Cywile podczas powstania warszawskiego
1 sierpnia 1944
zorganizowane przez Armię Krajową
przygotowali: Dominka W. i Dorian S.
Ujawnienie się działalności Państwa Podziemnego
Przebieg Powstania Warszawskiego pokazuje, że los cywilów i żołnierzy sprzęgnął się nierozerwalnie. Wszyscy oni musieli przystosować się do warunków w walczącym mieście i znaleźć sposób, by przetrwać jeszcze jedną chwilę dłużej. Cywile także byli mordowani przez bandytów w niemieckich mundurach, ginęli pod gruzami walących się kamienic i cierpieli z powodu głodu i chorób. Straty pośród ludności cywilnej miasta były nieporównywalnie większe, niż pośród oddziałów wojskowych.
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Odczytywanie komunikatu władz powstańczych Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Odczytywanie komunikatu władz powstańczych.
Tak wyglądała flaga powstańców
litera P oznacza Polskę, a ramiona litere W, kotwicę, są symbolem nadziei na odzyskanie niepodległości Polski okupowanej przez nazistowskie Niemcy.
Polska Walcząca
Nastroje podczas powstania
Dwóch powstańców legitymuje cywila
Mieszkańcy stolicy wybuch powstania warszawskiego przyjęli z entuzjazmem – przystąpili do budowy barykad i umocnień, organizowali kuchnie dla walczących, włączali się do pomocy powstańcom w charakterze sanitariuszy, łączników, często dołączali też do oddziałów zbrojnych. Według planów Komendy Głównej AK powstanie miało trwać zaledwie kilka dni i zakończyć się opanowaniem miasta i terenu powiatu warszawskiego wraz z węzłem komunikacyjnym. Przerodziła się jednak w trwającą 63 dni bitwę, która toczyła się w centrum i na obrzeżach gęsto zaludnionej stolicy. Bezwzględna polityka wobec ludności cywilnej oraz trwające nieprzerwanie od 3 sierpnia do końca powstania naloty na stolicę sprawiły, że nastroje wśród warszawiaków zaczęły się zmieniać ku postawie krytycznej.
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Dwóch powstańców z kompanii "Koszta" legitymuje cywila na ulicy Sienkiewicza. W środku kpr. Andrzej Główczewski „Marek”, po prawej st. strz. Wacław Krupiński „Belina”
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Msza święta w kaplicy polowej w kamienicy przy Moniuszki 11. Ksiądz kapelan kpt. Wiktor Potrzebski "Corda" udziela komunii świętej
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Powstańcy zebrani przed wejściem do kaplicy polowej w kamienicy przy Moniuszki 11
- Żadne powstanie nie może się udać, ani nawet rozpocząć na dobre, jeśli nie ma poparcia ludności cywilnej - mówi prof. Janusz Odziemkowski. Podkreśla, że to podstawa wszelkich działań partyzanckich. Zwraca uwagę, że bez względu na różnice poglądów cieszyli się, że są wolni. Zaczęła działać pomoc sąsiedzka, ale był też chaos. Wskazuje, że powstanie wybuchło przedwcześnie i wiele rzeczy nie zaczęło funkcjonować. Według niego, dopiero w połowie sierpnia wszystko zaczęło działać normalnie.
Uczestnikami Powstania byli nie tylko żołnierze, ale i cywile, którzy je wspomagali i ponieśli największe straty. Żołnierzy podziemia zginęło ok. 15 tysięcy, a cywilów, od niemowląt po starców, zginęło od 130 do 200 tysięcy osób. Powstanie miało trwać kilka dni, góra tydzień, a trwało 63 dni. Powstańcy podkreślali, że bez cywilów nie daliby rady tak długo walczyć.
"I tak naprawdę od zaangażowania ludności Pruszkowa i okolicznych miejscowości zależało jakie będą warunki w obozie. W związku z tym różne miejscowe grupy włączały się w tę pomoc. Byli to lekarze i pielęgniarki, VI Rejon Armii Krajowej +Helenów+, który przekazał posiadany zapas medykamentów i żywności. Pomagali również księża i okoliczni mieszkańcy, którzy przynosili i przywozili żywność, czasem przerzucając ją przez ogrodzenie. Ludność pomagała także zwalnianym z obozu, przyjmując na nocleg, a czasem nawet oferując dach nad głową na dłuższy czas"
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Mierzenie głębokości wykopanego dołu. Poszukiwanie wody. Śródmieście.
____________________
Prasa
Abstrahując od kontrowersyjnych mentalnych kwestii, nie można nie uznawać wpływu, jaki na przebieg powstania mieli właśnie cywile. Mordowani, przesiedlani, oddzielani od najbliższych krewnych, psychicznie wyczerpani, cały czas próbowali tworzyć w Warszawie zalążek normalnego państwa: z własnym życiem kulturalnym, towarzyskim, rozrywkowym.
Ludność cywilna podczas powstania warszawskiego nie mogła narzekać na brak dostępu do prasy. Gazety podkreślały wyjątkowość pierwszych powodzeń zrywu, mobilizowały do godnego znoszenia niedogodności. Ideowe artykuły zespalały cywilów z żołnierzami, uświadamiały społeczeństwu rangę powstania. Pisma publikowały listy zaginionych, prezentowały wydarzenia także z zagranicy. Wszelkie pouczenia przyjmowane były niemal całkowicie bezkrytycznie. Liczba wydawanych wówczas tytułów, choć niektóre doczekały się zaledwie kilku numerów, znacząco przekraczała setkę. Oprócz oficjalnych organów Delegatury Rządu ("Rzeczpospolita Polska") i Armii Krajowej ("Biuletyn Informacyjny") pojawiały się również pisma przeznaczone dla dzieci i młodzieży, czego przykładem są "Dzieci Mokotowa" redagowane przez najmłodszych warszawiaków.
Zbigniew Ścibor-Rylski ur. 1917 r.ps. „Stanisław”, „Motyl”gen. Brygady Armii Krajowejodznaczony dwukrotnie Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari,dwukrotnie Krzyżem Walecznych Krzyżem Partyzanckim, Warszawskim Krzyżem Powstańczym a także Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta
Czy wiedzieliście, że za kilka dni wybuchnie powstanie?
