnika w Bisztynku na Warmii i Mazurach. Dzieło Bajki zostało zniszczone przez jednego z mieszkańców, który próbował wspiąć się na cokół. — Popiersie pisarza autorstwa rzeźbiarki przetrwało do 1988 roku —opowiada Andrzej Grabowski, dziennikarz z Bisztynka i przytacza wspomnienie dawnego ucznia, który po latach napisał na forum internetowym: „Miałem wtedy 16 lat. Wracałem w nocy z dyskoteki. Chciałem się popisać przed kolegami, wlazłem na cokół i usiadłem tak, że głowę miałem między nogami. Chwyciłem ręką za czoło Sienkiewicza. Wtedy ta głowa się oderwała i poleciała najpierw na mnie, a potem na ziemię, rozsypując się w drobny mak. A ja złamałem prawą rękę w łokciu. Myślę, że to popiersie było już naruszone i popękane wcześniej”. Na początku lat 90. ustawiono w tym miejscu popiersie także Sienkiewicza, ale innego twórcy z Warmii — Bolesława Marschalla. Rzeźbiarka nie żyła już od kilkunastu lat (zmarła w 1972 roku).
Bisztynek. Popiersie Henryka Sienkiewicza dłuta Balbiny Świtycz-Widackiej, zniszczone w 1988 r. Fot. Archiwum Andrzeja Grabowskiego
Rzeźby wyglądają bajecznie Trzy rzeźby Balbiny Świtycz-Widackiej z parku Podzamcze w Olsztynie: Wiosna, Amor na czatach i Ryba z dzieckiem roku zostały odnowione między czerwcem a październikiem 2024 roku. Amor i Wiosna jako pierwsze zostały oczyszczone z zabrudzeń i porostów, poddane dezynfekcji, uzupełnieniu ubytków oraz zabezpieczeniu przed wnikaniem wody i zanieczyszczeń. Ryba z dzieckiem musiała poczekać, bo stanowi fontannę. Trzeba było wyłączyć wodotryski i usunąć wodę z basenu. – Gdy przystąpiłem do pracy, rzeźby były porośnięte glonami, porostami, było trochę ubytków, popękań – mówi Mirosław Cholewka z firmy Ars Renovo w Olsztynie. – Amor na czatach miał domalowane majtki w intensywnym, czerwonym kolorze. Dość trudno było go wywabić, używałem preparatów usuwających farby i to kilkakrotnie. Mirosław Cholewka podkreśla, że najwięcej wysiłku kosztowała go praca przy figurze Wiosny: - Mech na głowie, grzyby, dużo drobnych ubytków, spękań, które trzeba było zakleić i spory ubytek zaprawy na cokole. Natomiast chłopiec w Rybie z dzieckiem miał duży ubytek w głowie, wyglądało to na mechaniczne uszkodzenie, ktoś mógł uderzyć jakimś przedmiotem w tym miejscu. Na rzeźbie widać było dużo spękań, autorka prawdopodobnie używała zbrojenia z łatwordzewiejących drutów, siatek, które są płytko umieszczone, a pod wpływem wody skorodowały, pękał beton. - To dość niebezpieczne, musiałem wykonać wiele prac zabezpieczających, gdybym tego nie zrobił, z czasem mogłoby dojść do całkowitego uszkodzenia rzeźby. Rzeźby są wykonane z betonu, który jest określany przez rzeźbiarzy jako sztuczny kamień.
Bajka gimnazjum skończyła w Brześciu nad Bugiem, bo w Kobryniu nie było wyższych klas gimnazjalnych. Była świetną humanistką, miała talent do pisania wierszy, natomiast z matematyki szło jej bardzo źle, ale wykazała się talentem do rysunków. Jej nauczyciel Wojciech Pitera w 1923 roku urządził wystawę prac uczniów. Bajka wówczas pokazała pierwszy raz swoje rysunki, rzeźby figuralne, płaskorzeźby. „Głos Polesia” z 7 lipca 1923 roku napisał „Na środkowym stole reprezentowana była glinoplastyka, wybijały się w pierwszym rzędzie prace p. Śwityczównej, ukrytej widocznie przez skromność pod pseudonimem „Świt”.
