Want to create interactive content? It’s easy in Genially!

Get started free

Boże Narodzenie w literaturze

anna.bajdaorynska

Created on December 20, 2020

Boże Narodzenie 2020

Start designing with a free template

Discover more than 1500 professional designs like these:

Tarot Presentation

Vaporwave presentation

Women's Presentation

Geniaflix Presentation

Shadow Presentation

Newspaper Presentation

Memories Presentation

Transcript

trochę

O Bożym Narodzeniu

start

powrót

kolęda

baśń....

wigilia

chłopi

boże narodzenie

to już ...

na syberii

Team

nie-kolęda

Thanks

A podana jest gdzieś ulica (lecz jak tam dojść? którędy?), ulica zdradzonego dzieciństwa, ulica Wielkiej Kolędy. Na ulicy tej taki znajomy w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie, stoi dom jak inne domy, dom, w którym żeś się urodził.Ten sam stróż stoi przy bramie. Przed bramą ten sam kamień.Pyta stróż: „Gdzieś pan był tyle lat?” „Wędrowałem przez głupi świat „. Więc na górę szybko po schodach. Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda. Przy niej ojciec z czarnymi wąsami. I dziadkowie. Wszyscy ci sami. I brat, co miał okarynę.Potem umarł na szkarlatynę.Właśnie ojciec kiwa na matkę,Że czas się dzielić opłatkiem, więc wszyscy podchodzą do siebie i serca drżą uroczyście jak na drzewie przy liściach liście. Jest cicho. Choinka płonie. Na szczycie cherubin fruwa. Na oknach pelargonie blask świeczek złotem zasnuwa, a z kąta, z ust brata, płynie kolęda na okarynie: Lulajże, Jezuniu, moja perełko, Lulajże, Jezuniu, me pieścidełko.

K. I. Gałczyński Powrót

+ info

Czesław Miłosz Baśń wigilijna

Po życiu pełnym bezsensu i rozpaczy,Zmieniony ręką boską w srebrnego anioła,W noc, która gwiazdą betlejemską straszy,Człowiek pewien przyfrunął tam, gdzie Dziecko woła.Rozpościerał szeroko skrzydła nad kołyską,A dziecko bawił odblask na skrzydle odbity.Śnieżystą górą dziecku skrzydło się wydałoI sto różowych na niej potoków igrało.Na dworze już wschodziła jutrzenka, bił młot.I nasłuchiwał chciwie anioł, człowiek dawny,Jak niosą się w powietrzu pierwsze głosy ziemi,Żuraw skrzypi, łuczywo okienka rumieni.Kosmate gończe dymiąc rwały się na smyczy,Mroźna trąbka przez bory niosła się jak wiatr,Aż zaskomliły gończe, spragnione zdobyczy,Z brzękiem dzwonków puszysty goniąc zwierza ślad. I wiedząc, że za chwilę śnieg znów się zakrwawi,Rzekł anioł: Dziecko ziemię nie od krwi wybawi.Jak promień, co przywraca czarnej fali płynność,Tak ono zbrodni ludzkiej przywróci niewinność.

+ info

Władysław Reymont Chłopi

W Wigilię przed godnymi świętami już od samego świtania wrzał przyspieszony, gorączkowy ruch w całych Lipcach.(...)Boć to Gody szły, Pańskiego Dzieciątka święto, radosny dzień cudu i zmiłowania Jezusowego nad światem, błogosławiona przerwa w długich, pracowitych dniach, to i w ludziskach budziła się dusza z zimowego odrętwienia, otrząsała się z szarzyzny, podnosiła się i szła radosna, czująca mocno na spotkanie narodzin Pańskich!I u Borynów był taki sam rwetes, krętanina i przygotowania.(...)W każdej chałupie, zarówno u bogacza, jak i u komornika, jak i u tej biedoty ostatniej, przystrajano się i czekano z namaszczeniem, a wszędy stawiano w kącie od wschodu snop zboża, okrywano ławy czy stoły płótnem bielonym, podścielano sianem i wyglądano oknami pierwszej gwiazdy. (...) Boryna się przeżegnał i podzielił opłatek pomiędzy wszystkich, pojedli go ze czcią, kieby ten chleb Pański.– Chrystus się w onej godzinie narodził, to niech każde stworzenie krzepi się tym chlebem świętym! – powiedział Rocho.A chociaż głodni byli, boć to dzień cały o suchym chlebie, a pojadali wolno i godnie.Najpierw był buraczany kwas, gotowany na grzybach z ziemniakami całymi, a potem przyszły śledzie w mące obtaczane i smażone w oleju konopnym, później zaś pszenne kluski z makiem, a potem szła kapusta z grzybami, olejem również omaszczona, a na ostatek podała Jagusia przysmak prawdziwy, bo racuszki z gryczanej mąki z miodem zatarte i w makowym oleju uprużone, a przegryzali to wszystko p rostym chlebem, bo placka ni strucli, że z mlekiem i masłem były, nie godziło się jeść dnia tego. (...)