Fragment wywiadu z Zbigniewem Ścibor-Rylskim
na 17.00 wyznaczono godzinę „W”. 1 sierpnia o godzinie 11.00 pojedynczo, we dwóch udaliśmy się na Pańską 3/5, gdzie mieściły się w piwnicach nasze magazyny. Teren ten obstawiał, ubezpieczał nas ppor. „Jędras” – Zygmunt Jędrzejewski ze swą drużyną. Pobraliśmy pistolety maszynowe, kolty, granaty i na klatkach schodowych przygotowywaliśmy broń do użycia, trzeba było ją odwazelinować. Na punkcie pojawił się mjr „Witold” – Tadeusz Runge, cichociemny. Przedstawił się i powiedział, że będzie naszym dowódcą, odpowiedzialnym za batalion „Czata 49”.
Ależ naturalnie, liczyliśmy dni. Czekaliśmy na moment rozpoczęcia z niecierpliwością. Miałem punkt kontaktowy na Hożej. Przeszło pierwsze czuwanie, potem drugie. Te dni ciągnęły się bardzo. Baliśmy się, że odwołają powstanie. Po kolejnych dwóch dniach zarządzono trzecie czuwanie, a było to 30 lipca 1944 r. 31 lipca już czuliśmy, iż lada moment musi coś się wydarzyć, aż późnym wieczorem przyszła łączniczka i poinformowała nas, że 1 sierpnia mamy stawić się na Pańskiej po broń, a
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Barykada na ulicy Brackiej. Ujęcie spod domu przy ul. Brackiej 21 w kierunku południowym. Za barykadą po lewej widoczne: fragment ruin kamienicy Jaroszyńskiego (nr 20), następnie kamienica Kiersnowskiej (nr 18) i częściowo zburzona kamienica Stöla (nr 16). Na środku barykady zatknięta flaga biało-czerwona.
Śródmieście Północne. Ostrzeżenie przed niewybuchem na ulicy Jasnej, nieopodal gmachu PKO
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Grupa cywilów na podwórzu gmachu dawnego Towarzystwa Ubezpieczeń "Rosja" przy ul. Marszałkowskiej 124/128. Ujęcie z bocznej bramy wychodzącej na ul. Moniuszki. Na pierwszym planie mężczyzna z koszem, za nim troje dzieci na rikszy towarowej.
Śródmieście Północne. Mężczyzna z taczką i grupa osób na podwórzu gmachu dawnego Towarzystwa Ubezpieczeń "Rosja" przy ul. Marszałkowskiej 124/128. Ujęcie z bocznej bramy wychodzącej na ul. Moniuszki. W głębi zdobyczne samochody - Ford Victoria Model A i ciężarówka Ford V3000
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Kobiety ukrywające się w piwnicy domu przy ul. Marszałkowskiej 127 podczas posiłku
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Młody powstaniec siedzący przy wyjściu z piwnicy domu przy ul. Marszałkowskiej 127
Ślub
Mahomet
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Ślub sanitariuszki Alicji Treutler "Jarmuż" i plut. pchor . Bolesława Biegi "Pałąka" w kaplicy przy Moniuszki 11. Ślubu udziela kpt. ks. Wiktor Potrzebski "Corda”. Z tyłu za młodą parą dr Maria Vitali "Rysia" i dr Mirosław Vitali "Jerzy"
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Ppor. Franciszek Makowiecki "Mahomet" (na pierwszym planie) i plut. Jerzy Wierzbicki z Oddziału Osłonowego Wojskowych Zakładów Wydawniczych (WZW) wychodzą z latryny polowej przy ulicy Moniuszki. Ujęcie w kierunku wschodnim. U góry po prawej widoczny szyld baru Watra, mieszczącego się na parterze gmachu Filharmonii przy ul. Moniuszki 5
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Powiśle. Msza święta na w podwórzu ul. Konopczyńskiego z okazji Święta Żołnierza.
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Jedna z kobiet pracujących w kuchni gospody żołnierskiej Pomoc Żołnierzowi (prawdopodobnie) w pomieszczeniach restauracji Adria przy ulicy Moniuszki 10
Msza święta na w podwórzu domu przy ul. Konopczyńskiego 5/7 z okazji Święta Żołnierza
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Wybieranie piasku w piwnicy domu w rejonie ulicy Marszałkowskiej. Na pierwszym planie kobieta niosąca napełnioną skrzynkę
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Kobiety gotujące zupę w kuchni polowej na podwórzu na tyłach oficyny kamienicy przy ul. Kredytowej 3
Więcej ciekawych fotografii
Przemytnik?...
Pranie i pływanie...
Obiad!
Potrzebna żywność...
Czas na gotowanie...
Pora na chwilę przerwy...
Teatrzyk...
Schronienie...
Smacznego!
Powstanie warszawskie z perspektywy chłopca
Krzysztofa Jaworskiego
Urodziłem się w 1933 r. w Warszawie, gdzie spędziłem całe dzieciństwo. Ojciec Stanisław był prawnikiem, a w 1939 r Sędzią Śledczym w pracującym w Sądzie warszawskim, matka Wanda była lekarzem okulistą. W 1939 r. miałem rozpocząć naukę w szkole podstawowej. 1 września wszystko diametralnie się zmieniło. Ojciec w stopniu porucznika został zmobilizowany i przydzielony do Korpusu Obrony Pogranicza do strażnicy granicznej w pobliżu Wilna. Dostał się do niewoli sowieckiej i nigdy już nie wrócił do domu.
W latach szkolnych 1942/43 i 1943/44 nauka była kontynuowana na tajnych kompletach. Nasz komplet prowadzony przez polskich nauczycieli składał się z sześciu uczniów. Poza mną uczestniczyli w nim: Jerzy Jamiołkowski, Andrzej Jarczyk, Janusz Rohoziński, Wanda Olejnik i dziewczyna, której nazwiska nie pamiętam. Do momentu wybuchu Powstania w 1944 r. mieszkałem z rodziną przzy ul. Długiej 9/11 na Starym Mieście.
Dotarł do nas tylko jeden jego list z Kozielska. Wraz z tysiącami innych polskich oficerów został zamordowany przez oprawców z NKWD w Katyniu. Matka samotnie zajmując się trojgiem dzieci przetrwała okupację i Powstanie. Zacząłem uczęszczać do pierwszej klasy w szkole przy ul. Barokowej. Trwało to zaledwie kilka tygodni bo Niemcy urządzili w tym budynku swój szpital. Do trzeciej klasy uczęszczałem do szkoły prywatnej przy placu Teatralnym aż do momentu jej zamknięcia.
