Want to create interactive content? It’s easy in Genially!
"Żona modna" - z polskiego na nasze
AF
Created on April 19, 2021
Start designing with a free template
Discover more than 1500 professional designs like these:
View
Animated Chalkboard Presentation
View
Genial Storytale Presentation
View
Higher Education Presentation
View
Blackboard Presentation
View
Psychedelic Presentation
View
Relaxing Presentation
View
Nature Presentation
Transcript
"Żona modna"
Z polskiego na nasze...
czyli
treść satyry Ignacego Krasickiego
"łopatologicznie"
Skarga pana Piotra
"A ponieważ dostałeś, coś tak drogo cenił, Winszuję, panie Pietrze, żeś się już ożenił". - "Bóg zapłać". - "Cóż to znaczy? Ozięble dziękujesz, Alboż to szczęścia swego jeszcze nie pojmujesz? Czyliż się już sprzykrzyły małżeńskie ogniwa?" - "Nie ze wszystkim; luboć to zazwyczaj tak bywa, Pierwsze czasy cukrowe". - "Toś pewnie w goryczy?" - "Jeszczeć!" - "Bracie, trzymaj więc, coś dostał w zdobyczy! Trzymaj skromnie, cierpliwie, a milcz tak jak drudzy, Co to swoich małżonek uniżeni słudzy, Z tytułu ichmościowie, dla oka dobrani, A jejmość tylko w domu rządczyna i pani, Pewnie może i twoja?" - "Ma talenta śliczne: Wziąłem po niej w posagu cztery wsie dziedziczne, Piękna, grzeczna, rozumna". - "Tym lepiej". - "Tym gorzej. Wszystko to na złe wyszło i zgubi mnie sporzej; Piękność, talent wielkie są zaszczyty niewieście, Cóż po tym, kiedy była wychowana w mieście". - "Alboż to miasto psuje?" - "A któż wątpić może? Bogdaj to żonka ze wsi!" - "A z miasta?" - "Broń Boże!
Pan Piotr rozmawia ze swoim znajomym, który gratuluje mu ożenku. Okazuje się, że młody małżonek nie jest szczęśliwy. Największą zaletą jego żony są bowiem... 4 wsie, które wniosła w posagu do ich małżeństwa. Pan Piotr narzeka na jej miejskie wychowanie i stwierdza, że wolałby jednak małżonkę ze wsi.
Przed ślubem
Pan Piotr od razu zauważył wady swojej wybranki, ale starał się usprawiedliwiać. Zalecał się więc do niej, naśladując bohaterów modnych wówczas romansów. Mimo iż spostrzegł, że narzeczona gardzi nim, postanowił nie wycofywać sie z planów małżeńskich, gdyż według niego byłby to czyn niehonorowy. Ponadto żal mu było graniczących z jego ziemiami wiosek, w których posiadanie wszedł dzięki małżeństwu z "żoną modną".
Źlem tuszył, skorom moją pierwszy raz obaczył, Ale, żem to, co postrzegł, na dobre tłumaczył, Wdawszy się już, a nie chcąc dla damy ohydy, Wiejski Tyrsys, wzdychałem do mojej Filidy. Dziwne były jej gesta i misterne wdzięki, A nim przyszło do szlubu i dania mi ręki, Szliśmy drogą romansów, a czym się uśmiechał, Czym się skarżył, czy milczał, czy mówił, czy wzdychał, Wiedziałem, żem niedobrze udawał aktora, Modna Filis gardziła sercem domatora. I ja byłbym nią wzgardził; ale punkt honoru, A czego mi najbardziej żal, ponęta zbioru, Owe wioski, co z mymi graniczą, dziedziczne, Te mnie zwiodły, wprawiły w te okowy śliczne.
Umowa przedślubna
Przyszło do intercyzy. Punkt pierwszy: że w mieście Jejmość przy doskonałej francuskiej niewieście, Co lepiej (bo Francuzka) potrafi ratować, Będzie mieszkać, ilekroć trafi się chorować. Punkt drugi: chociaż zdrowa, czas na wsi przesiedzi, Co zima jednak miasto stołeczne odwiedzi. Punkt trzeci: będzie miała swój ekwipaż własny. Punkt czwarty: dom się najmie wygodny, nieciasny, To jest apartamenta paradne dla gości, Jeden z tyłu dla męża, z przodu dla jejmości. Punkt piąty: a broń Boże! – Zląkłem się. A czego? “Trafia się – rzekli krewni – że z zdania wspólnego Albo się węzeł przerwie, albo się rozłączy!” “Jaki węzeł?” “Małżeński”. Rzekłem: “Ten śmierć kończy”. Rozśmieli się z wieśniackiej przytomni prostoty. A tak płacąc wolnością niewczesne zaloty, Po zwyczajnych obrządkach rzecz poprzedzających Jestem wpisany w bractwo braci żałujących.