Rocho wyjął z zanadrza książkę okręconą w różaniec i zaczął z niej czytać cichym a głęboko wzruszonym głosem:–Jako to stała się nam nowina, Panna porodziła Syna; aż w judejskiej ziemie, w Betlejem, nie bardzo podłym mieście, narodził się Pan w ubóstwie; na sianie, w stajni lichej, między bydlątkami, co w tej radosnej nocy cichej były Mu bratami. – A ta sama gwiazda, co i dzisiaj świeci, spłonęła wówczas dla tej świętej Dzieciny – i drogę wskazywała trzem królom, co chociaż pogany i czarne jako te sagany, a serca mieli czujące i z krajów dalekich, zza mórz nieprzejrzanych, zza gór srogich przybiegli z darami, by prawdzie dać świadectwo." (...)Ruszyli wszyscy do obory, a Witek ze światłem przodem. Jagna połamała opłatek na pięć części i przychylając się nad każdą krową, czyniła krzyż święty między rogami, a wtykała po kawałku w gębule, na szerokie, ostre ozory.– A koniom to nie dacie? – zagadnęła Józka.– Nie było ich w onym czasie przy Narodzeniu, to nie można. (...)Kościół był zapchany do cna, aż do tego ostatniego miejsca w kruchcie, że którzy byli ostatni, to już na mrozie pod drzwiami pacierz mówili. Ksiądz wyszedł ze mszą pierwszą, organy zagrały, a naród się zakołysał, pochylił i na kolana padł przed majestatem Pańskim. I już cicho było, nikt nie śpiewał, a modlił się każdy wpatrzony w księdza i w tę świeczkę, co płonęła wysoko nad ołtarzem, organy huczały przyciszoną a tak tkliwą nutą, że mróz szedł przez kości, czasem ksiądz się odwrócił, rozkładał ręce, powiadał w głos łacińskie święte słowo, to naród wyciągał ramiona, wzdychał głęboko, pochylał się w skrusze pobożnej, bił się w piersi i modlił żarliwie.

Potem zaś, gdy się msza skończyła, ksiądz wlazł na ambonę i prawił długo, nauczał o tym dniu świętym, przestrzegał przed złem, gromił, rękami wytrząchał i grzmiał tym słowem palącym,– że jaki taki westchnął ciężko, kto się bił w piersi, kto się w sumieniu z win kajał, kto się zamedytował, któren znów co miętszy, a kobiety zwłaszcza, płakał – bo ksiądz mówił gorąco a tak mądrze, że każdemu to szło prosto do serca i do rozumu, juści, że tym ino, co słuchali, bo wiela było takich, których śpik morzył z gorąca. ...huknęły znowu organy i ksiądz zaśpiewał:W żłobie leży, któż pobieży.Naród się zakołysał, powstał z klęczek, wraz też pochwycił nutę i pełnymi piersiami, a z mocą ryknął jednym głosem:Kolędować małemu! (...)Borynowie dopiero na samym świtaniu powrócili z kościoła i ledwie w pacierz potem już cały dom chrapał...

Wanda Chotomska To już pora na wigilię

To już pora na wigilię, to już czas, A tu jeszcze kogoś nie ma pośród nas, A tu jeszcze, a tu jeszcze ktoś ma przyjść, Bo przy stole wolne miejsce czeka dziś. Gwiazdo betlejemska, prowadź go przez świat, Żeby razem z nami przy tym stole siadł. Prowadź go tu do nas z tych dalekich dróg, Żeby razem z nami kolędować mógł. Daj mu światło, bo tak łatwo zmylić ślad, Daj nadzieję, kiedy w oczy wieje wiatr, Strudzonemu, zmęczonemu pomóż iść, Bo samotny nikt nie może zostać dziś...Tak ono zbrodni ludzkiej przywróci niewinność.

