"Jak ochodzimy w Bullerbyn gwiazdkę" Autorka: Astrid Lindgren
Bohaterowie:
Nie wiem, kiedy święta zaczynają się gdzie indziej, lecz dla nas, dzieci z
Bullerbyn, G wiazdka zaczyna się już tego dnia, gdy pieczemy pierniki. Wówczas jest równie wesoło jak w wieczór wigilijny. Lasse, Bosse i ja dostajemy po dużym kawałku ciasta na pierniki i możemy z niego piec, co chcemy.
...Najlepsza foremka do pierniczków, jaką mamy, to mały prosiaczek
Gdy już ukończyliśmy pieczenie, zgnietliśmy razem wszystkie obrzynki ciasta i upiekliśmy z tego ciastko, które miało być nagrodą w konkursie, urządzanym przez nas co roku.
322
Po południu, gdy już wszystkie pierniczki były wyjęte z pieca, włożyliśmy trzysta dwadzieścia dwa ziarnka grochu do butelki i obeszliśmy z nią wszystkie zagrody w Bullerbyn, i wszyscy musieli zgadywać, ile ziarnek grochu jest w butelce. Ten, kto odgadnie najlepiej, miał dostać ciastko w nagrodę.
...Ciastko wygrał dziadziuś, z czego okropnie się ucieszyłam.
Następnego dnia po pieczeniu pierniczków było nam również bardzo wesoło, bo pojechaliśmy do lasu po choinki. Wszyscy tatusiowie jeżdżą razem ścinać choinki, no i my, dzieci, oczywiście też. Mamusie muszą siedzieć w domu i gotować jedzenie, biedaczki! ...Lasse, Bosse, ja, Britta, Anna i Olle jechaliśmy saniami. Mój tatuś szedł obok i powoził, a tatuś Ollego i tatuś Britty i Anny szli z tyłu, śmiali się i rozmawiali tak samo, jak i my na sankach. ...Ś cięliśmy trzy duże świerki: jeden dla Zagrody Środkowej, jeden dla Północnej i jeden dla Południowej.
Po południu w dzień wigilijny idziemy zwykle do Kristin z Zagajnika z całym koszykiem smakołyków, włożonych tam przez wszystkie mamy. Najpierw jednak idziemy do dziadziusia, to znaczy do dziadziusia Britty i Anny, i życzymy mu wesołych świąt, i przyglądamy się, jak Britta i Anna ubierają mu jego choinkę. ...Dziadziuś nie widzi, co wieszamy na choince, ponieważ jest prawie niewidomy. Opowiadamy mu jednak wszystko, a wtedy mówi, że widzi to doskonale w głowie. Gdy szliśmy do Kristin z Zagajnika, była przecudna pogoda. ...Och, co to była za niespodzianka dla Kristin, że przyszliśmy! ...Lasse wyłożył wszystko, co było w koszyku, na stół, a K ristin kiwała tylko głową i mówiła:
– Ach, ach, ach, to za dużo, to za dużo!
W domu L asse, Bosse i ja ubraliśmy naszą choinkę. Tatuś też nam pomagał. Na strychu mieliśmy odłożone czerwone jabłka na choinkę, wzięliśmy też sporo pierniczków, które upiekliśmy sami. ...No i oczywiście moc chorągiewiek, świeczek i cukierków. Ach, jakże była piękna nasza choinka! ...A potem nie pozostawało już nic innego jak C ZEKAĆ ! Lasse powiedział, że te godziny po południu w dzień wigilijny, gdy się tylko chodzi i czeka, i czeka, to jest coś takiego, od czego ludzie siwieją. Czekaliśmy i czekaliśmy, i czekaliśmy, a ja od czasu do czasu podchodziłam do lustra, żeby zobaczyć, czy to prawda, że od tego można posiwieć. Lecz, dziwna rzecz, włosy moje były równie żółte jak zwykle.
G dy zrobiło się ciemno, nadszedł nareszcie czas, by pójść z naszymi prezentami do Zagrody Północnej i Południowej. ...Lasse, Bosse i ja włożyliśmy czerwone czapeczki krasnoludków, a Lasse włożył również maskę krasnoludka. Miał ją włożyć później wieczorem przy Wigilii. (Ostatnio Lasse jest u nas Jultomte – krasnoludkiem wigilijnym. Kiedy byłam mała, wierzyłam w to, że takie krasnoludki istnieją naprawdę, lecz teraz już w to nie wierzę). Wzięliśmy ze sobą nasze paczki i wymknęliśmy się z domu.
