Want to create interactive content? It’s easy in Genially!
Kasdepke "Rózga"
m.mytko
Created on November 24, 2020
Start designing with a free template
Discover more than 1500 professional designs like these:
View
Tarot Presentation
View
Vaporwave presentation
View
Women's Presentation
View
Geniaflix Presentation
View
Shadow Presentation
View
Newspaper Presentation
View
Memories Presentation
Transcript
Czy macie już jakieś świąteczne życzenia?
temat
WOOF
Wielkie marzenia o małym psise.
WOOF
START
PODRĘCZNIK STR. 103-106 Z Rózgą było tak: Kornel od dawna chciał mieć psa nawet takiego malutkiego jak Edzio pana Marianka albo Misia pani Fabisiak, takiego, który mało je i zajmuje mało miejsca, i w ogóle jest mało kłopotliwy, ale Witek uparł się - nie i nie. - Dlaczego nie? - pytał Kornel. - Po pierwsze - powiedział wtedy Witek - mieszkamy w bloku. - W kamienicy - poprawił Kornel. - Niech będzie, w kamienicy - zgodził się Witek. - Czyli nie w domu z ogrodem, gdzie pies mógłby się wybiegać. - A po drugie? - zapytał Kornel. - Co po drugie? - Witek zamrugał oczami. Zawsze tak z nim jest, najpierw mówi "po pierwsze", a potem okazuje się, że "po pierwsze" było pierwszym i ostatnim jednocześnie. - No właśnie, co? - Kornel zagryzł wargi i obiecał sobie w duchu, że tym razem na pewno się nie rozpłacze. - Aaaa, co po drugie, tak? - zreflektował się Witek.
- Po drugie nie wierzę, że będziesz umiał zadbać o psa. Pies to obowiązki. Trzeba się nim zajmować, trzeba go karmić, trzeba wyprowadzać do na dwór - i to codziennie, a nie tylko wtedy, gdy będziesz miał na to ochotę. Pies to żywe stworzenie, a nie... - ...a nie zabawka - dokończył Kornel, naśladując [...] głos Witka - którą można wrzucić w kąt, gdy się znudzi. [...] - Jeżeli będziesz się tak zachowywał - powiedział po chwili - to prędzej dostaniesz rózgę niż psa. Rózga, mityczna rózga, narzędzie tortur, o której Kornel słyszy od czterech lat - zawsze przed Bożym Narodzeniem. Szczerze mówiąc, chciałby ją wreszcie otrzymać. Choćby dlatego, żeby Witek następnego roku musiał wymyślić coś innego. Poza tym Kornel jest ciekaw, w jaki sposob rózga zostałaby użyta. Przecież Witek dzieci nie bije. Czyli co - Kornel miałby ją zjeść? Albo przylepić sobie rózgę do nosa i iść tak do szkoły? Z napisem na plechach: "Byłem niegrzeczny, zasłużyłem na karę"?
- Dajcie spokój - mama jak zawsze próbowała załagodzić sytuację. - Dopiero połowa listopada, a wy już kłócicie się o prezenty? Taka właśnie jest mama - zamiast stanąć zdecydowanie po którejś stronie, próbuje rozładować atmosferę marnym żartem. "Kłócicie się o prezenty". Kornel nigdy z nikim nie kłócił się o żaden prezent, nigdy nie jęczał: "Kup mi, kup mi!", nigdy nie zazdrościł kolegom laptopów, rowerów czy zimowych ferii w Austrii lub we Włoszech. Cieszył się z drobiazgów od mamy i dziadków, cieszył się z paczek, które od czasu do czasu przysyłał mu tata z Londynu - cieszył się też z tego, że raz do roku, w wakacje, może do taty pojechać. Ale, słowo daję, Kornel byłby gotów zrezygnować ze wszystkich prezentów, jakie otrzymał w całym swoim życiu, byleby tylko mieć psa. Pieska. Małego psiaka. Dwa dni po sprzeczce z Witkiem Kornel, wróciwszy ze szkoły, ujrzał stojący na podłodze salonu wiklinowy kosz. Dość duży. Z pokrywką. Taki sam, w jakim pół roku temu pan Marianek przywiózł Edzia ze schroniska. Mama siedziała na kanapie, zagryzając wargi. Witek uśmiechał się półgębkiem.
- Co to? - wykrztusił Kornel. Jego serce ruszyło takim galopem, jakby śpieszyło się na pociąg. - Sam zobacz - odpowiedział Witek. Kornel spojrzał na mamę szeroko otwartymi oczami, a potem rzucił plecak, pospiesznie zsunął buty i ze wzrokiem wbitym w wiklinową pokrywkę podszedł do kosza. Miałwrażenie, że w środku coś się rusza - ale może to po prostu łzy zniekształciły obraz. Zamrugał powiekami, żeby je przegonić, i uklęknął na dywanie. - Mamo, dzięku... - Najpierw zajrzyj do środka - przerwał mu Witek. Kornel nachylił się nad koszem, drżącymi dłońmi sięgnął do pokrywy, podważył ją ostrożnie, zerknął do środka i... Nie, nie będzie płakał. Nie będzie, nie będzie, nie będzie! - Dziękuję - powiedział, wyjmując z kosza smycz. - Niespodzianka. A już myślałem, że to rózga. - Jeżeli przez półtora miesiąca, aż do świąt - chrząknął Witek - będziesz trzy razy dziennie wychodził z tą smyczą na spacer, pomyślimy o psie. Rano, po południu i wieczorem.
Poza tym masz tu jeszcze miseczkę - schylił się do kosza. - Musisz pamiętać, żeby napiełniać ją wodą, sprzątać jeżeli woda się wyleje, i tak dalej. No co, dobry pomysł? - uśmiechnął się szeroko. - Świetny - odpowiedział półgłosem Kornel. - Chodź piesku, idziemy na spacer. Trzeba ci wybrać jakieś imię. Może Rózga? Tamtego dnia Kornel po raz pierwszy chodził po bielańskich ulicach z Rózgą owiniętą wokół zaciśniętej pięści. Plac Konfederacji, ulica Schroegera (czytaj: szregera), Płatnicza. Drzewa, chodniki, opadłe liście. Samochody, przechodnie, kałuże. I psy, tyle psów: psy na smyczy, psy biegające po trawnikach, psy duże i psy małe, psy rasowe i kundle, psy stare i młode, poważne wilczury i rozkapryszone yorki. A obok nich szedł ze spuszczoną głową Kornel; kroczył powoli, ciągnąc za sobą smycz, na końcu której dokazywała niewidzialna, niestniejąca, wyobrażona Rózga - jego wymarzony piesek, jego upragniony zwierzak.
rozumiem! myślę! działam!
zad. 2
zad. 1
zad. 3
ciekawe
zad. 5
zad. 4
pies naprawdę nie jest zabawką
W miejscach takich jak Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Gaju mnóstwo piesków i kotków czeka na swój prawdziwy dom!
to wszystko na dziś!