Want to create interactive content? It’s easy in Genially!
Witold Gombrowicz Ferdydurke
polskiwszkole6
Created on April 19, 2021
Start designing with a free template
Discover more than 1500 professional designs like these:
View
Correct Concepts
View
Microcourse: Artificial Intelligence in Education
View
Puzzle Game
View
Scratch and Win
View
Microlearning: How to Study Better
View
Branching Scenarios Challenge Mobile
View
Branching Scenario Mission: Innovating for the Future
Transcript
Ferdydurke
okoliczności powstania
TYTUŁ
gatunek literacki
PROBLEMATYKA
powieść awangardowa groteskowa
powieść eksperymentalna
powieść inicjacyjna
Groteska
Według SJP PWN:
«szczególny rodzaj komizmu polegający na przejaskrawianiu świata przedstawionego i zestawianiu kontrastów»
Groteska jest kategorią estetyczną!
«utwór literacki, muzyczny lub plastyczny oparty na takich zasadach»
«sytuacja, wydarzenie absurdalne»
Sam termin groteska pochodzi od włoskiego la grotteska. Ono zaś pochodzi od wyrazu la grotta, który oznacza jaskinię, piwnicę.
Na przełomie XV i XVI wieku we Włoszek w tzw. Złotym Domu Nerona odkryto zaskakujące freski przedstawiające hybrydy ludzi, zwierząt z roślinam
„Przeszedłem niedawno Rubikon nieuniknionego trzydziestaka, minąłem kamień milowy, z metryki, z pozorów wyglądałem na człowieka dojrzałego, a jednak nie byłem nim – bo czymże byłem? (...) Chodziłem po kawiarniach i po barach, spotykałem się z ludźmi zamieniając słowa, czasem nawet myśli, ale sytuacja była nie wyjaśniona i sam nie wiedziałem, czym człowiek, czym chłystek; i tak na przełomie lat nie byłem ani tym, ani owym – byłem niczym – a rówieśnicy, którzy już się pożenili oraz pozajmowali określone stanowiska, nie tyle wobec życia, ile po rozmaitych urzędach państwowych, odnosili się do mnie z uzasadnioną nieufnością”.
Józio oznajmia, że jego ciotki, które pogardliwie określa mianem „ćwierćmatek doczepionych, przyłatanych, ale szczerze kochających”, próbują wpłynąć na niego, aby w końcu ustatkował się i został kimś określonym. Wcześniej bohater napisał książkę zatytułowaną Pamiętnik z okresu dojrzewania, która miała potwierdzić jego inicjację w dojrzałość. Wspominając nie najlepsze reakcje krytyków na jego debiutanckie dzieło, narrator snuje refleksje natury filozoficznej, zastanawia się na przykład nad kwestią uzależnienia człowieka od opinii innych ludzi:
„Zaprawdę, w świecie ducha odbywa się gwałt permanentny, nie jesteśmy samoistni, jesteśmy tylko funkcją innych ludzi, musimy być takimi, jakimi nas widzą, a już moją osobistą klęską było, że z jakąś niezdrową rozkoszą uzależniałem się najchętniej od niedorostków, wyrostków, podlotków oraz ciotek kulturalnych”.
Przy okazji Józio daje upust swojej niechęci do krytyków literackich, których pogardliwie nazywa „ciotkami kulturalnymi”. Bohater wspomina, iż po wydaniu Pamiętnika... przyprawiono mu od razu gębę; wtedy też: „otrzymał święcenia półświetne, został hojnie namaszczony niższą sferą”
„Lecz ja byłem, niestety, chłystek i chłystkowatość była jedyną moją instytucją kulturalną”.
Józio uświadamia sobie śmieszność sytuacji, w jakiej się znalazł, i postanawia przezwyciężyć niedojrzałość w sobie. Nagle, pozostając w dziwnym stanie pół snu, pół jawy, dostrzega w pokoju („rodzi”) swego sobowtóra. Przygląda się bacznie tej zjawie, nie dowierzając własnym zmysłom. Nie godzi się na taki obraz samego siebie. Zaraz potem przyjmuje postawę buntu:
„Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się! Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi!
W chwilę potem bohater siada do pisania nowego dzieła: „(...) mojego własnego, takiego jak ja, identycznego ze mną, wynikającego wprost ze mnie, dzieła suwerennie przeprowadzającego własną rację moją przeciw wszystkiemu i wszystkim (...)” Nagle rozlega się dzwonek u drzwi i do mieszkania wchodzi prof. Pimko, który natychmiast przyprawia Józiowi „pupę” – niweczy jego trud samodzielnego dorastania do „siebie samego”, własnej dojrzałości wywiedzionej z niedojrzałości! Profesor po belfersku zaczyna oceniać rozpoczęte przez bohatera dzieło, potem przytłacza go pedagogiczną erudycją oraz schematyzmem myślenia, który zabija wszelką indywidualność. Upupiony infantylnie Józio, zdegradowany do roli 15-latka, podąża posłusznie za Pimką do szkoły dyrektora Piórkowskiego.
Jak jest w szkole opisanej przez Gombrowicza?
NAUCZYCIELE
UCZNIOWIE
LEKCJE
SZKOŁA
Pojedynek na miny
Scena o bogatym znaczeniu symbolicznym, ponieważ niewinność i nieświadomość zmierzyła się z brzydotą i młodzieńczym buntem.