Balbina od ślubu w roku 1932 nosiła podwójne nazwisko: Świtycz-Widacka. Już na studiach wiedziała, że raczej nie znajdzie pracy jako rzeźbiarka w Kobryniu, dlatego pod koniec studiów w ASP w Krakowie skończyła kurs pedagogiczny i miała praktykę w szkole prowadzonej przez siostry urszulanki. Gdy po studiach w 1929 roku wróciła do Kobrynia, została nauczycielką w Gimnazjum im. Marii Rodziewiczówny, gdzie uczyła plastyki, rysunków, prac ręcznych, od 1 września 1930 roku prowadziła zajęcia wychowania fizycznego, zdobyła nawet kwalifikacje narciarskie. Jednak najważniejsza była dla niej praca z dłutem i młotkiem. W ogrodzie miała pracownię rzeźbiarską, gdy tylko znajdowała czas, sięgała po swoje narzędzia.
Tancerka, miniaturowa rzeźba Balbiny Świtycz-Widackiej, z uszkodzoną ręką trafiła do pracowni rzeźbiarza Izydora Borysa z Wydziału Sztuki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Czy artysta uratuje jej rękę? Czy uda się wypalanie w piecu? Wkrótce poznamy odpowiedzi na te pytania. Wydział Sztuki UWM chce uczcić swoje 15-lecie wystawą miniatur dłuta Balbiny Świtycz-Widackiej. Najpierw trzeba je poddać ratowaniu, stąd tancerka trafiła w ręce pana Borysa.
Referentka w Wyrzysku W 1945 roku rodzina Widackich opuściła Kobryń na zawsze. Pierwszym przystankiem była Biała Podlaska, 32 kilometry od granicy z Białorusią. Stamtąd pojechali do Wyrzyska na Pomorzu koło Bydgoszczy. Dlaczego tam? Nie wiadomo, może czekała praca na Balbinę, może chciała trafić w nowe, nieznane miejsce. Balbina Świtycz-Widacka lepiej znosiła nowe warunki niż jej mąż. Była psychicznie bardziej odporna i zaradna życiowo. To ona musiała zarabiać na życie, bo Iwona załamały przeżycia wojenne, chorował na serce. Rzeźbiarka dostała pracę w Starostwie Powiatowym w Wyrzysku, kierowała referatem kultury i sztuki. Co należało do jej obowiązków? Ratowanie pomników kultury polskiej oraz usunięcie pozostałości śladów okupacji hitlerowskiej. Organizowała ruch amatorski w całym powiecie. Sama po latach wspominała, że w pracy najtrudniejsze było dotarcie do innych miejscowości, brakowało komunikacji. Praca pomogła jej otrząsnąć się z marazmu wojennego. Jednak nie może żyć bez rzeźbienia Została członkiem ZPAP i już w 1945 roku dostała subwencję na urządzenie pracowni. Wykonała ozdobne płaskorzeźby, pomnik Chrystusa Króla w Wyrzysku (1947), na wystawie wiosennej pokazała Dziewczynę i Szydercę. Pismo „Ziemia Pomorska” pisała o jej dziełach na wystawie: „Maski dekoracyjne znanej rzeźbiarki B. Świtycz-Widackiej. Ma ona poważny dorobek artystyczny z okresu przedwojennego”. W Kamienicy wyrzeźbiła pomnik Matki Boskiej o wysokości 4,80 m, a sama statua to 1,70 m. „Statua pomnika została wykonana przez artystkę rzeźbiarkę Balbinę Świtycz-Widacką. Była ona uczennicą mistrza rzeźbiarza prof. Laszczki, twórcy pomnika H. Sienkiewicza w Bydgoszczy” – pisała „Ziemia Pomorska”. Sama Balbina Świtycz-Widacka tak pisała o tym okresie w życiorysie: „Po wojnie byłam przez dwa lata referentem kultury i sztuki w Wyrzysku, powiat Bydgoszcz. Miałam wystawy w Bydgoszczy (nagrody i wyróżnienia) i w Brodnicy (…).
Balbina Śwityczówna, Bajka, od dzieciństwa była w harcerstwie. Jako prawdziwy skaut starała się wykonać dziennie jeden dobry uczynek. W rodzinnych opowieściach zachowała się taka anegdota. Pewnego dnia Bajka, zobaczyła na ulicy starszą kobietę z tobołkiem, zapytała, dokąd idzie. Chciała jej pomóc, chwyciła więc ciężki pakunek i pobiegła pod wskazany adres, bo bardzo spieszyła się do szkoły. A kobieta w krzyk „Okradli mnie!”. Wkrótce zobaczyła, że tobołek stoi pod drzwiami, lament przeszedł w radość i zdążyła jeszcze podziękować harcerce.