Bawiliśmy się, że jesteśmy prawdziwymi krasnoludkami i że przynosimy ludziom prezenty.
W końcu jednak nadszedł nareszcie wieczór wigilijny i jedliśmy kolację przy rozsuwanym, świątecznym stole w kuchni. Na stole paliły się świece i stała masa jedzenia, ale ja jadłam niemal wyłącznie szynkę. No i oczywiście kaszę. Bo chciałam znaleźć migdał. Lecz nie znalazłam.
T en, kto znajdzie migdał w swojej kaszy, na pewno ożeni się w ciągu następnego roku.
L asse wymknął się i po chwili przyszedł przebrany za krasnoludka z dużym workiem na plecach.
–Czy tu są grzeczne dzieci? – zapytał. –Tak, jest dwoje – odpowiedział Bosse. – Jest tu też jeden urwipołeć, którynazywa się Lasse. Chociaż w tej chwili właśnie go nie ma, bo zdaje się, że gdzieś wyszedł. –S łyszałem o nim dużo – odpowiedział Jultomte. – Jest to najlepszy chłopiec ze wszystkich w tym kraju. Dostanie więc więcej prezentów od innych. Nie dostał jednak więcej prezentów, gdyż dostaliśmy wszyscy jednakowo. Ja dostałam nową lalkę i trzy książki, i wesołą grę, i materiał na sukienkę, i rękawiczki, i różne inne rzeczy. Razem dostałam piętnaście prezentów.
Potem tańczyliśmy wokół choinki, a wszyscy z Zagrody Północnej i Południowej przyszli, by nam w tym pomóc. Dziadziuś też przyszedł, chociaż nie mógł tańczyć.
...Potem ułożyłam wszystkie prezenty na stoliku koło mego łóżka, bym je mogła zobaczyć od razu, jak się obudzę.
Ach, jak to przyjemnie, gdy jest Gwiazdka! Właściwie szkoda, że nie bywa ona trochę częściej.
KONIEC
Boże Narodzenie w Bullerbyn
siakowska
Created on December 14, 2020
Start designing with a free template
Discover more than 1500 professional designs like these:
View
Visual Presentation
View
Vintage Photo Album
View
Animated Chalkboard Presentation
View
Genial Storytale Presentation
View
Higher Education Presentation
View
Blackboard Presentation
View
Psychedelic Presentation
Explore all templates
Transcript
"Jak ochodzimy w Bullerbyn gwiazdkę" Autorka: Astrid Lindgren
Bohaterowie:
Nie wiem, kiedy święta zaczynają się gdzie indziej, lecz dla nas, dzieci z Bullerbyn, G wiazdka zaczyna się już tego dnia, gdy pieczemy pierniki. Wówczas jest równie wesoło jak w wieczór wigilijny. Lasse, Bosse i ja dostajemy po dużym kawałku ciasta na pierniki i możemy z niego piec, co chcemy.
...Najlepsza foremka do pierniczków, jaką mamy, to mały prosiaczek
Gdy już ukończyliśmy pieczenie, zgnietliśmy razem wszystkie obrzynki ciasta i upiekliśmy z tego ciastko, które miało być nagrodą w konkursie, urządzanym przez nas co roku.
322
Po południu, gdy już wszystkie pierniczki były wyjęte z pieca, włożyliśmy trzysta dwadzieścia dwa ziarnka grochu do butelki i obeszliśmy z nią wszystkie zagrody w Bullerbyn, i wszyscy musieli zgadywać, ile ziarnek grochu jest w butelce. Ten, kto odgadnie najlepiej, miał dostać ciastko w nagrodę.
...Ciastko wygrał dziadziuś, z czego okropnie się ucieszyłam.
Następnego dnia po pieczeniu pierniczków było nam również bardzo wesoło, bo pojechaliśmy do lasu po choinki. Wszyscy tatusiowie jeżdżą razem ścinać choinki, no i my, dzieci, oczywiście też. Mamusie muszą siedzieć w domu i gotować jedzenie, biedaczki! ...Lasse, Bosse, ja, Britta, Anna i Olle jechaliśmy saniami. Mój tatuś szedł obok i powoził, a tatuś Ollego i tatuś Britty i Anny szli z tyłu, śmiali się i rozmawiali tak samo, jak i my na sankach. ...Ś cięliśmy trzy duże świerki: jeden dla Zagrody Środkowej, jeden dla Północnej i jeden dla Południowej.
