Want to create interactive content? It’s easy in Genially!

Get started free

Leśmian

Justyna Dudzik

Created on February 23, 2021

Start designing with a free template

Discover more than 1500 professional designs like these:

Mobile App Dossier

Color Shapes Dossier

Notes Dossier

Futuristic Tech Dossier

Crowdfunding Campaign

Company Dossier

Economy Dossier

Transcript

Bywalec uroczysk- Bolesław Leśmian.

Bolesław Leśmian

Poeta nie związał się z żadnym z głównych kierunków poetyckich swoich czasów. Dzięki niezwykłej wyobraźni, przenikliwej wrażliwości i wyjątkowemu językowi zajmuje w polskiej poezji osobne miejsce.

"Nie wwódź mnie w bór ciemny, Nie wołaj po imieniu, nie patrz oko w oko - Bo nigdy nie wiadomo, co za stwór tajemny Z mroku na świat pod ludzką przychodzi powłoką."

"uroczysko" - miejsce urocze, a jednocześnie straszne(?), groźne (?), tajemnicze (?) (formant -ysko wskazuje na zgrubienie)

Leśmian jest mistrzem tworzenia poetyckich neologizmów, które są bardzo charakterystyczne - nazywamy je LEŚMIANIZMAMI

W swoich utworach, Leśmian podejmuje różne tematy, dotyka takich wymiarów świata, które nie interesują racjonalisty, ale dla wrażliwego poety stanowią przedmiot lirycznej refleksji.

UROCZYSKO 1

UROCZYSKO 2

gdzieś popod lasem

gdzieś pod blekotem na uboczu

UROCZYSKO 4

UROCZYSKO 3

gdzieś po stronie marzeń

gdzieś w chruśniaku malinowym

"Ballada bezludna"

Niedostępna ludzkim oczom, że nikt po niej się nie błąka, W swym bezpieczu szmaragdowym rozkwitała w bezmiar łąka, Strumień skrzył się na zieleni nieustannie zmienną łatą, A gwoździki spoza trawy wykrapiały się wiśniato. Świerszcz, od rosy spęczniały, ciemnił pysk nadmiarem śliny, I dmuchawiec kroplą mlecza błyskał w zadrach swej łęciny, A dech łąki wrzał od wrzawy, wrzał i żywcem w słońce dyszał, I nie było tu nikogo, kto by to widział, kto by to słyszał.

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące? Czemuż nie ma ust moich na łące? Rwać mi kwiaty rękami obiema! Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

Zabóstwiło się cudacznie pod blekotem na uboczu, A to jakaś mgła dziewczęca chciała dostać warg i oczu, A czuć było, jak boleśnie chce się stworzyć, chce się wcielić, Raz warkoczem się zazłocić, raz piersiami się zabielić - I czuć było, jak się zmaga zdyszanego meką łona, Aż na wieki sił jej zbrakło - i spoczęła niezjawiona! Jeno miejsce, gdzie być mogła, jeszcze trwało i szumiało, Próżne miejsce na te dusze, wonne miejsce na to ciało.

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące? Czemuż nie ma ust moich na łące? Rwać mi kwiaty rękami obiema! Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

Przywabione obcym szmerem, wszystkie zioła i owady Wrzawnie zbiegły się w to miejsce, niebywałe wesząc ślady, Pająk w nicość sieć nastawił, by pochwycić cień jej cienia, Bąk otrąbił uroczystość spełnionego nieistnienia, Żuki grały jej potrupne, świerszcze pieśni powitalne, Kwiaty wiły się we wieńce, ach, we wieńce pożegnalne! Wszyscy byli w owym miejscu na słonecznym, na obrzędzie, Prócz tej jednej, co być mogła, a nie była i nie będzie!

Gdzież me piersi, Czerwcami gorące? Czemuż nie ma ust moich na łące? Rwać mi kwiaty rękami obiema! Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

Élan vital (fr. „pęd życiowy”) – twórcza siła, będąca motorem rozwoju świata istot żywych, nadająca mu dynamizm. Podstawowe pojęcie filozofii Henri Bergsona, według którego stanowi ona podstawę działań duchowych i artystycznych . Ma zapewniać kontynuację gatunków i powodować ewolucję istot żywych.

Świat postrzegany przez Bergsona to przestrzeń konfliktu między bezwładną, ociężałą materią a duchem, „pędem życiowym”, niosącym energię tworzenia. Walka materii i ducha sprawia, że świat nie może osiągnąć formy ostatecznej, że jest wciąż w fazie tworzenia się, wciąż „staje się”,.

