Want to create interactive content? It’s easy in Genially!
kl. 6 Polska państwem bez stosów
Monika Piosik
Created on November 13, 2020
Start designing with a free template
Discover more than 1500 professional designs like these:
View
Animated Chalkboard Presentation
View
Genial Storytale Presentation
View
Blackboard Presentation
View
Psychedelic Presentation
View
Chalkboard Presentation
View
Witchcraft Presentation
View
Sketchbook Presentation
Transcript
PresentaTION
Polska Państwem bez stosów
START
– Rzeczpospolita państwem wielowyznaniowym – Akt konfederacji warszawskiej (1573 r.) – reformacja w Polsce – pojęcia: tolerancja, innowierca,katolicyzm, judaizm, luteranizm, prawosławie
Rzeczpospolita państwem wielowyznaniowym
Po unii 1569r. Rzeczpospolita stała się pod względem powierzchni największym po państwie moskiewskim krajem Europy – ok. 800 tys. km2 (dziś liczy ok.312 tys. km2). Jej tereny zamieszkiwało wtedy ok. 8 mln ludzi. Mówiono rozmaitymi językami i wyznawano różne religie. Polacy stanowili mniej niż połowę kraju, Litwini byli mniej liczni, a najliczniejszą grupę stanowili Rusini- prawosławni. W 1569r. Część prawosławnych biskupów zgodziła się zawrzeć unię kościelną z Rzymem (tzn. przyjąć zwierzchnictwo papieża), tak właśnie powstał popierany przez władców Rzeczypospolitej Kościół grekokatolicki (unicki). Odtąd istniał on obok prawosławnego, chociaż oba pozostały nastawione do siebie wrogo.
Od XVI w., po 1569 r., coraz więcej szlachciców pochodzenia litewskiego, ruskiego i niemieckiego zaczęło się polonizować tzn. przyjmować język i obyczaje polskiej szlachty, a także często wyznanie rzymskokatolickie. Niekiedy określali siebie np. jako z rodu ruskiego, z narodu polskiego. Rzeczpospolitą w epoce nowożytnej zamieszkiwały również grupy ludności niechrześcijańskiej, stanowili je muzułmańscy Tatarzy, oraz Żydzi. Chroniąc się przed prześladowaniami religijnymi na zachodzie Europy, żydowscy kupcy i rzemieślnicy zaczęli liczniej napływać do miast Rzeczypospolitej w XV-XVI w.
Mimo rozwoju protestantyzmu w Rzeczypospolitej w XVI w. nie doszło do religijnych wojen, jak w Niemczech czy we Francji. Ważną rolę odegrała także tolerancyjna postawa królów, a zwłaszcza Zygmunta Augusta. Zwykł on mówić, że jest tylko władcą ludzi, a nie ludzkich sumień. Po jego śmierci w 1573 r., sejm uchwalił akt tzw. Konfederacji warszawskiej, który stał się podstawą tolerancji religijnej w Rzeczypospolitej.
Najważniejszymi postanowieniami aktu konfederacji warszawskiej były : Wprowadzenie tolerancji religijnej i zakazu dyskryminacji osób innego wyznania. Wieczysty pokój między wszystkimi wyznaniami chrześcijańskimi w Polsce. Szlachcie, mieszczanom i wszystkim ludziom wolnym niezależnie od wyznania państwo miało obowiązek gwarantować prawa i przywileje religijne.
Polowanie na czarownice
Stosy czarownic zapłonęły w wieku XIV i paliły się przez następne kilkaset lat. Przede wszystkim w krajach Cesarstwa Niemieckiego, gdzie pochłonęły ok. 30 tys. ofiar, głównie starszych kobiet. Ale też w Anglii, we Francji i w Skandynawii, w Europie Południowej i Wschodniej. Także w Polsce.
Rebecca Lemp
Skarbie mój najdroższy, nie martw się o mnie. Choćby nawet tysiąc ich złożyło na mnie zeznania, to przecież jestem niewinna. Gdyby tak miało nie być, to niech się zjawią wszyscy diabli i rozszarpią mnie na kawałki - pisała do męża z więzienia Rebecca Lemp, zamożna mieszczka z bawarskiego Nördlingen, matka szóstki dzieci, oskarżona o czary w 1590 r. Po kilkakrotnych torturach prosiła już tylko o truciznę, ale śmierć znalazła dopiero na stosie. Jak dziesiątki tysięcy ludzi z całej Europy, głównie starych kobiet.