Po południu w dzień wigilijny idziemy zwykle do Kristin z Zagajnika z całym koszykiem smakołyków, włożonych tam przez wszystkie mamy. Najpierw jednak idziemy do dziadziusia, to znaczy do dziadziusia Britty i Anny, i życzymy mu wesołych świąt, i przyglądamy się, jak Britta i Anna ubierają mu jego choinkę. ...Dziadziuś nie widzi, co wieszamy na choince, ponieważ jest prawie niewidomy. Opowiadamy mu jednak wszystko, a wtedy mówi, że widzi to doskonale w głowie. Gdy szliśmy do Kristin z Zagajnika, była przecudna pogoda. ...Och, co to była za niespodzianka dla Kristin, że przyszliśmy! ...Lasse wyłożył wszystko, co było w koszyku, na stół, a K ristin kiwała tylko głową i mówiła: – Ach, ach, ach, to za dużo, to za dużo!
W domu L asse, Bosse i ja ubraliśmy naszą choinkę. Tatuś też nam pomagał. Na strychu mieliśmy odłożone czerwone jabłka na choinkę, wzięliśmy też sporo pierniczków, które upiekliśmy sami. ...No i oczywiście moc chorągiewiek, świeczek i cukierków. Ach, jakże była piękna nasza choinka! ...A potem nie pozostawało już nic innego jak C ZEKAĆ ! Lasse powiedział, że te godziny po południu w dzień wigilijny, gdy się tylko chodzi i czeka, i czeka, to jest coś takiego, od czego ludzie siwieją. Czekaliśmy i czekaliśmy, i czekaliśmy, a ja od czasu do czasu podchodziłam do lustra, żeby zobaczyć, czy to prawda, że od tego można posiwieć. Lecz, dziwna rzecz, włosy moje były równie żółte jak zwykle.
G dy zrobiło się ciemno, nadszedł nareszcie czas, by pójść z naszymi prezentami do Zagrody Północnej i Południowej. ...Lasse, Bosse i ja włożyliśmy czerwone czapeczki krasnoludków, a Lasse włożył również maskę krasnoludka. Miał ją włożyć później wieczorem przy Wigilii. (Ostatnio Lasse jest u nas Jultomte – krasnoludkiem wigilijnym. Kiedy byłam mała, wierzyłam w to, że takie krasnoludki istnieją naprawdę, lecz teraz już w to nie wierzę). Wzięliśmy ze sobą nasze paczki i wymknęliśmy się z domu.
Bawiliśmy się, że jesteśmy prawdziwymi krasnoludkami i że przynosimy ludziom prezenty.
W końcu jednak nadszedł nareszcie wieczór wigilijny i jedliśmy kolację przy rozsuwanym, świątecznym stole w kuchni. Na stole paliły się świece i stała masa jedzenia, ale ja jadłam niemal wyłącznie szynkę. No i oczywiście kaszę. Bo chciałam znaleźć migdał. Lecz nie znalazłam.
T en, kto znajdzie migdał w swojej kaszy, na pewno ożeni się w ciągu następnego roku.
L asse wymknął się i po chwili przyszedł przebrany za krasnoludka z dużym workiem na plecach. –Czy tu są grzeczne dzieci? – zapytał. –Tak, jest dwoje – odpowiedział Bosse. – Jest tu też jeden urwipołeć, którynazywa się Lasse. Chociaż w tej chwili właśnie go nie ma, bo zdaje się, że gdzieś wyszedł. –S łyszałem o nim dużo – odpowiedział Jultomte. – Jest to najlepszy chłopiec ze wszystkich w tym kraju. Dostanie więc więcej prezentów od innych. Nie dostał jednak więcej prezentów, gdyż dostaliśmy wszyscy jednakowo. Ja dostałam nową lalkę i trzy książki, i wesołą grę, i materiał na sukienkę, i rękawiczki, i różne inne rzeczy. Razem dostałam piętnaście prezentów.
Potem tańczyliśmy wokół choinki, a wszyscy z Zagrody Północnej i Południowej przyszli, by nam w tym pomóc. Dziadziuś też przyszedł, chociaż nie mógł tańczyć. ...Potem ułożyłam wszystkie prezenty na stoliku koło mego łóżka, bym je mogła zobaczyć od razu, jak się obudzę. Ach, jak to przyjemnie, gdy jest Gwiazdka! Właściwie szkoda, że nie bywa ona trochę częściej.
KONIEC