Krzysztof Jaworski
ur. 27.03.1933 w Warszawiesyn Stanisława i Wandy Jaworskiej, z domu Mierosławskiej
więcej tutaj :>
(historia jest dość długa, ale moim zdaniem warta przeczytania chociaż w wolnej chwili :>)
Ostatnie wakacje
W czasie drogi nad Wisłę i z powrotem można było nasycić wzrok Wielkim Odwrotem niezwyciężonego Wehrmachtu i jego przybudówek. Te przybudówki, to były ciągnące się kilometrami kolumny konnych wozów z uciekającymi przed sowiecką właścią Rosjanami, Kałmukami i Bóg wie, jakimi jeszcze nacjami. Na wozach, jak siano, oprócz statków domowych leżały karabiny, taśmy z nabojami i wszelkiego rodzaju wojenny ekwipunek. Prawdopodobnie można było to u nich stosunkowo tanio kupić. Innym zajęciem, dość kretyńskim zresztą, lecz dostarczającym wiele uciechy była nasza "Wojna z Ciuchcią" prowadzona na polach między Otwockiem i Karczewiem. Polegała ona na tym, że sypkim piachem zasypywało się odcinek kilkunastu metrów toru przed małym zakrętem, a na środku wsadzaliśmy duży jałowiec. Mogło to wyglądać na to, ze ktoś rozebrał i ukradł kawał toru. Byliśmy ciekawi, czy maszynista da się nabrać i zatrzyma kolejkę. Widocznie jednak nie był to oryginalny pomysł i maszynista musiał znać ten numer. Dodał tylko pary i w fontannie piasku spod kół - sforsował "nieistniejący" odcinek toru. Wobec tego dla następnego samowarka ulepszyliśmy przeszkodę, usypując na torach piramidkę z polnych kamieni. Ta przeszkoda rzeczywiście wstrzymała pociąg - maszynista zatrzymał się i klnąc srodze rozwalił naszą piramidkę. Innym pomysłem było "wysadzenie" samowarka, poprzez ułożenie na szynach gilz od nabojów ze spłonkami. Strzelało to ładnie, ale znacznie lepiej wychodziło to pod "dużą koleją". W drugiej dekadzie lipca Niemcy zaczęli przygotowywać a tym polu polowe lotnisko.
Ostatnie nasze wakacje przed wybuchem Powstania w 1944 r. spędzaliśmy w Otwocku, w wynajętym mieszkaniu. Mój starszy brat, ur. w 1929 r.) Stanisław "Siasio" walczył w Powstaniu na Powiślu, potem w Śródmieściu i na Czerniakowie. Nie wiemy gdzie i jak zginął. Siostra Małgosia ur. w 1937 r. przeżyła Powstanie. Bujnowscy byli dziećmi siostry mojego ojca Marii "Dziutki". Bohdan ur. w 1927 r. walczył na Powiślu w jednym plutonie z "Siasiem", przeżył i po wojnie zamieszkał w Brazylii. Jego brat Stanisław "Tajo" ur. w 1931 r. przeżył Powstanie. Siostra Jadwiga ur. w 1935 r. zmarła 3 września 1944 r. Państwo Stanisław i Stefania Mierosławscy, wyrzuceni w 1939 r. przez Niemców z Inowrocławia, mieszkali przy ul. Miodowej 11. Andrzej Mierosławski ps. "Sowa", ur. w 1926 r., najmłodszy brat mojej mamy, zginął przy szturmie na Dom Orionistów w pierwszych minutach Powstania. Wraz z Dziadkami mieszkała ich córka Maria Anna ("Zuza") wraz ze swym poślubionym na Wielkanoc 1944 mężem, Witoldem (Dzidkiem) Zołoteńkim. Tadeusz Zieleński "Tadzio-Dziadzio", ur. w 1922 r., przyrodni brat Stefanii Mierosławskiej, walczył na pl. Narutowicza na Ochocie i wyszedł z oddziałem poza Warszawę. Budynek stał na bardzo obszernej, leśnej parceli. Obok nas była zarekwirowana szkoła, w której stacjonowała kompania Niemców, zajadle ćwicząca. Program naszych zajęć był szeroki - nie tylko małpowaliśmy Niemców w rzutach granatem, ale też przede wszystkim chodziliśmy nad Wisłę przy ujściu Świdra, gdzie w stodole stał nasz kajak. Na łachach, porośniętych łoziną i na płytkich odnogach Wisły można było urzędować godzinami w całkowicie sielskiej atmosferze.
Pierwsze dni powstania
Pierwszego sierpnia, około 13.00 zdarzyła się jakaś lokalna strzelanina gdzieś dalej na Długiej. Dla nas miało to taki skutek, że ludzie przyprowadzili do mamy jakiegoś mężczyznę i kobietę. Ten pierwszy miał przestrzelone płuco - na szczęście na wylot, został opatrzony, zabandażowany i z pomocą jakiegoś kolegi poszedł szukać szpitala. W tym czasie nie odzywająca się kobieta siedząca spokojnie na "góralskiej ławie" w naszym przedpokoju zaczęła się słaniać: okazało się, że ma kulę w biodrze i silnie krwawi. Tu była potrzebna pomoc chirurga, więc po zatamowaniu krwi, ktoś zorganizował rikszę. Tak minęło te parę godzin do 17.00, kiedy na podwórzu rozpoczął się wielki ruch, i ktoś zaczął krzyczeć, żeby wychodzić do budowy barykady na Podwalu. Oczywiście poleciałem -ale dla mnie nie było tam nic do roboty - ludzie wynosili jakieś tapczany i materace, ktoś wytoczył ręczny wózek. Barykada wyglądała nędznie, dopiero ktoś tam kazał wyrywać płyty chodnikowe i ustawiać z nich murek. Wróciłem do domu i poleciałem do Bujnowskich na czwarte piętro, skąd był dobry widok na plac Krasińskich. Rozległo się kilka strzałów, od Żoliborza przejechał z wielką prędkością jakiś niemiecki samochód osobowy - i ludzie zaczęli wylegać na Długą. Po powrocie, na naszym podwórzu zastałem podniosły nastrój. Znalazł się jakiś znany artysta scen polskich, którego ludzie błagali o zaintonowanie jakiejś patriotycznej pieśni, co wykonał, śpiewając "Jeszcze Polska.." łamiącym się ze wzruszenia głosem. W międzyczasie co przytomniejsi lokatorzy napełniali wodą wanny i wszelkie możliwe zbiorniki, co okazało się pociągnięciem jak najbardziej proroczym - pod wieczór woda przestała płynąc z kranów. Światło też zgasło, telefon, którym usiłowaliśmy się dodzwonić do Zielezińskich na Powiśle - też zamilkł. Drugiego sierpnia w kuchni urządziliśmy produkcję butelek z benzyną do walki z czołgami, wykorzystując cały ich zapas ze spiżarki i piwnicy. Benzyny było dość z garaży pod 11- tym. Oprócz tego mama uruchomiła punkt prania i zwijania na nowo bandaży. Po południu pobiegłem na róg Miodowej - tu barykada była już przednia, właśnie wywracano drugi wóz tramwajowy, spawacz ciął szyny, które wyginano pod kątem, ludzie żwawo wyrywali płyty chodnikowe i układali z nich boczne murki, jednym słowem tu robota szła na całego i bardzo planowo. Ja usiłowałem stać się użyteczny dla powstańców, i trzeciego sierpnia zgłosiłem się do kwaterującego w naszym domu pana z opaską. Ten dał mi karteczkę, abym ją zaniósł na Podwale 21, co naturalnie uczyniłem z ochotą. Ale potem nikt jakoś nie chciał takiego smarkacza przyjąć na służbę. Oczywiście Dzidek Zołoteńko został przyjęty w szeregi oddziału Nie było też głodu - z magazynów niemieckich na Stawkach samochodami ciężarowymi przywieziono parę ton sucharów, i każdy brał, ile chciał. Zrobiliśmy ich duży zapas, który przydał się bardzo później - było co rozdawać coraz liczniejszym rozbitkom, spływającym z obrzeży Starego Miasta. Nasze podwórza stały się częścią "arterii komunikacyjnej", którą samochody mogły omijać świeżo budowaną barykadę w poprzek Długiej, na wysokości narożnika Kilińskiego.