Przed ślubem małżonkowie spisali umowę majątkową zwaną intercyzą. W niej narzeczona zagwarantowała sobie, że, po pierwsze, w czasie choroby zamieszka w mieście razem ze służącą Francuzką, po drugie - zimę spędzać będzie w stolicy, po trzecie - otrzyma do swojej dyspozycji powóz, po czwarte - na wsi zamieszkaw komfortowym domu, po piąte - w razie potrzeby będzie mogła zażądać rozwodu. Krewni przyszłej żony śmiali się z pana Piotra, kiedy stwierdził, że małżeństwo powinno trwać do śmierci któregoś z małżonków.
W drodze na wieś
A tak płacąc wolnością niewczesne zaloty, Po zwyczajnych obrządkach rzecz poprzedzających Jestem wpisany w bractwo braci żałujących. Wyjeżdżamy do domu. Jejmość w złych humorach: Czym pojedziem?” “Karetą”. “A nie na resorach ?” Daliż ja po resory. Szczęściem kasztelanie, Co karetę angielską sprowadził z zagranic, Zgrał się co do szeląga. Kupiłem. Czas siadać. Jejmość słaba. Więc podróż musiemy odkładać. Zdrowsza jejmość, zajeżdża angielska kareta. Siada jejmość, a przy niej suczka faworyta. Kładą skrzynki, skrzyneczki, woreczki i paczki, Te od wódek pachnących, tamte od tabaczki, Niosą pudło kornetów, jakiś kosz na fanty; W jednej klatce kanarek, co śpiewa kuranty, W drugiej sroka, dla ptaków jedzenie w garnuszku, Dalej kotka z kocięty i mysz na łańcuszku. Chcę siadać, nie masz miejsca; żeby nie zwlec drogi, Wziąłem klatkę pod pachę, a suczkę na nogi. Wyjeżdżamy szczęśliwie, jejmość siedzi smutna, Ja milczę, sroka tylko wrzeszczy rezolutna.
W dniu wyjazdu młodych do wiejskiej posiadłości męża "żona modna" była w złym humorze. Zażyczyła sobie podróżować nowoczesną, angielską karetą na resorach, którą pan Piotr musiał od razu kupić. Jednak ze względu na jej chorobę wyjazd odłożono. Gdy podróż była w końcu możliwa, okazało się, że dla męża brakuje miejsca w powozie, gdyż małżonka zabrała ze sobą mnóstwo rzeczy i liczne zwierzęta (kanarka, psa, mysz, kotkę z kociętami, srokę). Pan Piotr musiał ulokować się pomiędzy towarzyszami żony. Nowożeńcy wyruszają w drogę, początkowo jadą w milczeniu. Żona szlachcica jest smutna.
Oczekiwania żony
Wyjeżdżamy szczęśliwie, jejmość siedzi smutna, Ja milczę, sroka tylko wrzeszczy rezolutna. Przerwała jejmość myśli: “Masz waćpan kucharza ?” “Mam, moje serce”. “A pfe, koncept z kalendarza, Moje serce! Proszę się tych prostactw oduczyć!” Zamilkłem. Trudno mówić, a dopieroż mruczyć. Więc milczę. Jejmość znowu o kucharza pyta. “Mam, mościa dobrodziejko”. “Masz waćpan stangryta?” “Wszak nas wiezie”. “To furman. Trzeba od parady Mieć inszego. Kucharza dla jakiej sąsiady Możesz waćpan ustąpić”. “Dobry”. “Skąd?” “Poddany”. “To musi być zapewne nieoszacowany – Musi dobrze przypiekać reczuszki, łazanki, Do gustu pani wojskiej, panny podstolanki. Ustąp go waćpan. Przyjmą pana Matyjasza, Może go i ksiądz pleban użyć do kiermasza. A pasztetnik?” “Umiał ci i pasztety robić”.