Józio na pensji u Młodziaków
"I zabrał mnie opowiadając po drodze dla zachęty o Młodziaku, który był inżynierem-konstruktorem, i o Młodziakowej, która inżynierową była. — To nowoczesny dom — zauważył — nowoczesno-naturalistyczny, hołdujący nowym prądom i obcy mej ideologii. Lecz spostrzegłem w tobie pewną sztuczność, pozę, wciąż jeszcze udajesz dorosłego — otóż Młodziakowie wyleczą cię z tej przykrej wady, nauczą cię naturalności. Zapomniałem ci jednak powiedzieć, że jest tam też córeczka. Młodziakówna Zutka, pensjonarka — dodał półgębkiem, ściskając mi dłoń i spoglądając na mnie zezem pedagogicznym spod binokli. — Pensjonarka — rzekł — nowoczesna również. Hm, nie jest to najszczęśliwsze towarzystwo, poważne są niebezpieczeństwa... lecz z drugiej strony nic tak nie wciąga w młodość jak nowoczesna pensjonarka... już tam ona patriotyzmem cię natchnie młodzieńczym"
16-lat, typ „nowoczesnej pensjonarki”. Józio, który zabiega o jej względy i pragnie bezskutecznie zbratać się z nią w „nowoczesnej naturalności”, nazywa ją „sportówką”, zaś prof. Pimko, który udziela Zutce korepetycji z Norwida, a potajemnie uwielbia – powie o niej: „rozwydrzona panna, przedstawicielka nowego, zamerykanizowanego pokolenia”.
ZutaMłodziakówna
„Lat szesnaście, sveater, spódnica, gumiane sportowe półbuciki, wysportowana, swobodna, gładka, gibka, giętka i bezczelna!”. " doskonała pensjonarka w swej pensjonarskości i absolutnie nowoczesna w swej nowoczesności. I podwójnie młoda — raz wiekiem, a drugi raz nowoczesnością — była to młodość przez młodość"
nie wie kim był Norwid, bezczelna, dzika, ostra, gibka, pewna siebie, obojętna wobec Józia, nie ptrzebowała ideałów, gdyż sama sobie była ideałem
Joanna Młodziakowa
" kobieta dość otyła, lecz inteligentna i uspołeczniona, z bystrym i bacznym wyrazem twarzy, członkini komitetu dla ratowania niemowląt lub dla zwalczania plagi żebraniny" .
kobieta nowoczesna, postępowa, prowadzi nowoczesny dom, wyzwolona, emancypantka, nienawidząca wszelkiej sztuczności i nienaturalności.
Nie znosi pozy na dorosłego , żywi kult młodości, nie lubi zdrobnień „ my mamy oczy, nie oczka”, przemiany, rewolucja obyczajowa, brała udział w Wielkiej Wojnie ( pierwszej wojnie światowej), była sanitariuszką, Niech córkę zaczepiają, niech się umawia z kim chce,
Dużo czyta (m.in. dzieła G.H. Wellsa i B. Russella). Wygarnia profesorowi Pimce, że jest zacofanym tradycjonalistą: „– Epoka, profesorze, epoka! Nie zna pan spółczesnego pokolenia. Głębokie przemiany. Wielka rewolucja obyczajowa, ten wiatr, który burzy, podziemne wstrząsy, a my na nich. Epoka! Wszystko trzeba przebudować od nowa! Zburzyć w ojczyźnie wszystkie miejsca stare, pozostawić tylko młode miejsca, zburzyć Kraków!
Młodziakowa o :
córce
wrażliwa na punkcie lojalności, naturalności,szczera swobodna
Józiu
młody starzec, zblazowany, niewysportowany, staroświecki, chorobliwie zmanierowany, zgniłe jajo,
urbanista, inżynier, kształcił się w Paryżu, człowiek światły swobodne ubranie, rogowe okulary, kołnierzyk ala Słowacki, "pacyfista, wielbiciel naukowej organizacji pracy z dowcipami i anegdotami naukowymi oraz dowcipami z kabaretów".
Wiktor Młodziak
wychowany na Słówkach Boya i felietonach Słonimskiego, reprezentuje liberalne poglądy, co widać choćby w jego bezpośrednim stosunku do jedynaczki: „Zuta, jeżeli chcesz mieć dziecko nieślubne, bardzo proszę! A cóż w tym złego! Kult dziewictwa ustał! My, inżynierowie konstruktorzy!
Młodziakowa o nic nie pyta, bo sama nie lubi matczynych pytań.
Nagle zaczyna mówić, że kara śmierci jest przeżytkiem
Inżynier bierze od żony sól i mówi o tym, jak w Brazylii topią całe beczki soli, gdy u nas jest za 6 groszy gram
obiad
Lekceważony Józio zwraca się w kierunku pensjonarki ze słowami: „Mamusia, mamusia…”. Jest to tak nieoczekiwane, że zadziwia wszystkich i sprawia, że bohater odzyskuje siły. chce pokazać, że już mu wszystko jest obojętne. Zaczyna „babrać się w kompocie” . Młodziakowa zwraca mu uwagę, a on je dalej swoją papkę. Zbladła i zaczęła krzyczeć, że mają przestać bo to jest jakaś poza. Młodziakowie chyłkiem opuszczają pokój, inżynier chichocze, a Józio uświadamia sobie, że może rozbić tę przyjętą przez rodzinę maskę nowoczesności. Wyzwoli się wówczas od nowoczesnej pensjonarki i profesora Pimki.
- Józio rozmyśla, jak pozbawić Zutę jej nowoczesności.
- Zaczyna ją podglądać, co początkowo wzbudza w nim tylko coraz większą fascynację.
- Zaczyna ją przedrzeźniać, naśladując jej siąkanie nosem, kiedy zaś Zuta wychodzi z domu przeszukuje jej osobiste rzeczy.
- Chce zburzyć harmonię panującą w jej otoczeniu.
- Widzi w jej sportowym pantoflu goździk, co uznaje za szczególnie trafny gest, umieszcza w nim okaleczoną przez siebie, ale wciąż żywą jeszcze muchę.
- Czyta wiersze w zeszycie Zuty i dopisuje własne przynoszące erotyczne skojarzenia tłumaczenie
Józio odnajduje plik listów miłosnych od rówieśników Zuty (w tym od Kopyrdy), ale także starszych mężczyzn (w tym profesora Pimki). Wówczas rodzi się w jego głowie plan następujący: pismem Młodziakówny pisze dwa listy: Jutro, w czwartek, o 12-tej w nocy zastukaj do okna z werandy, wpuszczę. Z. i zaadresował, jeden do Kopyrdy, drugi do Pimki. Cel jest jasny: ośmieszyć Pimkę Kopyrdą i Kopyrdę Pimką.
intryga
- Dwóch mężczyzn i do tego jeden dużo starszy od ich córki.