Chcę mieć wolne całe ciało (...) Wolna dusza to za mało

Dusiołek - ktoś, kto dusi

"Dusiołek"

Warkło, trzasło, spotniało! Coć się stało, Bajdało? Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy - Słuchajta, wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy! Sterał we śnie Bajdała Pół duszy i pół ciała, Lecz po prawdzie niedługo ze zmorą marudził - Wyparskał ją nozdrzami, zmarszczył się i zbudził. Rzekł Bajdała do szkapy: Czemu zwieszasz swe chrapy? Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić, Zanim zdążył mój spokój w całym polu zmącić!

Rzekł Bajdała do wołu: Czemuś skąpił mozołu? Trzebać było rogami Dusiołka postronić, Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić! Rzekł Bajdała do Boga: O, rety - olaboga! Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka, Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?

Nie wiadomo dziś wcale, Co się śniło Bajdale? Lecz wiadomo, że szpecąc przystojność przestworza, Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża. Pysk miał z żabia ślimaczy - (Że też taki żyć raczy!) - A zad tyli, co kwoka, kiedy znosi jajo. Milcz gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają! Ogon miał ci z rzemyka, Podogonie zaś z łyka. Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie - Póty dusił i dusił, aż coś warkło w chłopie!

Szedł po świecie Bajdała, Co go wiosna zagrzała - Oprócz siebie - wiódł szkapę, oprócz szkapy - wołu, Tyleż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu. Zachciało się Bajdale, Przespać upał w upale, Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu popod lasem, Czy dogodna dla karku - spróbował obcasem. Poległ cielska tobołem Między szkapą a wołem, Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął I ziewnął wniebogłosy i splunął i zasnął.

TEZA: Utwór jest balladą. ARGUMENTY: PRZYKŁADY: (musisz znać cechy (musisz podać konkretne gatunku) informacje z tekstu)

Bajdała

zachowanie

inteligencja

styl życia

Oprócz siebie - wiódł szkapę, oprócz szkapy - wołu, Tyleż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu.

Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął I ziewnął wniebogłosy i splunął i zasnął.

Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić (...)Trzebać było rogami Dusiołka postronić,

jest ubogim tułaczem

mądrość ludowa

prostackie maniery

"Dusiołek" to ballada filozoficzna

Rzekł Bajdała do Boga: O, rety - olaboga! Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka, Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?

Bajdała ma żal do Boga o to, że źle urządził świat. Spiera się z Nim niczym Konrad

"Dziewczyna"

Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony, A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony. I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie, I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie... Mówili o niej: "Łka, więc jest!" - I nic innego nie mówil I przeżegnali cały świat - i świat zadumał się w tej chwili... Porwali młoty w twardą dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem! I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem? "O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze. Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił! Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił! Łamią się piersi, trzeszczy kość, próchnieją dłonie, twarze bledną... I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczystą mieli jedną!

Lecz cienie zmarłych - Boże mój! - nie wypuściły młotów z dłoni! I tylko inny płynie czas - i tylko młot inaczej dzwoni.. . I dzwoni w przód! I dzwoni wspak! I wzwyż za każdym grzmi nawrotem! I nie wiedziała ślepa noc, kto tu jest cieniem, a kto młotem? "O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" - Tak, waląc w mur, dwunasty cień do jedenastu innych rzecze. Lecz cieniom zbrakło nagle sił, a cień się mrokom nie opiera! I powymarły jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera... I nigdy dość, i nigdy tak, jak pragnie tego ów, co kona!... I znikła treść - i zginął ślad - i powieść o nich już skończona!

Lecz dzielne młoty - Boże mój - mdłej nie poddały się żałobie! I same przez się biły w mur, huczały śpiżem same w sobie! Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem! I nie wiedziała ślepa noc, czym bywa młot, gdy nie jest młotem? "O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" - Tak, waląc w mur, dwunasty młot do jedenastu innych rzecze.

I runął mur, tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny! Lecz poza murem - nic i nic! Ni żywej duszy, ni Dziewczyny! Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu! Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było oprócz głosu! Nic - tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata! Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata? Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów, Potężne młoty legły w rząd, na znak spełnionych godnie trudów. I była zgroza nagłych cisz. I była próżnia w całym niebie! A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem Zapodziani po głowy, przez długie godziny Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem. Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty, Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory, Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory, I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty. Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała, A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni Owoce, przepojone wonią twego ciała. I stały się maliny narzędziem pieszczoty Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie, I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty. I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu, Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła, Porwałem twoje dłonie — oddałaś w skupieniu, A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

"W malinowym chruśniaku"

Zmysły obecne w tekście

któreś, szepcząc, rwała

I stały się maliny nrzędziem pieszczoty

w którym okamgnieniu

owoce przepojone wonią twego ciała

gdym wargani wygarniał z podanej mi dłoni owoce

mógłbym z tobą w winie ginąć i w osłonę winną zwinąć

Świat jest pełen uroczysk :)Szukajcie!

oprac. Justyna Dudzik