Ostatnie dni
Którejś nocy, gdy jeszcze spaliśmy w mieszkaniu, a w stołowym na materacach spał pokotem jakiś pododdziałek Akowców, spadł na Miodową kanadyjski samolot zestrzelony w czasie zrzutu. Wybuchł ogromny pożar. Ktoś wbiegł na podwórze, i krzyczał, aby mężczyźni pobiegli ratować co się da. Zacząłem budzić ludzi, ale nikt nie zareagował - musieli być straszliwie zmęczeni. W dniu w którym padł Paryż, o czym donosiły wielkimi tytułami gazety - na naszym podwórzu odbyła się zbiórka dużego oddziału - prawie stu chłopaków, w hełmach i panterkach, uzbrojonych w "Bergmanny " i "Błyskawice". Był to widok groźny i bardzo krzepiący. Niemniej, ogarnęły mnie jakieś złe przeczucia, i postanowiłem postawić pasjansa, "zwariowaną teściową" w intencji, czy powstanie się uda, czy nie. Wyszło, że nie, ale postawiłem drugi raz i "z jednym oszukaństwem" - wyszło. Niemniej jakiś osad zwątpienia już został. Tą barykadę budowaliśmy już wielce fachowo: Na jej korpus składały się kostki brukowe i flizy chodnikowe; wysadzono i skuto betonowe podłoże jezdni, no i od strony Placu Krasińskich wykopano głęboki dół przeciwczołgowy, a korpus obsypano wydobytą ziemią. Wytoczone na początku z garaży pod 11- tym popsute samochody osobowe, kiosk z gazetami i ścięte dość duże drzewo - dopełniły reszty. Niestety, ta piękna barykada nie została wykorzystana, bo Niemcy przyszli z drugiej strony. Właśnie w trakcie usypywania ziemi, gdy stałem na szczycie barykady - na kilkuset metrach przeleciały dwa myśliwce. Ludzie zadzierali głowy, i cieszyli się, że to na pewno ruskie. Ja zaś, ćwiczony wzrokowo na "Kriegsflugzeuge" od razu poznałem "Foki" - FW-190. Ale widząc ogólną radość, nie wyrwałem się ze sprostowaniem.
25 sierpnia przymaszerował do naszych piwnic ksiądz i odprawił mszę, a także udzielał masowego odpuszczenia grzechów "in articulo mortis". Korytarz był całkowicie zapchany, księdza nie bardzo było słychać, ponieważ ustawiłem się obok świetlika - studni, widziałem nad głową skrawek czystego, niebieskiego nieba, no i oprócz powietrza przez dziurę dobiegał hałas wybuchających pocisków. Były one niegroźne, gdyż już wiedzieliśmy z doświadczenia i osłuchania, że wybuch, który słyszymy jest dla nas niegroźny. Groźne było głuche stęknięcie kiedy pocisk czy bomba waliła w pobliżu. Wtedy huku nie było słychać, tylko bębenki ściskała fala podmuchu. Nie ruszając się z obrębu naszych domów, nie zdawałem sobie sprawy z rozmiarów zniszczeń dookoła nas. Kiedyś wyjrzałem kątem oka przez nasze okienko piwniczne i ze zdumieniem zobaczyłem, że zamiast domów Podwala zamykających perspektywę Kilińskiego jest jakaś bezkształtna kupa gruzów. Jednakże dopiero po wygonieniu nas przez Niemców widok przerósł moje wszelkie rozumienie. Na szczęście wieczorem Niemcy po pracowitym dniu szli spać, i ustawał ostrzał artyleryjski. Stąd ludzie mogli wyleźć z piwnic, i coś sobie ugotować - na podwórzu powstało mnóstwo palenisk z układanych cegieł, a drewna było w bród. Chcąc ułatwić trochę życie licznym przymusowym lokatorom, wybudowałem cztery eleganckie paleniska, a nawet na jednym powiesiłem kartkę z "instrukcją", że można go używać i jak najlepiej w nim rozpalać. Zapewne kartka przydała się na rozpałkę właśnie.
Cywile podczas powstania warszawskiego
przygotowali: Dominka W. i Dorian S.
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Grupa ludności cywilnej i powstańców słuchających przez megafon komunikatów radiowych w rejonie wylotu ul. Złotej na ul. Zgoda. Na drugim planie latarnia z reklamą sklepu z kapeluszami Antoniego Janeckiego przy ul. Złotej 8. W tle po prawej fragment kamienicy Złota 3, po lewej budynek Komunalnej Kasy Oszczędności, mieszczącej się w gmachu dawnejKasy Pożyczkowej Przemysłowców Warszawskich przy ul. Złotej 1, róg Zgoda 7 (nad wejściem widoczny neon "Polacy - bogaćcie się!"). W czasie Powstania swoją siedzibę miała tu Kwatera Radiowa
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Powiśle. Teatrzyk kukiełkowy dla dzieci "Kukiełki pod barykadą"
Síguenos:
Cywile podczas powstania warszawskiego
Domacz
Created on January 14, 2021
Start designing with a free template
Discover more than 1500 professional designs like these:
View
Higher Education Presentation
View
Psychedelic Presentation
View
Vaporwave presentation
View
Geniaflix Presentation
View
Vintage Mosaic Presentation
View
Modern Zen Presentation
View
Newspaper Presentation
Explore all templates
Transcript
Cywile podczas powstania warszawskiego
1 sierpnia 1944
zorganizowane przez Armię Krajową
przygotowali: Dominka W. i Dorian S.