- Pimko pokrętnie tłumaczy swoją obecność, inżynier wpada w gniew i policzkuje profesora, a następnie zaczyna szarpać się z Kopyrdą. Dołącza do nich Młodziakowa, która chce pomóc mężowi, a ostatecznie także i Zuta.
Jaką gębę chcieli przyprawić swojej córce państwo Młodziakowie? A jaką chciał jej przyprawić Józio? Wytłumacz symboliczne znaczenie kompotu. Dlaczego bohater ucieka?
Z zamieszania, jakie wyniknęło z tej bijatyki korzysta Józio i wymyka się z domu Młodziaków, wyzwalając się jednocześnie od narzucanych mu tu form. W ostatniej chwili dołącza do niego Miętus, który właśnie uwiódł w końcu służącą i udają się na poszukiwanie parobka.
FORMA DWORKU ZIEMIAŃSKIEGO
rozmowa.. Z grzeczności Józio pyta swoje wujostwo o zdrowie. Wywiązuje się z tego rozmowa o chorobach, która trwa już do końca. Każdy z rodziny Hurleckich jest na coś chory i aby podtrzymać rozmowę opowiada o tym. Chwilowe minuty ciszy wprawiają wręcz w trwogę.
przywitanie gości odbywa się bardzo zwyczajnie. Bohaterowie ściskają się i całują,. Nie ma w tym radości z przybyłych gości, jednak nie mogą tego okazać, gdyż byłoby to niekulturalne.
Wszyscy jedzą, ponieważ tego wymaga kultura, przy czym nie mają z tego satysfakcji i radości. Józio, nawet gdy nie jest już głody je, bo „częstowali i zapraszali”.
Panuje tam przekonanie, że służba to „chamstwo”, któremu trzeba pokazać swoją rzekomą „pańskość”. W pewnym momencie Józio uzmysławia sobie, że tak naprawdę wszystko, co robi jego wujostwo jest na pokaz służbie. Całe kultywowanie tradycji u państwa Hurleckich stosuje się tylko po to, aby odróżnić się od „chamstwa”
Dlaczego Miętus chce się bratać z parobkiem?
Miętus był oczarowany parobkiem Walkiem – dość ograniczonym, ale silnym, zdrowym wiejskim chłopakiem. Walek, w odróżnieniu od Józia, na pewno nie miał bogatego życia wewnętrznego… Jednak to właśnie urzekło Miętusa. Przyjaźń z parobkiem wydaje mu się szansą na wolność, szczęście, radość życia. Jego fascynacja przypomina trochę młodopolską chłopomanię. Walek broni się jak może przed tą zażyłością. Nie wyobraża sobie, że mógłby traktować Miętusa jak równego sobie. Nie zdziwiłby się, gdyby dostał od niego po gębie , ścierpiałby nawet skłonności homoseksualne panicza, ale gdy ta teoria upada, chłopak głupieje. W końcu godzi się uderzyć Miętusa w twarz. Bratać się z parobkiem to tyle, co: starać się przezwyciężyć nierówności klasowe narzucone przez społeczeństwo; stać się kimś prostym, zerwać z męczącą i sztuczną nowoczesnością i cywilizacją na rzecz tego, co naturalne, czyste, nieskażone, odnaleźć ideał, którym jest prosty, zdrowy chłopak; pragnąć wyzwolenia od Formy narzuconej przez społeczeństwo.
Zakończenie
A teraz przybywajcie, gęby! Nie, nie żegnam się z wami, obce i nieznane facjaty obcych, nieznanych facetów, którzy mnie czytać będziecie, witam was, witam, wdzięczne wiązanki części ciała, teraz niech się zacznie dopiero — przybądźcie i przystąpcie do mnie, rozpocznijcie swoje miętoszenie, uczyńcie mi nową gębę, bym znowu musiał uciekać przed wami w innych ludzi i pędzić, pędzić, pędzić przez całą ludzkość. Gdyż nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę, a przed człowiekiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka. Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki. Ścigajcie mnie, jeśli chcecie. Uciekam z gębą w rękach. Koniec i bomba. A kto czytał, ten trąba! W. G.
Walka z formą, ucieczka przed nią jest beznadziejna, ponieważ człowiek jest nią przesiąknięty. Człowiek określa siebie i innych ludzi poprzez formy, poprzez różnorodne maski i jest takim, jakim widzi go społeczeństwo, zbiorowość. System stereotypów społecznych jest bardzo trudny do przezwyciężenia.
Podsumowanie wędrówek Józia
Józio przeżywając przygodę, wędrówkę, trafia do trzech środowisk: do szkoły, na stancję do Młodziaków i do dworu w Bolimowie. W każdym z tych miejsc buntuje się przeciwko formie, demaskując:
w szkole - niedojrzałość, fałsz ("pupa")
- infantylizm,
- dziecinność
- upupianie- sytuacja, w której czujemy wewnętrzny przymus (zostaliśmy przez kogoś zmuszeni) wykazania się przed drugim człowiekiem,
- udowodnienia komuś czegoś;
- ktoś czuje się zdominowany przez drugiego człowieka
w domu Młodziaków - nowoczesność ("łydka")
- cielesność,
- wygląd ważniejszy od rozumu
- młodość, erotyzm
w dworku ziemiańskim - tradycyjne stosunki feudalne ("gęba")
- gęba” oznacza maskę, którą przybieramy
- człowiek jest aktorem, który nigdy nie jest sobą, zawsze odgrywa jakąś rolę
- „przyprawić komuś gębę” – przypisać go do określonej roli
"UCIEKAM Z GĘBĄ W RĘKACH", CZYLI O FORMIE WEDŁUG GOMBROWICZA.
Pupa, łydka i gęba są przejawami formy zniewalającej człowieka w kontaktach międzyludzkich. W. Gombrowicz zauważa bowiem, że w zależności od sytuacji, w której człowiek się znajduje, zachowuje się on inaczej.