W szponach szatana
Nicolas Rémy, prokurator i tajny radca księcia Karola III Lotaryńskiego, chwalił się w swojej książce "Daemonolatreiae libri tres" ("Służba diabelska"), wydanej w 1595 r. w Lyonie, że skazał na stos ponad osiemset osób, a szesnastu oskarżonych odebrało sobie życie, żeby nie wpaść w jego ręce. Jeśli czegoś żałował, to tego, że raz uległ sędziom litującym się nad siedmiolatkami mającymi rzekomo brać udział w pląsach na sabacie. Kazał je tylko rozebrać do naga i przepędzić pod rózgami na placu straceń, gdzie ich rodzice płonęli na stosie.
Na stos szły głównie kobiety. Dominikańscy inkwizytorzy Heinrich Kramer i Jacob Sprenger, autorzy najpopularniejszego chyba podręcznika dla łowców czarownic pt. "Malleus Maleficarum" ("Młot na czarownice", po raz pierwszy opublikowany w 1487 r. i wielokrotnie wznawiany), " całe to czarowanie pochodzi z lubieżności cielesnej, która w kobiecie jest nienasycona. Dlatego zawiera ona pakt z diabłem, kierując się pokusą cielesną, i bierze udział w sabatowych orgiach."
Johann Wierus, XVI-wieczny holenderski lekarz, okultysta, demonolog, pionier walki z ludobójczym obłędem, w rozprawie "O czarownicach" pisał: ,, że największe niebezpieczeństwo oskarżenia o czary groziło samotnym i starym kobietom. W krajach niemieckich, gdzie polowanie na czarownice pochłonęło ok. 30 tys. ofiar, wyobrażano sobie, że wspólniczki diabła to przeważnie słabowite i podeszłe w leciech, nie całkiem przy zdrowych zmysłach będące, biedne, utrudzone stare cioty..."
+ info
Akuszerka - niebezpieczny zawód W XVII i XVIII w. jedno dziecko na cztery nie dożywało pierwszego roku życia, wiele umierało zaraz po porodzie. W niemieckim Dilingem akuszerka Walpurga Hausmännin została w 1587 r. oskarżona o spowodowanie w ciągu dwunastu lat śmierci 40 noworodków. Oskarżyciele twierdzili, że podawała ciężarnym napój wywołujący przedwczesny poród, a także nacierała diabelską maścią łożysko, żeby matka i dziecko pozostawały złączone i umierały.
Czarownice zdarzały się także wśród rodów panujących. Książę Eryk II, władca Brunszwiku-Lüneburga, oskarżył żonę, księżnę Sydonię, że chce go zgładzić za pomocą czarów diabelskich, bo on nawrócił się na wiarę katolicką, a ona pozostała luteranką. Prawdopodobnie jednak prawdziwe powody oskarżenia były inne. Sydonia była o dziesięć lat starsza, małżonkowie dzieci nie mieli, popadli za to w kłopoty finansowe. Eryk najpierw próbował się z Sydonią rozwieść, a potem uznał być może, że łatwiej będzie zerwać okowy, wysyłając żonę na stos.
Kazał więc aresztować cztery kobiety (najstarsza miała 90 lat), które po torturach zeznały, że Sydonia para się czarami. Księżna uciekła do brata, elektora saskiego Augusta, ale trafiła z deszczu pod rynnę - August był zwolennikiem polowań na czarownice. Na swoje szczęście Sydonia zdołała namówić cesarza Maksymiliana II (panował w latach 1564-1576) do zarządzenia rewizji procesu. Przed komisją cesarską jej domniemane wspólniczki, którym zagwarantowano, że tortur nie będzie, odwołały zeznania i pokazały rany po poprzednim śledztwie. W 1574 r. księżna została oczyszczona z zarzutów, ale małżonkowie już się nie pogodzili.
Co robiły czarownice Miały zadawać ludziom ból oczu, powodować kołtuny, postrzały, uroki. Sprowadzać deszcz i burze w czasie słoty lub wyczarowywać suszę. Powodować waśnie małżeńskie, zatruwać studnie. Joanna potłukła muszlę ślimaka i starła ją na proszek. Dlaczego to zrobiła? Wszystkie owce Barbary, jej sąsiadki, nagle wyzdychały. Jest sprawą oczywistą, że dla zabicia ich Joanna zrobiła ten proszek. Spalić czarownicę! - zanotował prokurator Nicolas Rémy. Sławetna była ich umiejętność dojenia mleka z powrozów lub dzwonu kościelnego. Okoliczne krowy solidarnie strajkowały na widok gospodyni ze skopkiem, a z powroza leciała pienista struga.