Ujawnienie się działalności Państwa Podziemnego
Przebieg Powstania Warszawskiego pokazuje, że los cywilów i żołnierzy sprzęgnął się nierozerwalnie. Wszyscy oni musieli przystosować się do warunków w walczącym mieście i znaleźć sposób, by przetrwać jeszcze jedną chwilę dłużej. Cywile także byli mordowani przez bandytów w niemieckich mundurach, ginęli pod gruzami walących się kamienic i cierpieli z powodu głodu i chorób. Straty pośród ludności cywilnej miasta były nieporównywalnie większe, niż pośród oddziałów wojskowych.
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Odczytywanie komunikatu władz powstańczych Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Odczytywanie komunikatu władz powstańczych.
Tak wyglądała flaga powstańców
litera P oznacza Polskę, a ramiona litere W, kotwicę, są symbolem nadziei na odzyskanie niepodległości Polski okupowanej przez nazistowskie Niemcy.
Polska Walcząca
Nastroje podczas powstania
Dwóch powstańców legitymuje cywila
Mieszkańcy stolicy wybuch powstania warszawskiego przyjęli z entuzjazmem – przystąpili do budowy barykad i umocnień, organizowali kuchnie dla walczących, włączali się do pomocy powstańcom w charakterze sanitariuszy, łączników, często dołączali też do oddziałów zbrojnych. Według planów Komendy Głównej AK powstanie miało trwać zaledwie kilka dni i zakończyć się opanowaniem miasta i terenu powiatu warszawskiego wraz z węzłem komunikacyjnym. Przerodziła się jednak w trwającą 63 dni bitwę, która toczyła się w centrum i na obrzeżach gęsto zaludnionej stolicy. Bezwzględna polityka wobec ludności cywilnej oraz trwające nieprzerwanie od 3 sierpnia do końca powstania naloty na stolicę sprawiły, że nastroje wśród warszawiaków zaczęły się zmieniać ku postawie krytycznej.
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Dwóch powstańców z kompanii "Koszta" legitymuje cywila na ulicy Sienkiewicza. W środku kpr. Andrzej Główczewski „Marek”, po prawej st. strz. Wacław Krupiński „Belina”
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Msza święta w kaplicy polowej w kamienicy przy Moniuszki 11. Ksiądz kapelan kpt. Wiktor Potrzebski "Corda" udziela komunii świętej
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Powstańcy zebrani przed wejściem do kaplicy polowej w kamienicy przy Moniuszki 11
- Żadne powstanie nie może się udać, ani nawet rozpocząć na dobre, jeśli nie ma poparcia ludności cywilnej - mówi prof. Janusz Odziemkowski. Podkreśla, że to podstawa wszelkich działań partyzanckich. Zwraca uwagę, że bez względu na różnice poglądów cieszyli się, że są wolni. Zaczęła działać pomoc sąsiedzka, ale był też chaos. Wskazuje, że powstanie wybuchło przedwcześnie i wiele rzeczy nie zaczęło funkcjonować. Według niego, dopiero w połowie sierpnia wszystko zaczęło działać normalnie.
Uczestnikami Powstania byli nie tylko żołnierze, ale i cywile, którzy je wspomagali i ponieśli największe straty. Żołnierzy podziemia zginęło ok. 15 tysięcy, a cywilów, od niemowląt po starców, zginęło od 130 do 200 tysięcy osób. Powstanie miało trwać kilka dni, góra tydzień, a trwało 63 dni. Powstańcy podkreślali, że bez cywilów nie daliby rady tak długo walczyć.
"I tak naprawdę od zaangażowania ludności Pruszkowa i okolicznych miejscowości zależało jakie będą warunki w obozie. W związku z tym różne miejscowe grupy włączały się w tę pomoc. Byli to lekarze i pielęgniarki, VI Rejon Armii Krajowej +Helenów+, który przekazał posiadany zapas medykamentów i żywności. Pomagali również księża i okoliczni mieszkańcy, którzy przynosili i przywozili żywność, czasem przerzucając ją przez ogrodzenie. Ludność pomagała także zwalnianym z obozu, przyjmując na nocleg, a czasem nawet oferując dach nad głową na dłuższy czas"
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Mierzenie głębokości wykopanego dołu. Poszukiwanie wody. Śródmieście.
____________________
Prasa
Abstrahując od kontrowersyjnych mentalnych kwestii, nie można nie uznawać wpływu, jaki na przebieg powstania mieli właśnie cywile. Mordowani, przesiedlani, oddzielani od najbliższych krewnych, psychicznie wyczerpani, cały czas próbowali tworzyć w Warszawie zalążek normalnego państwa: z własnym życiem kulturalnym, towarzyskim, rozrywkowym.
Ludność cywilna podczas powstania warszawskiego nie mogła narzekać na brak dostępu do prasy. Gazety podkreślały wyjątkowość pierwszych powodzeń zrywu, mobilizowały do godnego znoszenia niedogodności. Ideowe artykuły zespalały cywilów z żołnierzami, uświadamiały społeczeństwu rangę powstania. Pisma publikowały listy zaginionych, prezentowały wydarzenia także z zagranicy. Wszelkie pouczenia przyjmowane były niemal całkowicie bezkrytycznie. Liczba wydawanych wówczas tytułów, choć niektóre doczekały się zaledwie kilku numerów, znacząco przekraczała setkę. Oprócz oficjalnych organów Delegatury Rządu ("Rzeczpospolita Polska") i Armii Krajowej ("Biuletyn Informacyjny") pojawiały się również pisma przeznaczone dla dzieci i młodzieży, czego przykładem są "Dzieci Mokotowa" redagowane przez najmłodszych warszawiaków.
Zbigniew Ścibor-Rylski ur. 1917 r.ps. „Stanisław”, „Motyl”gen. Brygady Armii Krajowejodznaczony dwukrotnie Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari,dwukrotnie Krzyżem Walecznych Krzyżem Partyzanckim, Warszawskim Krzyżem Powstańczym a także Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta
Czy wiedzieliście, że za kilka dni wybuchnie powstanie?