Przyjmowanie przez człowieka formy odbywa się automatycznie, co nie znaczy nieświadomie. Jest to swego rodzaju presja, by być tym, kim chce widzieć nas społeczeństwo.
Forma stanowi zatem zbiór póz, zachowań, konwenansów... Forma jest tym, czego od każdego się oczekuje; zniewala człowieka, odbiera mu możliwość bycia sobą. W efekcie człowiek staje się jednostką fałszywą, nieprawdziwą, wykreowaną.
Po co Gombrowiczowi groteska?
By przedstawić świat zdeformowany. Taki świat pozwala na pokazanie mechanizmów nim rządzących. Dzięki swej groteskowej "dziwności" Ferdydurke obnaża mechanizmy społeczno-obyczajowe (gęba, pupa, łydka)
Za pomocą groteski Gombrowicz chce pokazać, jak niedorzeczne są formy narzucane ludziom przez społeczeństwo (gęba), próbuje obnażyć absurdy życia,
Na plakacie za pomocą różnych elementów graficznych przedstawiono interpretację utworu Gombrowicza. Wybierz dwa elementy graficzne i wyjaśnij ich sens w kontekście problematyki utworu.
motywy literackie w ferdydurke
SZKOŁA
RODZINA
MASKA
NIEDOJRZAŁOŚĆ
DWOREK SZLACHECK
Groteska w malarstwie
Groteska kojarzy się z tym, co przejaskrawione, przesadzone, absurdalne, brzydkie. Bazuje na zgrzytach estetycznych, zestawia niepasujące do siebie elementy
Quentin Massys, Brzydka księżniczka
Niedojrzałość u Gombrowicza urasta do jednej z najważniejszych wartości, decydującej o tym, że w świecie, gdzie wszystko podlega skostnieniu i zniewoleniu Formą, jest jeszcze miejsce na wolność. Innymi słowy, niedojrzałość jest przejawem i manifestacją niezależności człowieka!
„Wszystko podszyte jest dzieckiem”- Dziecinność, młodość, niedojrzałość i płynąca z nich lekkość, niefrasobliwość, dystans do wszystkiego, co dzieje się wokół – oto broń, jaką posługuje się autor Ferdydurke podczas toczonej nieustannie walki z wszelkimi przejawami Formy.
Młodość i wieczna niedojrzałość
Ostateczna wymowa powieści j: chociaż pierwotny zamiar Józia: napisanie dojrzałego dzieła potwierdzającego jego męską dojrzałość, nie powiódł się, to bohater wychodzi z tej próby zwycięsko! Dlaczego? – ponieważ już sama walka z Formą okazuje się wartością nadrzędną. Albowiem dzięki niej człowiek może poznać siebie i otaczającą go rzeczywistość międzyludzką. I choć końcowe przesłanie powieści jest mroczne i pesymistyczne („przed człowiekiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka”) – to najważniejsza jest wola zamanifestowania swojego „ja”, które tak naprawdę żyje wówczas, gdy podejmujemy spór o siebie, gdy przyjmujemy postawę aktywnego i twórczego buntu!
Groteskowy obraz Śmierci w Rozmowie Mistrza Polikarpa ze Śmiercią
literatura
Uźrzał człowieka nagiego, Przyrodzenia niewieściego, Obraza wielmi skaradego, Łoktuszą przepasanego. Chuda, blada, żołte lice Łszczy się jako miednica; Upadł ci jej koniec nosa, Z oczu płynie krwawa rosa; Przewiązała głowę chustą, Jako samojedź krzywousta; Nie było warg u jej gęby, Poziewając skrzyta zęby; Miece oczy zawracając, Groźną kosę w ręku mając; Goła głowa, przykra mowa, Ze wszech stron skarada postawa — Wypięła żebra i kości, Groźne siecze przez lutości
Sceny groteskowe w Ferdydurke
- lekcja polskiego, kiedy to prof. Bladaczka przekonuje uczniów do twórczości Słowackiego
- pojedynek na miny Syfona i Miętusa
- schadzka Kopyrdy i Pimki w sypialni Zuty Młodziakówny, czyli qui pro quo (łac. nieporozumienie) zaaranżowane przez Józia
- wieśniacy udający sforę psów i rzucający się na Józia oraz Miętusa
- bratanie się Miętusa z Walkiem przez wytrzaskanie po gębie!
lustracja Johna Tenniela do książki Alicja w Krainie Czarów Lewisa Carrolla | 1890
Witold Wojtkiewicz, Cyrk wariatów | 1906
Pojedynek na miny
— Miętus... Odepchnął mnie. — O nie, mój chłoptysiu! Na nic! Jesteś superarbitrem, i koniec! Chłoprysiem mnie nazwał! Cóż za wstrętne słowo! Było to z jego strony okrucieństwo, pojąłem, że wszystko stracone i że całą parą dążymy do tego, czego się najwięcej obawiałem, do zupełnej pokraczności, do groteski. A tymczasem dzika, niezdrowa ciekawość opanowała nawet tych, którzy aż dotąd powtarzali obojętnie: —Azali Syfonus... — Chrapy rozdęły się, wypieki dobrze przypiekały i jasne się stało, że pojedynek na miny będzie pojedynkiem na ostre, na śmierć i życie, a nie na czcze słowo
I właśnie gdy to mówił, że ,,mogą zaczynać", właśnie gdy powiedział, że „zaczynać mogą", rzeczywistość przekroczyła ostatecznie swe granice, nieistotność skulminowała się w koszmar, a zdarzenie z nieprawdziwego zdarzenia stało się zupełnym snem — ja zaś tkwiłem w samym środku przyłapany jak mucha w sieci, nie mogąc się ruszyć. (...) Frazes przeistoczył się w grymas, a grymas — pusty, czczy, próżny, jałowy — złapał i nie puszczał. Nie byłoby dziwne, gdyby Miętus i Syfon ujęli twarze w ręce i cisnęli na siebie — nie, nic już nie mogło być dziwne.