Balbina Śwityczówna urodziła się w 1901 roku w Mohylewie nad Dnieprem. Rodzice nazwali ją Balbina, bo przyniosła sobie to imię — 31 marca przypadają imieniny Balbiny. Wszyscy jednak mówili do niej Bajka, a ojciec zdrobniale — Bajeczka. Nawet w jednej z legitymacji z czasów młodości miała obok imienia i nazwiska wpisane w nawiasie imię Bajka. Gdy przyszła na świat, miała już trzy siostry, które także nosiły oryginalne imiona: Maria, Petronela i Kunegunda. Matka, Maria z domu Konarska zajmowała się domem i dziećmi. Nikodem Świtycz był lekarzem. Według przekazów rodzinnych w 1904 roku w Mohylewie wybucha wielka epidemia: szkarlatyny, odry i ospy. Pewnej nocy umierają na szkarlatynę trzy córeczki Śwityczów, siostry Bajki. Ona w tym czasie znajduje się w Woroneżu, na plebanii wujka Konarskiego, opiekuje się nią babcia Anna Konarska. Zrozpaczony ojciec siebie wini za ich śmierć, myśli, że lecząc innych pacjentów, zaraził swoje córki. Tak bardzo dręczy go ta myśl, że wkrótce umiera na zawał serca. Po tych tragicznych zdarzeniach przy porodzie umiera matka Bajki i nowo narodzony chłopiec. Bajka w ciągu krótkiego czasu zostaje całkowitą sierotą. Dziewczynką zajmuje się początkowo babcia Konarska, ale gdy ona umiera, jej syn ksiądz nie może pogodzić obowiązków duszpasterskich z opieką nad dziewczynką. Na Polesiu znajduje powinowatych: lekarza medycyny Józefa Witkowskiego z córką i im powierza siostrzenicę. - To był dobry wybór - opowiadała mi, wspominając tę rodzinną tragedię, Jowita Solarska, córka Balbiny Świtycz-Widackiej. - Witkowski kupił dom z ogrodem w Kobryniu na Polesiu i tam zamieszkał z córką Stanisławą Witkowską i Bajką. W życiu Bajki Śwityczówny zaczął się nowy, szczęśliwy czas.
I znów powraca postać pani Jowity Solarskiej, bo to ona zabiegała o otwarcie Galerii Rzeźby Balbiny Świtycz-Widackiej w Kortowie. Dostała zgodę ówczesnego rektora ART, prof.dr. hab. Stefana Smoczyńskiego, który w katalogu przygotowanym na otwarcie pisał: „Organizacja stałej galerii to wyróżnienie naszego miasta Olsztyna, naszej uczelni – Akademii Rolniczo-Technicznej. Ta niekwestionowana wielka polska artystka zakończyła swoje pracowite życie tu, w Kortowie (…). Dla mnie osobiście i dla wielu spośród pracujących w Kortowie postać artystki jest nieprzemijająca trwała”.
Profesor Stanisław Lorentz tak wspominał pozowanie: „Miałem możność zetknięcia się z panią Balbiną Świtycz-Widacką osobiście i zachowałem w dobrej pamięci jej bystrość spojrzenia artystycznego, zapał do sztuki i energię. Dedykuję jej swoją fotografię słowami: „Na pamiątkę bardzo miłych chwil, gdy powstawał mój portret, chyba bardzo podobny, i wielu wspomnień o ludziach i miejscach”. Stanisław Lorentz był najdłużej pełniącym funkcję dyrektorem Muzeum Narodowego w Warszawie - od 1936 do 1982 (z przerwą na wojnę).
Paweł Stanny, dyrektor Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej w Brodnicy, wylicza brodnickie popiersia: "głowę" fotografika i lokalnego działacza Jana Mełnickiego, popiersie dr. Władysława Szalewicza oraz płaskorzeźbę z podobizną Urszuli Lewandowskiej. - Moim zdaniem to rzeźby najwyższej klasy, wyróżnia je finezja i klasyka. Świtycz-Widacka była bardzo utalentowana, wyszła ze znakomitej pracowni rzeźby prof. Konstantego Laszczki. W Brodnicy nie tylko rzeźbiła, pisała wiersze, ale też bardzo dużo działała społecznie, była nawet drużynową. Mieszkała tu krótko, kilka lat, nie zetknąłem się z kimś, kto by ją znał. Z zachowanych notatek wynika, że w czasie brodnickim wyrzeźbiła popiersie Leonarda da Vinci, głowę Rosjanki, popiersie Iwona. Włączyła się też w obchody 650-lecia Brodnicy, zaprojektowała rzeźbę Ziemia Michałowska, jednak projekt nie został zrealizowany.