Jacek Kaczmarski Wigilia na Syberii

Nie będzie tylko gwiazdy na niebie,Grzybów w świątecznym barszczu.Jest nóż z żelaza, przy czarnym chlebie,Cukier dzielony na kartce.Talerz podstawiam, by nie uronićTego, czym życie się słodziInny w talerzu pustym twarz schronił.Bóg się nam jutro urodzi. Król wiecznej chwały już się nam narodził Z kajdan niewoli lud swój wyswobodził Brzmij wesoło świecie cały oddaj ukłon Panu chwały Bo to się spełniło co nas nabawiło serca radością...Nie, nie jesteśmy biedni i smutniChustka przy twarzy – to katarNie będzie klusek z makiem i kutii,Będzie chleb i herbata.Sie

Zasyczał w zimnej ciszy samowar,Ukrop nalewam w szklanki.Przy wigilijnym stole bez słowaŚwiętują polscy zesłańcy.Na ścianach mroźny osad wilgoci,Obrus podszyty słomąPłomieniem ciemnym świeca się kopciSłowem – wszystko jak w domu. Słyszę z nieba muzykę i anielskie pieśni Sławią Boga że nam się do stajenki mieści Nie chce rozum pojąć tego chyba okiem dojrzy czego Czy się mu to nie śni...

+ info

Jacek Kaczmarski Wigilia na Syberii

Siedzę i sam się w sobie nie mieszczę,Patrząc na swoje życie.Jesteśmy razem – czegóż chcieć jeszcze…Jutro przyjdzie Zbawiciel. Lulajże Jezuniu, moja perełko Lulaj, ulubione me pieścidełko Lulajże Jezuniu, lulajże lulaj A ty go Matulu w płaczu utulaj...Byleby świecy starczyło na noc,Długo się czeka na Niego.By jak co roku sobie nad ranemŻyczyć tego samego.Znów się urodzi, umrze w cierpieniu,Znowu dopali się świeca.Po ciemku wolność w Jego imieniuJeden drugiemu obieca...Sie

+ info

Krzysztof Kamil Baczyńska Kolęda

Anio­ło­wie, anio­ło­wie bia­li,na co­ście to tak u żłob­ka cze­ka­li,po co­ście tak skrzy­deł­ka­mi trze­po­czącpłat­ki śnie­gu roz­sy­pa­li czar­ną nocą?*Czy­ście bla­skiem dro­gę chcie­li zmy­lićtym prze­klę­tym, co krwią ręce zbru­dzi­li?Czy­ście kwia­ty, srebr­ne li­ście po­sia­lina mo­gi­łach tych ry­ce­rzy ze sta­li,na mo­gi­łach tych ry­ce­rzy po­cho­dów,co od bata po­gi­nę­li i gło­du?*Ciem­ne noce, anio­ło­wie, w na­szej zie­mi,ciem­ne gwiaz­dy i śnieg ciem­ny, i mi­łość,i pod tymi ob­ło­ka­mi ciem­ne­mina­sze ser­ce w ciem­ność się zmie­ni­ło.

Anio­ło­wie, anio­ło­wie bia­li,o! przy­świeć­cie bla­skiem skrzy­deł swo­ich,by do Pana tra­fił ten zgu­bio­nyi ten, co się oczu pod­nieść boi,i ten, któ­ry bez na­dziei cze­ka,i ten ry­cerz w roz­szar­pa­nej zbroi,by jak czło­wiek szedł do Boga-Czło­wie­ka,anio­ło­wie, anio­ło­wie bia­li.

+ info

Nie wyjdzie z tego kolęda. Obcy przybłęda szedł, i nic nie wart był, i nic już nie chciał, zużyty, ot, na kształt wiechcia... Słońce czy deszcz ― było mu wszystko jedno: niczym, nikogo nie jednał, i nikt mu nic dać nie mógł, ani też odebrać. Ot, żebrak. Tak szedł... I w szalejącą grudniową zawieję trafił, choć mu o to nie szło, nie do aresztu, ale do Betlejem. Tam wśród aniołów śpiewania i bydlątek ryku obok pastuchów przystanął w kącikui patrzył na Dzieciątko, patrzył, ludzie moi, i pewnie, gdy to piszę, dotychczas tam stoi, wpatrzony i wsłuchany ― jak jak! ― i jak ja zapomniał kolęd.

Kazimiera Iłłakiewiczówna Nie-kolęda

+ info

Lesław Falecki, "Wigilia"

Widać nie dane nam byłoopłatkiem się podzielićTwoje usta zbyt dalekosłowagasną przy wigilijnej świecyWięc ty i jażeby nie zapomniećłzę na dwoje łamiemy

Ernest Bryll, "Boże Narodzenie"

Kiedy dziecko się rodzi i na świat przychodzi Jest jak Bóg, co powietrzem nagle się zakrztusił I poczuł, że ma ciało, że w ciemnościach brodzi Że boi się człowiekiem być. I że być musi Wokół radość. Kolędy szeleszczące złotko Najbliżsi jak pasterze wpatrują się w Niego I śmiech matki – bo dziecko przeciąga się słodko A ono się układa do krzyża swojego

Pełnych poezji, radosnych wzruszeń i zdrowych Świąt.

Anna Bajda-Oryńska