Zabełkotałem: — Miejcie litość nad swymi twarzami, miejcie litość nad moją przynajmniej, twarz nie jest przedmiotem, twarz podmiotem jest, podmiotem, podmiotem! —We już Syfon wystawił twarz i odwalił pierwszą minę tak gwałtownie, że i moja twarz skręciła się jak gutaperka. Mianowicie — zamrugał jak ktoś, kto wychodzi na światło z ciemności, rozejrzał się na prawo i lewo z nabożnym zdumieniem, zaczął przewracać gałkami ocznymi, wystrzelił nimi w górę, wybałuszył, 62 otworzył usta, krzyknął z cicha, jakby coś tam dojrzał na suficie, przybrał wyraz zachwycenia i trwał w nim, w upojeniu i w natchnieniu; po czym przyłożył rękę do serca i westchnął
Wieśniacy-ujadający psy
Minęliśmy wprawdzie parę wiosek, ale były jak wymarłe — chaty, zabite gwoździami, szczerzyły puste oczodoły. Ruch na szosie ustał zupełnie. Czy długo mamy kroczyć po pustym? — Co to znaczy? — rzekł Miętus. —Pomorek na chłopów padł? Powymierali? Jeśli tak będzie dalej, nie odnajdziemy parobka. Wreszcie, napotkawszy jeszcze jedną opustoszałą wieś, zaczęliśmy stukać do chat. Odpowiedziało wściekłe ujadanie, jakby sfora rozbestwionych psów, poczynając od wielkich brytanów, a kończąc na małych kundelkach, ostrzyła sobie na nas zęby. — Co to jest? — rzekł Miętus. — Skąd tyle psów? Dlaczego nie ma chłopów? Uszczypnij mnie, bo chyba śnię...
Pupa, upupić kogoś
- wywrzeć na kimś swą presję, narzucić coś komuś bez jego woli, zdominować go własną wizją świata, zadać gwałt duchowy, by pokazać swą wyższość, zepchnąć w niedojrzałość, infantylizm.
Przykłady groteskowego upupiania:
- Józio upupiany jest przez krytyków („ciotki literackie”), którzy na siłę pragną narzucić mu swoją wizję sztuki i literatury, zabijając w nim to, co jest świeże i oryginalne.
- Młodzież szkolna upupiana jest przez prof. Pimkę, nazwanego „Zdrabniaczem”.
Przyprawić komuś gębę” – oznacza u Gombrowicza odkryć w drugim człowieku jakiś nieznany mu bądź ukrywany podświadomie pierwiastek – najczęściej jakiś kompleks, rzecz wstydliwą, może nawet „chorą” czy perwersyjną.
Gęba
Przykłady groteskowego przyprawiania gęby:
- Józio przyprawia gębę Miętusowi, odkrywając w nim sentymentalny pociąg do parobka.
- Józio przyprawia gębę prof. Pimce, odsłaniając u starego belfra pociąg erotyczny do Zuty Młodziakówny, skrywany pod maską szlachetnych zachowań korepetytora.
Zapoznaj się z poniższym fragmentem utworu.
– Co, co? – zawołał Pimko. – Ja miałbym zwątpić o czystości młodzieży naszej? Przenigdy! Za stary jestem wyga życiowy i pedagogiczny! Wyszedł zza drzewa, a uczniowie, widząc jego postać absolutną, wydali dziki ryk. – Kochana młodzieży! – przemówił, gdy się nieco uciszyli – Nie sądźcie, że nie wiem, iż używacie między sobą nieprzyzwoitych i brzydkich wyrazów. Wiem o tym doskonale. Ale nie obawiajcie się, żadne, nawet najgorsze, wybryki nie zdołają we mnie naruszyć tego głębokiego przekonania, że jesteście w gruncie skromni i niewinni. […] A co do brzydkich wyrazów, wiem, że powtarzacie je, nie rozumiejąc, ot, dla popisu, pewnie któryś nauczył się ich od służącej. No, no, nic w tym nie ma złego, przeciwnie – niewinniejsze to, niż wam się zdaje. Kichnął i wytarłszy nos z zadowoleniem, skierował się do kancelarii pogadać z dyr. Piórkowskim w mej sprawie. A matki i ciotki za płotem wpadły w zachwyt i biorąc się w ramiona, powtarzały: – Cóż za wytrawny pedagog! Pupcię, pupcię, pupcię mają maleństwa nasze!
Jaką konwencję reprezentuje przytoczony fragment Ferdydurke? Uzasadnij odpowiedź, ilustrując ją dwoma przykładami utworu.
W klasie trwał konflikt między dwoma grupami uczniów: niewinnymi chłopiętami oraz zbuntowanymi chłopakami. Chłopiętom przewodził Pylaszczkiewicz (nazywany Syfonem), a chłopakom Miętalski (Miętus). Konflikt miał zostać rozwiązany po lekcji łaciny. Uczniowie walczyli na miny - Syfon miał zaskoczyć zgromadzonych pięknymi, uduchowionymi minami, a Miętus - ohydnym wyrazem twarzy. Syfon pokonał przeciwnika dumnie unosząc palec ku niebu, ale Miętus nie zamierzał zaakceptować porażki. Zgwałcił Syfona przez uszy, mówiąc do niego obrzydliwe, uświadamiające słowa. Pojedynek miał tragiczny finał - Syfon zaczął brzydzić się sam siebie, aż w końcu popełnił samobójstwo. Miętus pozornie zwyciężył, ale jego twarz zmieniła się w odrażającą gębę.
Głównym tematem Ferdydurke są przygody głównego bohatera- Józia a zarazem narratora powieści i porte-parole autora, Witolda Gombrowicza. Akcja utworu rozgrywa się w Warszawie i w Bolimowie, w latach 30. XX w., ale tak naprawdę toczy się ona w umyśle (w tzw. przestrzeni mentalnej) głównego bohatera, będąc odzwierciedleniem jego lęków, kompleksów, fanaberii, ukrytych popędów, a także wysiłków podejmowanych w celu zbudowania pozytywnego wizerunku samego siebie jako początkującego literata i dojrzewającego mężczyzny. Aby to osiągnąć, bohater postanawia napisać nowe i oryginalne dzieło (jest nim Ferdydurke), które tworzy niejako na oczach czytelnika, wciągając go w przewrotną grę. Istota powieści polega na tym, by czytelnik dał się do tej gry przekonać i aby zrozumiał, że za modelem literackim kryje się tajemnica ludzkiego życia, do której klucz stanowią takie pojęcia jak: forma, gęba, pupa, młodość czy niedojrzałość.