Rzeźbiarka zmarła na zawał 28 lipca 1972 roku w szpitalu w Olsztynie. Rodzina zdecydowała, że spocznie na cmentarzu w Brodnicy koło swojego męża, który zmarł w 1949 roku. I tak się stało. Z tego powodu nie ma swojego miejsca w Alei Zasłużonych na cmentarzu w Olsztynie. Na białej tablicy poświęconej artystce jest jej zdjęcie i fragment wiersza autorstwa rzeźbiarki: „Nic na świecie nie jest straszne Nawet ludzka śmierć (…) Póki oczy nie zagasną Jest nadziei ćwierć”.
Wesele u pisarki
Państwo młodzi wybrali na miejsce przyjęcia weselnego dwór bardzo znanej i popularnej pisarki Marii Rodziewiczówny, która była kuzynką Iwona, w Hruszowej. Dlaczego wesele było w Hruszowej, skoro Iwon miał swój majątek i dwór Hliniszcze? — zastanawia się prof. Widacki. — Oficjalna wersja była taka, że Hliniszcze były zniszczone po wojnie. Tymczasem Balbina i Iwon brali ślub 12 lat po wojnie bolszewickiej, a więc: albo tak długo go remontowali, albo może po prostu był za mały dla zaproszonych gości — przypuszcza profesor.Co stało się Rodziewiczówną i dworem po wybuchu wojny w 1939 roku? Pisarka w pośpiechu opuściła dwór w październiku 1939 roku, budynek został splądrowany, meble i inne przedmioty rozkradzione, a księgozbiór i archiwum spłonęły w ognisku rozpalonym przez okolicznych chłopów na dziedzińcu. Prof. Jan Widacki, która odwiedził Hruszową (obecnie Białoruś), gdy jeszcze można było podróżować w tamte strony, mówi, że z dworu została tylko niewielka część parteru jednego skrzydła. Działał w tym pomieszczeniu sklep. Natomiast w parku nadal stał potężny dąb Dewajtis, który trafił do powieści Rodziewiczówny pod tym samym tytułem. Prof. Widacki wziął kilka żołędzi, posadził w swoim ogrodzie. — I mam swój Dewajtis na Podhalu — mówi.
Rodzina Widackich – Bajka i Iwon oraz dwie córki: Jowita i Karina – przeżyła wojnę w Kobryniu. Uniknęła wywózki na Sybir, gdyż prawdopodobnie władza radziecka postanowiła wykorzystać talent artystki. Balbina dostała kilka zleceń: wykonanie rzeźby Czechowa i Stanisławskiego dla teatru w Brześciu, Gorkiego i Czajkowskiego — dla muzeum w Mińsku, Szopena i Beethovena — dla filharmonii mińskiej. W czasie okupacji niemieckiej, wraz z mężem, który powrócił z Generalnego Gubernatorstwa, gdzie znalazł się po rozwiązaniu jego oddziału zbrojnego w 1939 roku — prawdopodobnie rozpoczęła działalność konspiracyjną w AK. Wyjechali z Polesia w 1945 roku. Ich pierwszym przystankiem w nowej Polsce była Biała Podlaska. I po wojnie Potem mieszkali w Wyrzysku na Pomorzu, szukali pracy, nie znali tego regionu, nie mieli tam żadnej rodziny, aż w końcu osiedli w Brodnicy, gdzie Balbina szukała zleceń i rzeźbiła, a Iwon pracował w okolicznych PGR-ach. Miał dostać kierownicze stanowisko, ale w latach powojennych to polityka rządziła awansami. Iwon nie dostał stanowiska. Czy tak się przejął sytuacją czy miał słabe serce, w każdym razie zmarł nagle na zawał 30 kwietnia 1949 roku. Został pochowany na cmentarzu w Brodnicy. Bajka z dwiema nastoletnimi córkami musiała sobie radzić sama. I poradziła sobie.
Front dworu Marii Rodziewiczówny