Fragment wywiadu z Zbigniewem Ścibor-Rylskim
na 17.00 wyznaczono godzinę „W”. 1 sierpnia o godzinie 11.00 pojedynczo, we dwóch udaliśmy się na Pańską 3/5, gdzie mieściły się w piwnicach nasze magazyny. Teren ten obstawiał, ubezpieczał nas ppor. „Jędras” – Zygmunt Jędrzejewski ze swą drużyną. Pobraliśmy pistolety maszynowe, kolty, granaty i na klatkach schodowych przygotowywaliśmy broń do użycia, trzeba było ją odwazelinować. Na punkcie pojawił się mjr „Witold” – Tadeusz Runge, cichociemny. Przedstawił się i powiedział, że będzie naszym dowódcą, odpowiedzialnym za batalion „Czata 49”.
Ależ naturalnie, liczyliśmy dni. Czekaliśmy na moment rozpoczęcia z niecierpliwością. Miałem punkt kontaktowy na Hożej. Przeszło pierwsze czuwanie, potem drugie. Te dni ciągnęły się bardzo. Baliśmy się, że odwołają powstanie. Po kolejnych dwóch dniach zarządzono trzecie czuwanie, a było to 30 lipca 1944 r. 31 lipca już czuliśmy, iż lada moment musi coś się wydarzyć, aż późnym wieczorem przyszła łączniczka i poinformowała nas, że 1 sierpnia mamy stawić się na Pańskiej po broń, a
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Barykada na ulicy Brackiej. Ujęcie spod domu przy ul. Brackiej 21 w kierunku południowym. Za barykadą po lewej widoczne: fragment ruin kamienicy Jaroszyńskiego (nr 20), następnie kamienica Kiersnowskiej (nr 18) i częściowo zburzona kamienica Stöla (nr 16). Na środku barykady zatknięta flaga biało-czerwona.
Śródmieście Północne. Ostrzeżenie przed niewybuchem na ulicy Jasnej, nieopodal gmachu PKO
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Grupa cywilów na podwórzu gmachu dawnego Towarzystwa Ubezpieczeń "Rosja" przy ul. Marszałkowskiej 124/128. Ujęcie z bocznej bramy wychodzącej na ul. Moniuszki. Na pierwszym planie mężczyzna z koszem, za nim troje dzieci na rikszy towarowej.
Śródmieście Północne. Mężczyzna z taczką i grupa osób na podwórzu gmachu dawnego Towarzystwa Ubezpieczeń "Rosja" przy ul. Marszałkowskiej 124/128. Ujęcie z bocznej bramy wychodzącej na ul. Moniuszki. W głębi zdobyczne samochody - Ford Victoria Model A i ciężarówka Ford V3000
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Kobiety ukrywające się w piwnicy domu przy ul. Marszałkowskiej 127 podczas posiłku
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Młody powstaniec siedzący przy wyjściu z piwnicy domu przy ul. Marszałkowskiej 127
Ślub
Mahomet
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Ślub sanitariuszki Alicji Treutler "Jarmuż" i plut. pchor . Bolesława Biegi "Pałąka" w kaplicy przy Moniuszki 11. Ślubu udziela kpt. ks. Wiktor Potrzebski "Corda”. Z tyłu za młodą parą dr Maria Vitali "Rysia" i dr Mirosław Vitali "Jerzy"
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Ppor. Franciszek Makowiecki "Mahomet" (na pierwszym planie) i plut. Jerzy Wierzbicki z Oddziału Osłonowego Wojskowych Zakładów Wydawniczych (WZW) wychodzą z latryny polowej przy ulicy Moniuszki. Ujęcie w kierunku wschodnim. U góry po prawej widoczny szyld baru Watra, mieszczącego się na parterze gmachu Filharmonii przy ul. Moniuszki 5
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Powiśle. Msza święta na w podwórzu ul. Konopczyńskiego z okazji Święta Żołnierza.
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Jedna z kobiet pracujących w kuchni gospody żołnierskiej Pomoc Żołnierzowi (prawdopodobnie) w pomieszczeniach restauracji Adria przy ulicy Moniuszki 10
Msza święta na w podwórzu domu przy ul. Konopczyńskiego 5/7 z okazji Święta Żołnierza
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Wybieranie piasku w piwnicy domu w rejonie ulicy Marszałkowskiej. Na pierwszym planie kobieta niosąca napełnioną skrzynkę
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Kobiety gotujące zupę w kuchni polowej na podwórzu na tyłach oficyny kamienicy przy ul. Kredytowej 3
Więcej ciekawych fotografii
Przemytnik?...
Pranie i pływanie...
Obiad!
Potrzebna żywność...
Czas na gotowanie...
Pora na chwilę przerwy...
Teatrzyk...
Schronienie...
Smacznego!
Powstanie warszawskie z perspektywy chłopca
Krzysztofa Jaworskiego
Urodziłem się w 1933 r. w Warszawie, gdzie spędziłem całe dzieciństwo. Ojciec Stanisław był prawnikiem, a w 1939 r Sędzią Śledczym w pracującym w Sądzie warszawskim, matka Wanda była lekarzem okulistą. W 1939 r. miałem rozpocząć naukę w szkole podstawowej. 1 września wszystko diametralnie się zmieniło. Ojciec w stopniu porucznika został zmobilizowany i przydzielony do Korpusu Obrony Pogranicza do strażnicy granicznej w pobliżu Wilna. Dostał się do niewoli sowieckiej i nigdy już nie wrócił do domu.
W latach szkolnych 1942/43 i 1943/44 nauka była kontynuowana na tajnych kompletach. Nasz komplet prowadzony przez polskich nauczycieli składał się z sześciu uczniów. Poza mną uczestniczyli w nim: Jerzy Jamiołkowski, Andrzej Jarczyk, Janusz Rohoziński, Wanda Olejnik i dziewczyna, której nazwiska nie pamiętam. Do momentu wybuchu Powstania w 1944 r. mieszkałem z rodziną przzy ul. Długiej 9/11 na Starym Mieście.
Dotarł do nas tylko jeden jego list z Kozielska. Wraz z tysiącami innych polskich oficerów został zamordowany przez oprawców z NKWD w Katyniu. Matka samotnie zajmując się trojgiem dzieci przetrwała okupację i Powstanie. Zacząłem uczęszczać do pierwszej klasy w szkole przy ul. Barokowej. Trwało to zaledwie kilka tygodni bo Niemcy urządzili w tym budynku swój szpital. Do trzeciej klasy uczęszczałem do szkoły prywatnej przy placu Teatralnym aż do momentu jej zamknięcia.