Podczas drogi żona zaczęła wypytywać męża o jego gospodarstwo. Gdy ten w czasie rozmowy skierował w jej stronę słowa “moje serce”, oburzyła się i nakazała, by nie zwracał się do niej językiem rodem z kalendarza (prostackim). Kobieta dopytywała o kucharza - nakazała zwolnić dotychczasowego, a w jego miejsce przyjąć Matyjasza, który umie przyrządzać potrawy odpowiednie dla jej ważnych gości. Zażyczyła sobie ponadto, aby zatrudnić stangreta "od parady". Dopytywała także o pasztetnika, na co pan Piotr odrzekł, że poprzedni kucharz potrafił przygotowywać pasztety.
Powitanie
Kiedy młodzi wjeżdżali w bramę folwarku, pani skrytykowała parkan - drewniany płot. Wysiadłszy z powozu, odepchnęła starego Franciszka - osobę nadzorujacą gospodarstwo i zarządzajacą spiżarnią, czym doprowadziła go niemal do płaczu. Nowa gospodyni nie okazała też szacunku księdzu przedstawionemu jej przez męża. Zwróciła się do niego w zdawkowy, lekceważący sposób, na co ksiądz jedynie zmarszczył brwi.
“Wjeżdżamy już we wrota, spojźrzała z karety: “A pfe, mospanie, parkan, czemu nie sztakiety?” Wysiadła, a z nią suczka i kotka, i myszka; Odepchnęła starego szafarza Franciszka, Łzy mu w oczach stanęły, jam westchnął. W drzwi wchodzi. “To nasz ksiądz pleban!” “Kłaniam”. Zmarszczył się dobrodziej.
Zwiedzanie wiejskiej posiadłości
Żona została oprowadzana po nowym domu. Kiedy weszła do jadalni, od razu stwierdziła, że pomieszczenie jest za małe. Na jej słowa Franciszek się wzdrygnął, a przerażona klucznica uciekła. Nowa gospodyni z niezadowoleniem przyjęła wiadomość, że bawialnia i jadalnia to ten sam pokój. Pokazano jej gabinet i wspólną z mężem sypialnię. co wywołało jej oburzenie. Natychmiast zażądała własnej sypialni, garderoby, biblioteki, pokoju muzycznego i pokoju do zabaw, a także oddzielnych pomieszczeń dla pokojówek i służących.
“Gdzie sala?” “Tu jadamy”. “Kto widział tak jadać! Mała izba, czterdziestu nie może tu siadać”. Aż się wezdrgnął Franciszek, skoro to wyrzekła, A klucznica natychmiast ze strachu uciekła. Jam został. Idziem dalej. “To pokój sypialny”. “A pokój do bawienia?” “Tam, gdzie i jadalny”. “To być nigdy nie może! A gabinet ?” “Dalej. Ten będzie dla waćpani, a tu będziem spali”. “Spali? Proszę, mospanie, do swoich pokojów. Ja muszę mieć osobne od spania, od strojów, Od książek, od muzyki, od zabaw prywatnych, Dla panien pokojowych, dla służebnic płatnych
Porządki w ogrodzie
Także ogród w gospodarstwie pana Piotra nie spodobał się "żonie modnej". Klomby złożone z bukszpanu i ligustru, które uznała za niemczyznę, kazała usunąć. Zastąpić je chciała modnym wówczas ogrodem angielskim (krajobrazowym), na który miałyby się składać m.in. gaiki z cyprysów, strumyki, altanka ogrodowa, meczecik, holenderskie wanny, domek pustelnika, pawilon ogrodowy w kształcie świątyni antycznej, mały belwederek (budowla ogrodowa usytuowana na wzgórzu, skąd roztacza się piękny widok) oraz klatki na ptaszki. W tak urządzonym ogrodzie zamierzała czytać o losach Pameli i Heloizy - bohaterkach popularnych wtedy powieści sentymentalnych. Pan Piotr, nie mogąc już znieść pomysłów żony, uciekł z ogrodu.
"A ogród?” “Są kwatery z bukszpanu, ligustru”. “Wyrzucić! Nie potrzeba przydatniego lustru, To niemczyzna. Niech będą z cyprysów gaiki, Mruczące po kamyczkach gdzieniegdzie strumyki, Tu kiosk, a tu meczecik, holenderskie wanny, Tu domek pustelnika, tam kościół Dyjanny. Wszystko jak od niechcenia, jakby od igraszki, Belwederek maleńki, klateczki na ptaszki, A tu słowik miłośnie szczebiocze do ucha, Synogarlica jęczy, a gołąbek grucha, A ja sobie rozmyślam pomiędzy cyprysy Nad nieszczęściem Pameli albo Heloisy…” Uciekłem, jak się jejmość rozpoczęła zżymać, Już też więcej nie mogłem tych bajek wytrzymać, Uciekłem.