Ferdydurke” – nazwę powieści Gombrowicz zapożyczył od amerykańskiego pisarza S. Lewisa, laureata literackiej Nagrody Nobla w 1930 r., autora powieści „Babbit”, w której występuje bohater Freddy Durkee. Po przestawieniu liter i usunięciu dwóch z nich („d” i „e”) powstał oryginalny tytuł „Ferdydurke”, który tak naprawdę nic nie oznacza. Posłużenie się takim przewrotnym tytułem stanowiło prowokację literacką i było manifestacją niezależności Gombrowicza jako autora.
Z pojedynku płyną przygnębiające wnioski na temat ludzkiej egzystencji. Wszyscy jesteśmy wtłaczanie w różnego rodzaju formy i gęby, a co gorsza - czasem robimy to na własne życzenie, jak na przykład Miętus, który za wszelką cenę chciał być przerażający, dorosły i świadomy. Syfon nie był w stanie pogodzić się z gębą świadomości wymuszoną mu przez Miętusa - wolał umrzeć niż funkcjonować bez swojej niewinności. Pojedynek na miny to doskonała metafora narzucania innym swoich poglądów oraz zakłamania, w którym żyjemy.
Syfon Pylaszczykiewicz, Miętalski, Józio Kowalski, Kopyrda, Pyzo - to najciekawsze postaci spośród uczniów. Uczniowie tęsknią do prawdziwego świata: „Te miłe maleństwa (...) tęsknią nade wszystko do życia i rzeczywistości i dlatego nic ich tak nie boli jak własna niewinność." Uczniowie nie chcą być dziecinni i naiwni, chcą być dorośli wg profesora Pimko: „nic ich tak nie boli jak własna niewinność." Uczniowie mają przyprawione pupy, są zdziecinniali: „Jedni dawali sobie sójki albo prztyczki - inni z głowami w książkach kuli coś bez przerwy, palcami zatykając uszy, jeszcze inni przedrzeźniali się albo podstawiali nogi, a wzrok ich błędny i tumanowaty ślizgał się po mnie nie odkrywając mego trzydziestaka." Uczniowie są niezdecydowani, boją się jedynek: „większość uczniów była niezdecydowana i zapychając się chlebem z masłem, powtarzała tylko: -Azali zadufały Miętus sprośnikiem jest? Syfonus idealistus? Kujmy się, kujmy, bo cwaję dostaniemy!" STRONNICTWO MIĘTUSA Chamstwo, antyestetyzm: „Posypały się sprośne koncepty na modłę Reya i Kochanowskiego i znowu świat stał się na moment zbabrany." „Myzdral ze zdenerwowania wziął kawałek drutu, machinalnie wepchnął w dziurę w płocie i uszkodził jednej z matek oko. Zaraz jednak rzucił drut. Matka jęknęła za płotem." Chamstwo (powtarzanie słowa: dupa) jest dla uczniów jedyną formą ucieczki przed pupą, są świadomi tego, że Pimko im ją przyprawia: „To jedyna nasza obrona przed pupą! Nie widzisz, że wizytator jest za dębem i pupę nam robi?" Uczniowie stosują agresję i przemoc wobec siebie: „- Milcz, szczeniaku! - odparł ordynus dając mi kuksańca." „syknął i nastąpił mi boleśnie na nogę." STRONNICTWO SYFONA Akceptuje swoją pupę, niewinność, czystość i jest z tego dumne: „Tak, niewinny jestem - więcej powiem, jestem nieuświadomiony i nie pojmuję, czemu miałbym wstydzić się tego. Koledzy, żaden z was chyba poważnie nie twierdzi, że brud jest lepszy od czystości."
Pojedynki pojawiają się w literaturze od wieków . Gombrowicz sparodiował jednak głównie pojedynki szlacheckie, które często były organizowane z błahych powodów. Starcie jest całkowicie absurdalne, ponieważ przeciwnicy nie mają nawet broni. Jedynym orężem są ich twarze. Jest to nawiązanie do gombrowiczowskich koncepcji formy i gęby. Ludzie są wtłaczani w różnego rodzaju formy, przyjmują gęby, które przypominają maski, ukrywające ich prawdziwą naturę przed otoczeniem.