Krzysztof Jaworski
ur. 27.03.1933 w Warszawiesyn Stanisława i Wandy Jaworskiej, z domu Mierosławskiej
więcej tutaj :>
(historia jest dość długa, ale moim zdaniem warta przeczytania chociaż w wolnej chwili :>)
Ostatnie wakacje
W czasie drogi nad Wisłę i z powrotem można było nasycić wzrok Wielkim Odwrotem niezwyciężonego Wehrmachtu i jego przybudówek. Te przybudówki, to były ciągnące się kilometrami kolumny konnych wozów z uciekającymi przed sowiecką właścią Rosjanami, Kałmukami i Bóg wie, jakimi jeszcze nacjami. Na wozach, jak siano, oprócz statków domowych leżały karabiny, taśmy z nabojami i wszelkiego rodzaju wojenny ekwipunek. Prawdopodobnie można było to u nich stosunkowo tanio kupić. Innym zajęciem, dość kretyńskim zresztą, lecz dostarczającym wiele uciechy była nasza "Wojna z Ciuchcią" prowadzona na polach między Otwockiem i Karczewiem. Polegała ona na tym, że sypkim piachem zasypywało się odcinek kilkunastu metrów toru przed małym zakrętem, a na środku wsadzaliśmy duży jałowiec. Mogło to wyglądać na to, ze ktoś rozebrał i ukradł kawał toru. Byliśmy ciekawi, czy maszynista da się nabrać i zatrzyma kolejkę. Widocznie jednak nie był to oryginalny pomysł i maszynista musiał znać ten numer. Dodał tylko pary i w fontannie piasku spod kół - sforsował "nieistniejący" odcinek toru. Wobec tego dla następnego samowarka ulepszyliśmy przeszkodę, usypując na torach piramidkę z polnych kamieni. Ta przeszkoda rzeczywiście wstrzymała pociąg - maszynista zatrzymał się i klnąc srodze rozwalił naszą piramidkę. Innym pomysłem było "wysadzenie" samowarka, poprzez ułożenie na szynach gilz od nabojów ze spłonkami. Strzelało to ładnie, ale znacznie lepiej wychodziło to pod "dużą koleją". W drugiej dekadzie lipca Niemcy zaczęli przygotowywać a tym polu polowe lotnisko.
Ostatnie nasze wakacje przed wybuchem Powstania w 1944 r. spędzaliśmy w Otwocku, w wynajętym mieszkaniu. Mój starszy brat, ur. w 1929 r.) Stanisław "Siasio" walczył w Powstaniu na Powiślu, potem w Śródmieściu i na Czerniakowie. Nie wiemy gdzie i jak zginął. Siostra Małgosia ur. w 1937 r. przeżyła Powstanie. Bujnowscy byli dziećmi siostry mojego ojca Marii "Dziutki". Bohdan ur. w 1927 r. walczył na Powiślu w jednym plutonie z "Siasiem", przeżył i po wojnie zamieszkał w Brazylii. Jego brat Stanisław "Tajo" ur. w 1931 r. przeżył Powstanie. Siostra Jadwiga ur. w 1935 r. zmarła 3 września 1944 r. Państwo Stanisław i Stefania Mierosławscy, wyrzuceni w 1939 r. przez Niemców z Inowrocławia, mieszkali przy ul. Miodowej 11. Andrzej Mierosławski ps. "Sowa", ur. w 1926 r., najmłodszy brat mojej mamy, zginął przy szturmie na Dom Orionistów w pierwszych minutach Powstania. Wraz z Dziadkami mieszkała ich córka Maria Anna ("Zuza") wraz ze swym poślubionym na Wielkanoc 1944 mężem, Witoldem (Dzidkiem) Zołoteńkim. Tadeusz Zieleński "Tadzio-Dziadzio", ur. w 1922 r., przyrodni brat Stefanii Mierosławskiej, walczył na pl. Narutowicza na Ochocie i wyszedł z oddziałem poza Warszawę. Budynek stał na bardzo obszernej, leśnej parceli. Obok nas była zarekwirowana szkoła, w której stacjonowała kompania Niemców, zajadle ćwicząca. Program naszych zajęć był szeroki - nie tylko małpowaliśmy Niemców w rzutach granatem, ale też przede wszystkim chodziliśmy nad Wisłę przy ujściu Świdra, gdzie w stodole stał nasz kajak. Na łachach, porośniętych łoziną i na płytkich odnogach Wisły można było urzędować godzinami w całkowicie sielskiej atmosferze.
Pierwsze dni powstania
Pierwszego sierpnia, około 13.00 zdarzyła się jakaś lokalna strzelanina gdzieś dalej na Długiej. Dla nas miało to taki skutek, że ludzie przyprowadzili do mamy jakiegoś mężczyznę i kobietę. Ten pierwszy miał przestrzelone płuco - na szczęście na wylot, został opatrzony, zabandażowany i z pomocą jakiegoś kolegi poszedł szukać szpitala. W tym czasie nie odzywająca się kobieta siedząca spokojnie na "góralskiej ławie" w naszym przedpokoju zaczęła się słaniać: okazało się, że ma kulę w biodrze i silnie krwawi. Tu była potrzebna pomoc chirurga, więc po zatamowaniu krwi, ktoś zorganizował rikszę. Tak minęło te parę godzin do 17.00, kiedy na podwórzu rozpoczął się wielki ruch, i ktoś zaczął krzyczeć, żeby wychodzić do budowy barykady na Podwalu. Oczywiście poleciałem -ale dla mnie nie było tam nic do roboty - ludzie wynosili jakieś tapczany i materace, ktoś wytoczył ręczny wózek. Barykada wyglądała nędznie, dopiero ktoś tam kazał wyrywać płyty chodnikowe i ustawiać z nich murek. Wróciłem do domu i poleciałem do Bujnowskich na czwarte piętro, skąd był dobry widok na plac Krasińskich. Rozległo się kilka strzałów, od Żoliborza przejechał z wielką prędkością jakiś niemiecki samochód osobowy - i ludzie zaczęli wylegać na Długą. Po powrocie, na naszym podwórzu zastałem podniosły nastrój. Znalazł się jakiś znany artysta scen polskich, którego ludzie błagali o zaintonowanie jakiejś patriotycznej pieśni, co wykonał, śpiewając "Jeszcze Polska.." łamiącym się ze wzruszenia głosem. W międzyczasie co przytomniejsi lokatorzy napełniali wodą wanny i wszelkie możliwe zbiorniki, co okazało się pociągnięciem jak najbardziej proroczym - pod wieczór woda przestała płynąc z kranów. Światło też zgasło, telefon, którym usiłowaliśmy się dodzwonić do Zielezińskich na Powiśle - też zamilkł. Drugiego sierpnia w kuchni urządziliśmy produkcję butelek z benzyną do walki z czołgami, wykorzystując cały ich zapas ze spiżarki i piwnicy. Benzyny było dość z garaży pod 11- tym. Oprócz tego mama uruchomiła punkt prania i zwijania na nowo bandaży. Po południu pobiegłem na róg Miodowej - tu barykada była już przednia, właśnie wywracano drugi wóz tramwajowy, spawacz ciął szyny, które wyginano pod kątem, ludzie żwawo wyrywali płyty chodnikowe i układali z nich boczne murki, jednym słowem tu robota szła na całego i bardzo planowo. Ja usiłowałem stać się użyteczny dla powstańców, i trzeciego sierpnia zgłosiłem się do kwaterującego w naszym domu pana z opaską. Ten dał mi karteczkę, abym ją zaniósł na Podwale 21, co naturalnie uczyniłem z ochotą. Ale potem nikt jakoś nie chciał takiego smarkacza przyjąć na służbę. Oczywiście Dzidek Zołoteńko został przyjęty w szeregi oddziału Nie było też głodu - z magazynów niemieckich na Stawkach samochodami ciężarowymi przywieziono parę ton sucharów, i każdy brał, ile chciał. Zrobiliśmy ich duży zapas, który przydał się bardzo później - było co rozdawać coraz liczniejszym rozbitkom, spływającym z obrzeży Starego Miasta. Nasze podwórza stały się częścią "arterii komunikacyjnej", którą samochody mogły omijać świeżo budowaną barykadę w poprzek Długiej, na wysokości narożnika Kilińskiego.
