Want to create interactive content? It’s easy in Genially!
Święci małżonkowie Martin
Barbara Grynhagel
Created on April 6, 2021
Start designing with a free template
Discover more than 1500 professional designs like these:
View
Higher Education Presentation
View
Psychedelic Presentation
View
Vaporwave presentation
View
Geniaflix Presentation
View
Vintage Mosaic Presentation
View
Modern Zen Presentation
View
Newspaper Presentation
Transcript
Święci Małżonkowie Zelia i Ludwik Martin
rodzice św. Tereski
(22.08.1823-29.07.1894) Urodzony w Bordeaux. Dzieciństwo spędził w Awinionie, Strasburgu i w Alençon. Myśli o życiu zakonnym; odbywa próbę w klasztorze augustianów, lecz nie zostaje przyjęty z powodu braku znajomości łaciny. Kupuje zakład zegarmistrzowski w Alençon, poślubia Zelię Guérin. Mają dziewięcioro dzieci, z których czworo umiera we wczesnym dzieciństwie. Po owdowieniu, przenosi się wraz z córkami do Lisieux. Pierwszy atak paraliżu, występują objawy sklerozy mózgu wymagające umieszczenia go w zakładzie opiekuńczym Dobrego Zbawiciela w Caen. Wraca do Alençon, gdzie opiekuje się nim Celina. Umiera w La Musse u swego szwagra Izydora.
Martin Ludwik Józef Alojzy Stanisław
Urodzona w Gandelain. Przybywa do Alençon, pobiera nauki u sióstr adoratorek, zdobywa zawód koronczarki. Wyrabia słynne koronki z Alençon najpierw dla paryskiej firmy, następnie na własny rachunek. Poślubia Ludwika Martina, ma dziewięcioro dzieci, umiera na raka piersi.
Martin Zelia (Azelia Maria)
Zwykle w rodzinie Ojciec jest głową, a Matka sercem. U Martinów było odwrotnie. Matka była głową, a Ojciec sercem rodziny. O Matce św. Teresy mówi się, że była fantastyczną kobietą, doskonale sobie radziła z obowiązkami pracownicy, Matki i gospodyni, wszystkim dyrygowała z miłością. Jeszcze jako dziewczyna, zaczęła prowadzić kwitnący interes wyrabiając koronki. W domu założyła pracownię koronkarską, wyszukiwała uzdolnione domowe pracownice, dając im możliwość zdobycia gruntownego wykształcenia w zawodzie. Handluje z prywatnymi kupcami przemysłu włókienniczego, delikatne ażurowe koronki firmy Martin szły jak bułeczki w Brukseli, w w Paryżu i innych miastach francuskich. Zachowała się koronkowa komża wykonana przez panią Martin, ofiarowana w 1887 roku papieżowi
Oprócz pracy koronkarskiej Pani Mama rozczytywała się w wolnych chwilach w poezji, lubiła cytować całe poematy – ale często z jakąś melancholią powtarzała – na tej ziemi nie ma trwałego szczęścia Te chwile jakby czarnego spojrzenia na świat są trochę usprawiedliwione. Straciła przecież czwórkę dzieci, oraz tym, że sama miała bardzo ciężkie dzieciństwo.
Ojciec ma szczery charakter i promieniuje dobrocią, czasem zamyka się w pokoju jakby w klasztorze, by się modlić i rozmyślać. Niedzielne popołudnia chętnie spędza na łowieniu ryb. Uwielbiał przyrodę, rzeki, jeziora. Miał też swoje przygody. W młodości jako żołnierz podczas wojny w Hiszpanii otrzymał krzyż zasługi św. Ludwika. Jako dobry pływak, uratował kilka razy z narażeniem swego życia tonących w wodzie ludzi i w wcale się tym nie chwali. Ale i denerwuje leniwych urzędników licznymi podaniami, gdy chciał załatwić jakąś sprawę. Ma dobre serce – gdy np. na dworcu kolejowym spotkał obdartego epileptyka, zdejmuje kapelusz i prosi ludzi o wsparcie, by go mógł przyodziać i nakarmić. Księża nazywali go „Świętym Patriarchą”, ale w domu jest jak dziecko, wygłupia się ze swoimi córkami, rzeźbi im cudowne zabawki i śmieszne figurki. Radzi im jak mają postępować w życiu – kiedy doświadczysz porażki – należy podnieść się i rozpocząć od nowa.
Rodzina Martinów żyła bardzo prosto, skromnie, bardzo dużo stawiała sobie wymagań. Zelie Maria Martin cieszyła się, gdy ich córki były modnie i ładnie ubrane. Potrafiła także krytycznie ocenić nauki misjonarzy. Swoją wiarę i powołanie chrześcijańskie rozumieli jako troskę o drugiego człowieka: posadzenie włóczęgi przy swoim stole, znalezienie mu miejsca w przytułku dla nieuleczalnie chorych, odwiedziny u samotnych starców, chorych i umierających, obrona źle traktowanego dziecka. To wszystko sprawiało, że atmosfera w ich domu Rodzinnym była bardzo ciepła, pełna serdeczności i wzajemnej dobroci. Pięknym wyrazem atmosfery w domu było przekonanie córek, które po wielu latach życia w klasztorze, ciągle wyobrażały sobie niebo i szczęście niebieskie, na wzór szczęścia jakiego doświadczyły w Rodzinnym Domu. To znamienne. Nie wiem czy ktoś z nas odważyłby się porównać swój dom do nieba.
Atmosfera rodzinna
Co jeszcze ujmuje u rodziny Martinów? Spontaniczna gotowość do pomocy oraz prosty sposób praktykowania wiary.zajmowali się 5-letnim chłopczykiem, któremu zmarł Ojciec, a Matka wdowa miała jeszcze 5-cioro dzieci. Gdy któraś z pracownic była chora, Maria odwiedzała ją regularnie co Niedzielę po nieszporach, a nawet osobiście pielęgnowała, gdyż jak mówiła: „taka właśnie jest teraz potrzeba”. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem, gdy któraś z jej córek przystępuje do Pierwszej Komunii Świętej, jedną z jej koleżanek Maria ubierała, fundując jej strój pierwszokomunijny.
bezinteresowna pomoc
I jeszcze taki szczegół z życia rodziny Martinów. Żyli skromnie, ale dbali o zabezpieczenie Rodziny, pod względem materialnym. Oszczędzali..... Ojciec zaoszczędził 280 000 złotych franków, jako rodzinne zabezpieczenie. Czy to było dużo? Takie porównanie: urzędnik zarabiał w tamtym czasie 1000 franków rocznie, rzemieślnik w Paryżu 900...
skromność i oszczędność
Zelia i Ludwik Martin to rodzice św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Mówiła o swoich rodzicach: "bardziej byli godni nieba niż ziemi".
Beatyfikacja Ludwika i Zelii Martinów odbyła się 19 października 2008 w Lisieux. Stali się oni drugim małżeństwem, wyniesionym przez Kościół na ołtarze w naszych czasach. Pierwszymi byli Alojzy i Maria Beltrame Quattrocchi z Włoch, których Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi 21 października 2001 w Rzymie.
18 marca 2015 papież Franciszek wydał dekret w sprawie cudu za wstawiennictwem bł. Ludwika Martiniego i jego żony Marii Zelii Martin[. Cudem tym, jak poinformowała Stolica Apostolska, jest iniewytłumaczalne z punktu widzenia medycznego, uzdrowienia dziecka z Hiszpanii 18 października 2015 to dzień, w którym Ludwik Martin i jego żona zostali ogłoszonymi świętymi Kościoła katolickiego.
Święci