Najwybitniejsze jednostki wśród nauczycieli to: profesor Pimko, Bladaczka, nauczyciel łaciny Negatywnie przedstawiani przez narratora: „jednocześnie jakiś kulawy inteligent, zapewne dyżurny nauczyciel, podszedł do nas z oznakami wielkiej czołobitności względem Pimki." Nauczyciele sobie nie radzą z upupianiem uczniów: „- Pomimo to wciąż są za mało naiwni - poskarżył się kwaśno nauczyciel. - Nie chcą być jak młode kartofelki. Nasadziliśmy na nich matki, ale i to jeszcze nie wystarcza. Wciąż nie możemy wydobyć z nich świeżości i naiwności młodzieńczej. Nie uwierzy pan kolega, jak pod tym względem są oporni i niechętni. Nie chcą wcale." Pimko jest surowy wobec innych nauczycieli: „Na umiejętności pedagogicznej wam zbywa! - skarcił Pimko ostro" Ciało pedagogiczne jest odstręczające: „Przeraziłem się nie na żarty! W dużym pokoju za stołem siedzieli nauczyciele i popijali herbatę zagryzając bułką. Nigdy nie zdarzyło mi się widzieć razem tylu i tak beznadziejnych staruszków. Większość chlipała donośnie, jeden ciamkał, drugi mlaskał, trzeci ciągnął, czwarty siorpał, piąty był smutny i łysy, a nauczycielce francuskiego łzawiły się oczy i wycierała je rożkiem chusteczki." „jeżeli konieczność zmusza mnie czasem do zaangażowania jakiegoś młodszego nauczyciela, zawsze dbam o to, aby był obdarzony przynajmniej jedną odstręczającą właściwością. Tak, na przykład, nauczyciel historii jest, niestety, w sile wieku i na oko wydaje się znośny, ale niech pan tylko zauważy, jakiego ma zeza. - Tak, ale nauczycielka francuskiego wydaje się sympatyczna - rzekł poufale Pimko. - Jąka się i łzawi. - A, to co innego! „To najtęższe głowy w stolicy - odparł dyrektor - żaden z nich nie ma jednej własnej myśli; jeśliby zaś i urodziła się w którym myśl własna, już ja przegonię albo myśl, albo myśliciela." „To zgoła nieszkodliwe niedołęgi, nauczają tylko tego, co w programach, nie, nie postoi w nich myśl własna." „Bo nie ma nic gorszego od nauczycieli osobiście sympatycznych, zwłaszcza jeśli przypadkiem mają osobiste zdanie." „Tylko prawdziwie niemiły pedagog zdoła wszczepić w uczniów tę miłą niedojrzałość, tę sympatyczną nieporadność i niezręczność, tę nieumiejętność życia, które cechować winny młodzież, by stanowiła obiekt dla nas, rzetelnych pedagogów z powołania. „Tylko za pomocą odpowiednio dobranego personelu zdołamy wtrącić w zdziecinnienie cały świat- Tsss, tsss, tsss - odparł dyrektor Piórkowski ciągnąc go za rękaw - pewnie, pupa, ale ciszej, nie trzeba o tym zbyt głośno." Nauczyciele boją się dyrektora, kontroli, wizytatora: „- Wizytator! - Na to hasło wszystkie ciała zadrżawszy powstały i zbiły się w kupę jak stado kuropatw, dyrektor, nie chcąc płoszyć więcej, zamknął dyskretnie drzwi"
Czy „Słowacki wielkim poetą był” – czyli czemu Gombrowicz przyczepił się do Słowackiego? Wcale nie chodzi tu o ocenę poezji Juliusza Słowackiego, ale raczej o kłamliwy schemat wpajany do uczniowskich głów w zgodzie z podstawą programową. Chodzi o to, że nauczyciel nie tylko nie ma żadnej myśli własnej, ale i nie dopuszcza do głosu takiej myśli uczniowskiej. Przecież Gałkiewicz nie twierdzi, że poezja Słowackiego jest beznadziejna – mówi tylko, że jego – Gałkiewicza – nie zachwyca. Ma prawo. Usiłuje odpowiadać zgodnie z prawdą. Jego postawa to zatem nie tyle bunt przeciw Słowackiemu co przeciw upupianiu, przeciw odgórnemu nakazowi myślenia tak jak chce system. A słynne zdanie – to symbol takiego mechanizmu.
Szkoła - jest to zbiór gotowych konwencji, stereotypów ustalonych raz na zawsze form. Spotykamy: formę ucznia - kujona - Syfon - który wierzy we wszelkie „prawdy" głoszone przez nauczycieli; ze wszystkiego co powie, nauczyciele są zadowoleni, formę ucznia krnąbrnego - Miętus, zbuntowanego przeciwko regułom szkolnym formę belfra powtarzającego utarte formułki, w głowie którego „nie powstanie nigdy myśl własna"
Gombrowicz powieść „Ferdydurke” zakończył niezbyt wyrafinowaną rymowanką .Pomysł ten podsunęła mu służąca pracująca w domu Gombrowiczów od wielu lat – Aniela Brzozowska - Łuksiewiczowa. Autor zwierzył się jej, że właśnie napisał książkę, tylko nie wie, jak ją zakończyć. I Aniela, zwana Ciemną, odpowiedziała mu znanym z powieści dwuwierszem. Odtąd pisarz nazywał ją najinteligentniejszą osobą w domu. Gombrowicz jej sugestię przyjął z entuzjazmem i umieścił rymowankę na końcu swojego utworu. Tak więc, jeszcze raz autor pokpiwa sobie z odbiorcy i z przedstawionego mu utworu. Na zakończenie powieści po raz kolejny i ostateczny eksponuje problem niedojrzałości .Pisarz postąpił w tym wypadku zgodnie z przebiegiem akcji i zgodnie z własną filozofią, według której: „Żywiołem naszym jest wieczna niedojrzałość”