Rządy pani domu
Gdy rozpoczęły się rządy nowej gospodyni, w domu zapanowały gwar i zamieszanie. W ciagu dwóch tygodni dworek zmienił się nie do poznania. Żona przedmioty potrzebne do realizacji swoich planów sprowadzała z Warszawy. W jadalni drewniany strop zamieniła na sufit z malowidłem przdstawiającym ofiarę Wenus, sypialnię ozdobiła złoceniami, garderobę wzbogaciła o gipsowe sztukaterie, wyrzuciła wszelkie zapasy i ustawiła szafy z mahoniu z wieloma książkami. Wszystkie zmiany (m.in. pozłacane ozdoby, porcelana, marmurowe stoliki, zwierciadła na ścianach) utrzymane były we francuskim stylu. Spowodowały one, że dom szlachecki zaczął przypominać warszawski pałac. Pan Piotr żali się, że musiał zapłacić za wszystkie zachcianki swojej żony.
Jejmość w rządy. Pełno w domu wrzawy, Trzy sztafety w tygodniu poszło do Warszawy, W dwa tygodnie już domu i poznać nie można, Jejmość w plany obfita, a w dziełach przemożna, Z stołowej izby balki wyrzuciwszy stare, Dała sufit, a na nim Wenery ofiarę. Już alkowa złocona w sypialnym pokoju, Gipsem wymarmurzony gabinet od stroju. Poszły słojki z apteczki, poszły konfitury, A nowym dziełem kunsztu i architektury Z półek szafy mahoni, w nich książek bez liku, A wszystko po francusku: globus na stoliku, Buduar szklni się złotem, pełno porcelany, Stoliki marmurowe, zwierściadlane ściany. Zgoła przeszedł mój domek warszawskie pałace, A ja w kącie nieborak, jak płacę, tak płacę.
Wizyta gości
Na zaproszenie pani domu w dworze małżonków pojawiło się mnóstwo gości - eleganccy panowie i modne damy. Przyjęcie było huczne, grała muzyka, pan szambelan (wysoki urzędnik dworski) wznosił toast za zdrowie gospodyni, pan adiutant (żołnierz pomocniczy) częstował się winem właściciela. Wszyscy się świetnie bawili, tylko pan Piotr musiał usługiwać.
To mniejsza, lecz gdy hurmem zjechali się goście, Wykwintne kawalery i modne imoście, Bal, maszki, trąby, kotły, gromadna muzyka, Pan szambelan za zdrowie jejmości wykrzyka, Pan adiutant wypija moje stare wino, A jejmość w kącie szepcząc z panią starościną, Kiedy ja się uwijam jako jaki sługa, Coraz na mnie pogląda, śmieje się i mruga.
Mądry pan Piotr po szkodzie
Po kolacji urządzono pokaz sztucznych ogni. Niestety jeden z nich trafił w stodołę stojącą wśród zabudowań gospodarczych. Zrozpaczony pan Piotr próbował gasić płonący budynek, czym naraził się jedynie na drwiny ze strony uczestników zabawy, która trwała w najlepsze. Gdy mąż zwrócił uwagę żonie na rozrzutny tryb życia, ta wypomniała mu cztery wioski, które wniosła w posagu. Mąż jedynie stwierdził, że przy tylu wydatkach nawet osiem wsi nie wystarczy. Wówczas małżonka namówiła go, aby wrócili do miasta. Narrator opowiada znajomemu, że od kilku tygodni prowadzi próżniaczy tryb życia w mieście. Jest przygnębiony, ale wie, że już jest za późno na "próżny żal".
Po wieczerzy fejerwerk. Goście patrzą z sali; Wpadł szmermel między gumna, stodoła się pali. Ja wybiegam, ja gaszę, ratuję i płaczę, A tu brzmią coraz głośniej na wiwat trębacze. Powracam zmordowany od pogorzeliska, Nowe żarty, przymówki, nowe pośmiewiska. Siedzą goście, a coraz więcej ich przybywa, Przekładam zbytni ekspens, jejmość zapalczywa Z swoimi czterma wsiami odzywa się dwornie. “I osiem nie wystarczy” – przekładam pokornie. “To się wróćmy do miasta”. Zezwoliłem, jedziem; Już tu od kilku niedziel zbytkujem i siedziem. Już… ale dobrze mi tak, choć frasunek bodzie, Cóż mam czynić? Próżny żal, jak mówią, po szkodzie”.