Ostatnie dni
Którejś nocy, gdy jeszcze spaliśmy w mieszkaniu, a w stołowym na materacach spał pokotem jakiś pododdziałek Akowców, spadł na Miodową kanadyjski samolot zestrzelony w czasie zrzutu. Wybuchł ogromny pożar. Ktoś wbiegł na podwórze, i krzyczał, aby mężczyźni pobiegli ratować co się da. Zacząłem budzić ludzi, ale nikt nie zareagował - musieli być straszliwie zmęczeni. W dniu w którym padł Paryż, o czym donosiły wielkimi tytułami gazety - na naszym podwórzu odbyła się zbiórka dużego oddziału - prawie stu chłopaków, w hełmach i panterkach, uzbrojonych w "Bergmanny " i "Błyskawice". Był to widok groźny i bardzo krzepiący. Niemniej, ogarnęły mnie jakieś złe przeczucia, i postanowiłem postawić pasjansa, "zwariowaną teściową" w intencji, czy powstanie się uda, czy nie. Wyszło, że nie, ale postawiłem drugi raz i "z jednym oszukaństwem" - wyszło. Niemniej jakiś osad zwątpienia już został. Tą barykadę budowaliśmy już wielce fachowo: Na jej korpus składały się kostki brukowe i flizy chodnikowe; wysadzono i skuto betonowe podłoże jezdni, no i od strony Placu Krasińskich wykopano głęboki dół przeciwczołgowy, a korpus obsypano wydobytą ziemią. Wytoczone na początku z garaży pod 11- tym popsute samochody osobowe, kiosk z gazetami i ścięte dość duże drzewo - dopełniły reszty. Niestety, ta piękna barykada nie została wykorzystana, bo Niemcy przyszli z drugiej strony. Właśnie w trakcie usypywania ziemi, gdy stałem na szczycie barykady - na kilkuset metrach przeleciały dwa myśliwce. Ludzie zadzierali głowy, i cieszyli się, że to na pewno ruskie. Ja zaś, ćwiczony wzrokowo na "Kriegsflugzeuge" od razu poznałem "Foki" - FW-190. Ale widząc ogólną radość, nie wyrwałem się ze sprostowaniem.
25 sierpnia przymaszerował do naszych piwnic ksiądz i odprawił mszę, a także udzielał masowego odpuszczenia grzechów "in articulo mortis". Korytarz był całkowicie zapchany, księdza nie bardzo było słychać, ponieważ ustawiłem się obok świetlika - studni, widziałem nad głową skrawek czystego, niebieskiego nieba, no i oprócz powietrza przez dziurę dobiegał hałas wybuchających pocisków. Były one niegroźne, gdyż już wiedzieliśmy z doświadczenia i osłuchania, że wybuch, który słyszymy jest dla nas niegroźny. Groźne było głuche stęknięcie kiedy pocisk czy bomba waliła w pobliżu. Wtedy huku nie było słychać, tylko bębenki ściskała fala podmuchu. Nie ruszając się z obrębu naszych domów, nie zdawałem sobie sprawy z rozmiarów zniszczeń dookoła nas. Kiedyś wyjrzałem kątem oka przez nasze okienko piwniczne i ze zdumieniem zobaczyłem, że zamiast domów Podwala zamykających perspektywę Kilińskiego jest jakaś bezkształtna kupa gruzów. Jednakże dopiero po wygonieniu nas przez Niemców widok przerósł moje wszelkie rozumienie. Na szczęście wieczorem Niemcy po pracowitym dniu szli spać, i ustawał ostrzał artyleryjski. Stąd ludzie mogli wyleźć z piwnic, i coś sobie ugotować - na podwórzu powstało mnóstwo palenisk z układanych cegieł, a drewna było w bród. Chcąc ułatwić trochę życie licznym przymusowym lokatorom, wybudowałem cztery eleganckie paleniska, a nawet na jednym powiesiłem kartkę z "instrukcją", że można go używać i jak najlepiej w nim rozpalać. Zapewne kartka przydała się na rozpałkę właśnie.
Cywile podczas powstania warszawskiego
przygotowali: Dominka W. i Dorian S.
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Śródmieście Północne. Grupa ludności cywilnej i powstańców słuchających przez megafon komunikatów radiowych w rejonie wylotu ul. Złotej na ul. Zgoda. Na drugim planie latarnia z reklamą sklepu z kapeluszami Antoniego Janeckiego przy ul. Złotej 8. W tle po prawej fragment kamienicy Złota 3, po lewej budynek Komunalnej Kasy Oszczędności, mieszczącej się w gmachu dawnejKasy Pożyczkowej Przemysłowców Warszawskich przy ul. Złotej 1, róg Zgoda 7 (nad wejściem widoczny neon "Polacy - bogaćcie się!"). W czasie Powstania swoją siedzibę miała tu Kwatera Radiowa
Fotografia z Powstania Warszawskiego. Powiśle. Teatrzyk kukiełkowy dla dzieci "Kukiełki pod barykadą"
Síguenos: