Want to create interactive content? It’s easy in Genially!

Get started free

Poezja nie tylko na Walentynki

Anna Knieć

Created on January 31, 2021

Start designing with a free template

Discover more than 1500 professional designs like these:

Smart Presentation

Practical Presentation

Essential Presentation

Akihabara Presentation

Pastel Color Presentation

Visual Presentation

Relaxing Presentation

Transcript

Poezja nie tylko na walentynki...

Walentynki

Poezja nie tylko na walentynki...

Poezja dla zakochanych

Posyłam kwiaty...

Adam Asnyk "Kwiaty"

Posyłam kwiaty - niech powiedzą one To, czego usta nie mówią stęsknione! Co w serca mego zostanie skrytości Wiecznym oddźwiękiem żalu i miłości. Posyłam kwiaty - niech kielichy skłonią I prószą srebrną rosą jak łezkami, Może uleci z ich najczystszą wonią Wyraz drżącymi szeptany ustami, Może go one ze sobą uniosą I rzucą razem z woniami i rosą. Szczęśliwe kwiaty! im wolno wyrazić Wszystkie pragnienia i smutki, i trwogi; Ich wonne słowa nie mogą obrazić Dziewicy, choć jej upadną pod nogi; Wzgardą im usta nie odpłacą skromne, Najwyżej rzekną: "Słyszałam - zapomnę" Szczęśliwe kwiaty! mogą patrzeć śmiele I składać życzeń utajonych wiele, I śnić o szczęściu jeden dzień słoneczny... Zanim z tęsknoty uwiędną serdecznej.

Adam Asnyk

Żeby coś się zdarzyło Żeby mogło się zdarzyć I zjawiła się miłość Trzeba marzyć Zamiast dmuchać na zimne Na gorącym się sparzyć Z deszczu pobiec pod rynnę Trzeba marzyć Gdy spadają jak liście Kartki dat z kalendarzy Kiedy szaro i mgliście Trzeba marzyć

Trzeba marzyć

W chłodnej, pustej godzinie Na swój los się odważyć Nim twe szczęście cię minie Trzeba marzyć W rytmie wietrznej tęsknoty Wraca fala do plaży Ty pamiętaj wciąż o tym Trzeba marzyć Żeby coś się zdarzyło Żeby mogło się zdarzyć I zjawiła się miłość Trzeba marzyć.

Jonasz Kofta

* * *

Konstanty Ildefons Gałczyński

Py­łem księ­ży­co­wym być na two­ich sto­pach, wia­trem przy twej wstąż­ce, mle­kiem w two­im kub­ku, pa­pie­ro­sem w ustach, ścież­ką po­śród cha­brów ław­ką, gdzie spo­czy­wasz, książ­ką, któ­rą czy­tasz. Prze­szyć cię jak nit­ka, oto­czyć jak prze­stwór, być po­ra­mi roku dla twych dro­gich oczu i ogniem w ko­min­ku, i da­chem, co chro­ni przed desz­czem.

Mów do mnie jeszcze

Mów do mnie jeszcze... Za taką rozmową tęskniłem lata... Każde twoje słowo słodkie w mym sercu wywołuje dreszcze - mów do mnie jeszcze... Mów do mnie jeszcze... Ludzie nas nie słyszą, słowa twe dziwnie poją i kołyszą, jak kwiatem, każdym słowem twym się pieszczę mów do mnie jeszcze...

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Dziękuję za Twój uśmiech, otwarte okno Twego istnienia, Dziękuję za Twe spojrzenie, zwierciadło Twojej uczciwości. Dziękuję za Twoje łzy, które są znakiem, że dzielisz radość lub smutek. Dziękuję za Twoją rękę, zawsze wyciągniętą, aby dać lub otrzymać. Dziękuję za Twoje objęcia, które jest szczerą gościną twojego serca. Dziękuję za Twoje słowo, wyraz tego, co kochasz, i w czym pokładasz nadzieję. Dziękuję, że Jesteś.

Helene Oshiro

Dziękuję

Co to jest miłość Doprawdy nie wiem Chcę być kochana Chcę kochać Ciebie Kiedy jestem z Tobą Wiatr użycza mi swych westchnień Gdy jestem przy Tobie To czuję, że Jestem.

Kora Jackowska

Jest mi­łość trud­na jak sól czy po pro­stu ka­mień do zje­dze­nia jest prze­wi­du­ją­ca taka co grób za­ma­wia wciąż na dwie oso­by niedo­kład­na jak uczeń co czy­ta po łeb­kach jest cien­ka jak opła­tek bo we­wnątrz wzru­sze­nie jest mi­łość wa­riat­ka ego­ist­ka ga­pa jak je­sień lek­ko cho­ra z księ­ży­cem kłam­czu­chem jest mi­łość co była cia­łem a sta­ła się du­chem i ta co nie odejdzie - bo znów niemożliwa

Jest mi­łość trud­na jak sól czy po pro­stu ka­mień do zje­dze­nia jest prze­wi­du­ją­ca taka co grób za­ma­wia wciąż na dwie oso­by niedo­kład­na jak uczeń co czy­ta po łeb­kach jest cien­ka jak opła­tek bo we­wnątrz wzru­sze­nie jest mi­łość wa­riat­ka ego­ist­ka ga­pa jak je­sień lek­ko cho­ra z księ­ży­cem kłam­czu­chem jest mi­łość co była cia­łem a sta­ła się du­chem i ta co nie odejdzie - bo znów niemożliwa

Miłość

Miłość

ksiądz Jan Twardowski

ksiądz Jan Twardowski

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem Zapodziani po głowy, przez długie godziny Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem. Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty, Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory, Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory, I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty. Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała, A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni Owoce, przepojone wonią twego ciała. I stały się maliny narzędziem pieszczoty Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie, I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty. I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu, Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła, Porwałem twoje dłonie — oddałaś w skupieniu, A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem Zapodziani po głowy, przez długie godziny Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem. Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty, Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory, Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory, I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty. Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała, A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni Owoce, przepojone wonią twego ciała. I stały się maliny narzędziem pieszczoty Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie, I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty. I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu, Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła, Porwałem twoje dłonie — oddałaś w skupieniu, A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

W malinowym chruśniaku

W malinowym chruśniaku

Bolesław Leśmian

Bolesław Leśmian

Jednego serca! tak mało! tak mało

Jednego serca! tak mało! tak mało

Jed­ne­go ser­ca! tak mało! tak mało, Jed­ne­go ser­ca trze­ba mi na zie­mi! Coby przy mo­jem mi­ło­ścią za­drża­ło: A był­bym ci­chym po­mię­dzy ci­che­mi... Je­dy­nych ust trze­ba! skąd bym wiecz­ność całą Pił na­pój szczę­ścia usta­mi mo­je­mi, I oczu dwo­je, gdzie­by, pa­trzył śmia­ło, Wi­dząc się świę­tym po­mię­dzy świę­te­mi. Jed­ne­go ser­ca i rąk bia­łych dwo­je! Coby mi oczy za­sło­ni­ły moje, Bym za­snął słod­ko, ma­rząc o anie­le, Któ­ry mnie nie­sie w ob­ję­ciach nie­ba... Jed­ne­go ser­ca! tak mało mi trze­ba, A jed­nak wi­dzę, że żą­dam za wie­le!

Jed­ne­go ser­ca! tak mało! tak mało, Jed­ne­go ser­ca trze­ba mi na zie­mi! Coby przy mo­jem mi­ło­ścią za­drża­ło: A był­bym ci­chym po­mię­dzy ci­che­mi... Je­dy­nych ust trze­ba! skąd bym wiecz­ność całą Pił na­pój szczę­ścia usta­mi mo­je­mi, I oczu dwo­je, gdzie­by, pa­trzył śmia­ło, Wi­dząc się świę­tym po­mię­dzy świę­te­mi. Jed­ne­go ser­ca i rąk bia­łych dwo­je! Coby mi oczy za­sło­ni­ły moje, Bym za­snął słod­ko, ma­rząc o anie­le, Któ­ry mnie nie­sie w ob­ję­ciach nie­ba... Jed­ne­go ser­ca! tak mało mi trze­ba, A jed­nak wi­dzę, że żą­dam za wie­le!

Adam Asnyk

Adam Asnyk

Mi­łość ci wszyst­ko wy­ba­czy Smu­tek za­mie­ni ci w śmiech Mi­łość tak pięk­nie tłu­ma­czy Zdra­dę i kłam­stwo i grzech Choć­byś ją prze­klął w roz­pa­czy Że jest okrut­na i zła Mi­łość ci wszyst­ko wy­ba­czy Bo mi­łość, mój miły, to ja

Miłość ci wszystko wybaczy

Julian Tuwim

Anna Knieć nauczyciel bibliotekarz Zespół Szkół Branżowych im. księcia Sambora II w Tczewie