Bolał ząb, sąsiad był zamożny, brakowało zalotników - wiedźma zawsze pomogła. Wiedziała, kiedy zebrać właściwe ziele, jak je wysuszyć, jakim posłużyć się zaklęciem, by podstarzała dziewoja zdobyła męża. Wdzięcznych nie było wielu, ale za to nie brakowało chętnych, żeby zrzucić winę za swoje ciemne sprawki na czary.
Próba igły, wagi i wody Czarownice i czarownicy mogli wszystko, bo torturami sędziowie skłaniali oskarżonych do najbardziej fantazyjnych wyznań. Wprawdzie aż do XIII w. Kościół na tortury nie zezwalał, ale z czasem zmienił zdanie, choć były ograniczenia w ich stosowaniu. Np. sędzia nie mógł zarządzić tortur, dopóki nie zdobył pewnego dowodu winy; męczarnie nie powinny być zbyt ciężkie, żeby nie doprowadzić do śmierci ofiary; zeznania uzyskane w trakcie tortur musiały być potwierdzone dobrowolnie poza salą w ciągu 24 godzin; nie wolno było torturować ciężarnych i dzieci. Jednak w czasie wielkich polowań na czarownice nikt się tymi ograniczeniami nie przejmował. Na początku oskarżonych poddawano próbom igły, wagi i wody.
Wiadomo było, że diabeł naznaczał każdego człowieka, który oddał mu się w niewolę, piętnem w postaci plamki na skórze, czasem podobnej do zajączka, czasem do pajączka, pieska lub szczura - instruował XVII-wieczny franciszkanin Ludovico Maria Sinistrari. Plamka pozbawiona była czucia, a nakłuta igłą nie krwawiła.Z kolei podczas próby wody podejrzaną wiązano "w kozła" - prawą dłoń z lewą stopą, lewą dłoń z prawą stopą - i wrzucano do rzeki albo stawu. Jeśli poszła na dno, była winna, bo woda, symbol czystości, nie przyjmowała sojusznika diabła.
Natomiast podczas próby wagi ważono czarownicę na wadze targowej. Jeśli była zbyt lekka (w Utrechcie wagą na miarę życia było 49,5 kg), nikt nie mógł mieć wątpliwości, że to służebnica szatana, bo dzięki temu może się unosić w powietrzu. Próby nie były zabawą, ale i tak najgorsze miało dopiero nastąpić.
Zwykle kaci rozciągali ofiary na ławie, przypiekali je pochodniami lub polewali płonącymi kroplami siarki i smoły, zgniatali palce śrubami i miażdżyli kości nóg "hiszpańskimi butami". Bywało też, że wlewano więźniom do nosa wapno, przywiązywano ich do stołu zasłanego kolczastymi gałązkami głogu, wydłubywano oczy, obcinano uszy. Liczyło się jedno: wydobycie przyznania się do win.
Wezmę cię (na tortury) nie na dzień, dwa, trzy, nie na osiem dni, nawet nie na kilka tygodni, lecz na pół roku lub na rok, aż się przyznasz; a jeśli się nie przyznasz, zamęczę cię na śmierć, a na koniec i tak zostaniesz spalona - zapowiedział ciężarnej więźniarce kat miasta Dreissigacker w 1631 r.
Na całkowite wygaszenie stosów trzeba było czekać aż do drugiej połowy XVIII wieku. Wykształciły się procedury prawne uniemożliwiające wystąpienie reakcji łańcuchowej charakterystycznej dla wielkich polowań, a coraz więcej ludzi zaczęło powątpiewać w prawdziwość oskarżeń. Znikło też wiele czynników wywołujących panikę i prowokujących do szukania kozła ofiarnego, np. pandemie zarazy czy niepokoje religijne. Ale to nie znaczy, że o czarownicach zapomniano.
W 2003 r. w Krakowie przed sądem okręgowym stanął rolnik ze wsi Wola Kalinowska. Pozwał swoją sąsiadkę, bo ta rozpowiadała, że on czarami zabiera mleko od jej krów. Dowód był niezbity: oskarżony o czary odstawiał 40 l mleka od dwóch krów, a jego ofiara jedynie 17 l.
Sąd, chcąc zbadać, czy posądzenie o magiczne zabieranie krowom mleka naruszyło godność rolnika, wezwał na świadka sąsiadów, proboszcza i dyrektorkę szkoły. Dopiero po kolejnej rozprawie strony poszły po rozum do głowy i zawarły ugodę. Tym razem stos nie zapłonął.
+ info
Dziękuję!