Uczniowie nie pozwalają, by Bladaczka rozpoczął lekcję języka polskiego: „Następnie westchnął i spróbował przemówić. Hałasy wybuchnęły ze zdwojoną mocą." „Wtedy cała klasa (prócz Syfona i kilku jego zwolenników) jak jeden mąż objawiła nie cierpiącą zwłoki konieczność udania się do ubikacji." Wszyscy czekają na dzwonek – jest on wybawieniem dla uczniów i dla nauczyciela: „Wreszcie zadźwięczał zbawczy dzwonek, Bladaczka przerwał w pół zdania i zniknął, audytorium ocknęło się i podniosło straszny wrzask" Wszyscy (i nauczyciel, i uczniowie) chcą, by lekcja skończyła się jak najszybciej: „Nauczyciel coraz częściej spoglądał na zegarek, uczniowie także wyjęli swe zegarki i patrzyli. Wreszcie zadźwięczał zbawczy dzwonek, Bladaczka przerwał w pół zdania i zniknął, audytorium ocknęło się i podniosło straszny wrzask" Uczniowie nie są przygotowani do lekcji i wymyślają różne usprawiedliwienia: „Wówczas nie mniej niż siedmiu uczniów przedstawiło świadectwa, że z powodu takich to a takich chorób nie mogli przygotować lekcji. Prócz tego czterech zadeklarowało migrenę, jeden dostał wysypki, a jeden drgawek i konwulsji." Oprócz Syfona nikt nie odrabia zadań domowych w domu, nikt się nie uczy: „Gdyż nikt nic nie umiał, zapomniano odpisać łacińskiego tłumaczenia z powodu dyskusji i oprócz Syfona, który już w domu sobie przygotował lekcję i mógł na każde żądanie, nikt nie mógł." „Lecz wprędce okazało się, że Mydlakowski nie zdolen jest przetłumaczyć zadanego na dzisiaj Cezara, a co gorzej, nie wie, iż animis oblatis ID ablativus absolutus." Uczniowie bojąc się pytania, starają się być niezauważeni: „starano się nie istnieć, starano się nie egzystować, uczniowie kurczyli się, szarzeli i nikli, wciągali w siebie brzuch, ręce i nogi, lecz nikt się nie nudził, o nudzie nawet mowy być nie mogło, gdyż wszyscy bali się ponuro, i każdy z bólem strachu oczekiwał, kiedy jego przyłapie wyzwanie dziecięcej wiary, spasionej na tekstach." Uczniowie mają sposoby na Bladaczkę, by nie przeprowadzał lekcji (mamy tu również przejaw antysemityzmu w polskiej szkole): „Ale trzech uczniów, najbardziej spoufalonych i wymownych, zbliżyło się do katedry i zaczęło opowiadać zabawną historię o Żydach i ptaszkach. Bladaczką zatkał uszy. - Nie, nie - jęczał - nie mogę, zlitujcie się, nie kuście," Kiedy najlepszy uczeń nie chce udzielić odpowiedzi Bladaczce, uczniowie są przerażeni: „- Syfon, zgubisz nas - ozwali się z przerażeniem inni - Syfon, wyznaj szczerze!" Na lekcji uczniowie zajmują się wszystkim tylko, nie tematem: „uczniowie wycinali scyzorykiem ławki albo robili małe kuleczki z papieru, najmniejsze, jak mogli, i wrzucali je do kałamarza. Był to niby staw i ryby w stawie, więc też łowili je na wędkę z włosa, ale nie udawało się, papier nie chciał chwytać. Więc włosem łechtali nos albo podpisywali się w zeszytach..." Zwycięstwo Bladaczki powoduje zdziecinnienie uczniów: „Ci zatem, którzy nie zatrudniali uwagi liczeniem włosów Bladaczki na czaszce i badaniem zawiłych sznurowadeł u jego bucików, starali się zliczyć własne włosy oraz zwichnąć szyję. Myzdral wiercił się, Hopek machinalnie klapał. Miętus miętolil się niejako w bolesnej prostracji, niektórzy zatapiali się w marzeniach, inni popadali w fatalny nałóg szeptania do siebie, inni obrywali guziki, niszczyli ubranie i wszędzie zakwitały dżungle i pustynie niesamowitych odruchów, dziwacznych czynności."
Jak rozumieć słynny pojedynek na miny? Słynny pojedynek na miny między Miętusem a Syfonem, w którym uwznioślone i szlachetne miny walczą z obrzydliwościami, odartymi z wszelkiego piękna i patosu, jest pojedynkiem Form, parodią dyskusji – szkolnych i uczonych, politycznych, które wszystkie wyglądają podobnie. Bardziej „miniasta” okazuje się ideologia Syfona, ideologia powszechnie panująca, wyznawana przez nauczycieli i grzeczne chłopięta. Mit szkoły jako miejsca, które rozwija młode umysły, uczy samodzielnego myślenia, kreuje prawdziwe talenty – upada. Produktem gombrowiczowskiej szkoły jest człowiek katarynka, bezmyślnie powtarzający przeróżne frazesy, którymi częstowali go nauczyciele.
„na szkolnym podwórku spacerowały w kółko istoty pośrednie, od lat dziesięciu do dwudziestu, spożywając drugie śniadanie, złożone z chleba z masłem albo z serem. W płocie, okalającym podwórko, były szparki, a przez te szparki zaglądały matki i ciotki, nigdy niesyte swych pociech." Matki upupiają swoje dzieci, odbierając im prawo do samostanowienia, samodzielności: „No, a jak tam młodzież? - zapytał ciszej Pimko. - Widzę, chodzą w kółko - bardzo dobrze. Chodzą, gwarzą między sobą, a matki ich podglądają - bardzo dobrze. Nie ma nic lepszego od matki za płotem na chłopca w wieku szkolnym. Nikt nie wydobędzie z nich bardziej świeżej i dziecięcej pupy niż matka dobrze ulokowana za płotem." Im bardziej Pimko upupia uczniów, tym bardziej jest szanowany przez matki: „A matki i ciotki za płotem wpadły w zachwyt i biorąc się w ramiona powtarzały: - Cóż za wytrawny pedagog! Pupcię, pupcię, pupcię mają maleństwa nasze!" W szkole uczniowie nie mogą się uwolnić od pupy: „Nie sądźcie, że nie wiem, iż używacie między sobą nieprzyzwoitych i brzydkich wyrazów. Wiem o tym doskonale. Ale nie obawiajcie się, żadne, nawet najgorsze, wybryki nie zdołają we mnie naruszyć tego głębokiego przekonania, że jesteście w gruncie skromni i niewinni. Stary wasz przyjaciel będzie was miał zawsze za czystych, skromnych i niewinnych, zawsze wierzyć będzie w waszą skromność, czystość i niewinność. A co do brzydkich wyrazów, wiem, że powtarzacie je nie rozumiejąc, ot, dla popisu, pewnie któryś nauczył się ich od służącej. No, no, nic w tym nie ma złego, przeciwnie - niewinniejsze to, niż wam się zdaje." Szkoła tworzy nierealną rzeczywistość, odległą od prawdziwego świata: „Te miłe maleństwa, wychowywane przez nas w idealnie nierealnej atmosferze" Szkoła to monotonia, powtarzalność, labirynt: „Poszedłem do szkoły, w szkole nic nowego, Bladaczka, wieszcz, Myzdral, Hopek i Gałkiewicz, twarze, gęby, pupy, palec w bucie i codzienna powszechna niemożność, nudno, nudno, nudno!"